biznes technologie innowacje
technologiczna strona biznesu
biznes technologie innowacje
najważniejsze informacje zebrane w jednym miejscu
X
Następny artykuł dla ciebie
Wyświetl >>
Koboty. Konieczność czy luksus?

Koboty. Konieczność czy luksus?

Roboty współpracujące, zwane też kobotami, są coraz popularniejsze. A zmiany gospodarcze i społeczne pokazują, że powoli stają się niezbędne. Dobitnie pokazała to pandemia i brexit.

Zacznijmy od brytyjskiego wyjścia z Unii Europejskiej. Mark Gray, Sales Manager  Universal Robots na Wielką Brytanię w tekście „Why manufacturing can’t afford to ignore the rise of the cobots” opublikowanym na łamach portalu E&T (Engineering and technology) dokonał analizy sektora przemysłowego w Wielkiej Brytanii pod kątem robotyzacji. Zdaniem Gray’a w epoce pobrexitowej – gdy utrudniony został przepływ pracowników (w szczególności fizycznych) i produktów – robotyzacja, także małych firmach jest koniecznością.

„Przemysł brytyjski musi odejść od postrzegania robotów jako dużych, kosztownych zasobów wymagających specjalistycznej wiedzy, jeśli ma konkurować z zagranicznymi firmami, które wdrażają technologię na małą skalę do wspierania swoich pracowników” – argumentował Sales Manager Universal Robots na Wielką Brytanię.

Kwestia zmiany paradygmatu jest tutaj istotna. Koboty to roboty charakteryzujące się łatwością w programowaniu, łatwością adaptacji umożliwiającą wykonywanie różnorodnych zadań związanych z obsługą produkcji niezależnie od wielkości serii. W odróżnieniu od robotów przemysłowych potrafią one bezpiecznie pracować z człowiekiem, bez jakiejkolwiek konieczności stosowania specjalistycznych barier czy systemów bezpieczeństwa. Są idealnym wsparciem pośpiesznej transformacji cyfrowej i automatyzacji produkcji.

Koboty zastępują Polaków

Sytuacja Wielkiej Brytanii jest trudna. W przemysł uderzyły dwa zdarzenia: pandemia i wspomniany brexit. Ograniczenia w podróżowaniu i koniec swobodnego przemieszczania się wywarły wpływ na przedsiębiorstwa produkcyjne, które od dawna polegały na obywatelach z Unii Europejskiej, w szczególności z krajów Europy Środkowo‑Wschodniej. Pracownicy z Polski, Bułgarii czy Litwy uzupełniali luki kadrowe w przetwórniach, zakładach produkcyjnych czy przy liniach montażowych. Dziś ich miejsca muszą zająć tanie i dostępne małe, proste do programowania roboty, czyli właśnie koboty.

Pandemiczne rozwiązanie

W oczywisty sposób koboty „znalazły” zatrudnienie w dobie pandemii COVID‑19, gdy z powodu przymusowej izolacji część pracowników nie mogła przychodzić do pracy. Tak było w wielu firmach na świecie m.in. w fabrykach takich firm jak Continental, Ford, Nissan czy L’Oreal.  Wykonują tam proste powtarzalne zadania typu pick&place, a także skomplikowane operacje np. kontrola jakości za pomocą skanerów 3D lub kamer, w które wyposażane są koboty.

Na początku pandemii producent ekologicznych produktów Bloom‑in‑Box z Lancashire (Wlk. Brytania) skorzystał z kobotów, aby błyskawicznie uruchomić produkcję sprzętu ochrony osobistej. Nie dość, że firma przysłużyła się społeczności, to jeszcze porządnie zarobiła, notując wzrosty sprzedaży o 400%.

Koboty ofiarami dużych maszyn

Badania przeprowadzone w 2019 roku przez Międzynarodową Federację Robotyki  (IFR) wykazały, że wciąż wiele firm postrzega automatyzację jako „luksus i dodatkową inwestycję”, a nie konieczność. Pandemia pokazała, że robotyzacja, głównie z wykorzystaniem kobotów – tańszych i łatwiejszych w obsłudze – pozwoliła wielu firmom przetrwać czas lockdownu związanego z pandemią COVID‑19.

Wciąż wiele firm postrzega tę technologię jako zbyt skomplikowaną lub wymagającą specjalistycznej wiedzy i uważa, że jest ona zarezerwowana dla największych i najbardziej zaawansowanych graczy. To sposób myślenia ukształtowany wyłącznie przez erę dużych, kosztownych robotów przemysłowych. Takich jak te zwykle używane w dużych fabrykach motoryzacyjnych.

Faktycznym ograniczeniem kobotów jest głównie ich maksymalny udźwig wynoszący, w zależności od urządzenia, od 4 do 15 kg. Jednak pozostałe cechy takie jak mobilność, wbudowane funkcje bezpieczeństwa czy też łatwość obsługi budują przewagę nad innymi rozwiązaniami (np. robotami przemysłowymi) i decydują o wszechstronności kobotów.

Przyszłość należy do kobotów?

Zdaniem prezesa Międzynarodowej Federacji Robotyki Miltona Guerry’a – cytowanego w raporcie IFR na czwarty kwartał roku 2020 –  „liczba robotów przemysłowych pracujących w fabrykach na całym świecie jest obecnie najwyższa w historii”. Mimo spadku sprzedaży nowych maszyn ich łączna liczba zwiększyła się o prawie 12%, osiągając rekordowy poziom ok. 2,7 miliona sztuk. Wynik ten oznacza, że przez minionych pięć lat liczba robotów w zakładach przemysłowych zwiększyła się aż o 85%. Największy przyrost dotyczył właśnie kobotów. W zeszłym roku na rynku pojawiło się kolejnych 18 tys. tych urządzeń, czyli o 11% więcej niż rok wcześniej. I choć roboty współpracujące stanowią zaledwie 4,8% wszystkich nowych robotów, to jednak właśnie ta grupa ma się najszybciej rozwijać w najbliższych latach.

Koboty zmienią pracę ludzi, ale ich nie zastąpią. Dziś taki mały robot może teraz wykonywać wiele czynności ludzkich, ale wciąż są to głównie powtarzalne zadania. Zamiast zastępować ludzi, automatyzacja „odbierze nam” tylko najbardziej żmudne i monotonne zadania i prawdopodobnie spowoduje ewolucję ról. Szersze zastosowanie automatyzacji pomoże zwiększyć produkcję i odzyskać wielu firmom energię, którą do tej pory poświęcają one choćby na zmaganie się z problemem braku ludzi. Koboty mogą być więc kluczowym elementem powrotu do normalności. Oczywiście, osobną kwestią pozostaje reorganizacja pracy ludzi, ale to już zadanie dla menedżerów. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że automatyzacja nie prowadzi do masowego bezrobocia, bowiem bierze się ono raczej ze zmian systemowych. Automatyzacja może więc być etyczna i efektywna.

Rafał Pikuła

Redaktor MIT Sloan Management Review Polska. Absolwent dziennikarstwa oraz kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim, a także podyplomowych studiów Digital Media na Uniwersytecie SWPS. Doświadczenie dziennikarskie zbierał w redakcjach „Polityki”, „Gazety Wyborczej” i Onetu. Współpracował z polskimi edycjami „Business Insidera” i „Forbesa”.