biznes technologie innowacje
technologiczna strona biznesu
biznes technologie innowacje
najważniejsze informacje zebrane w jednym miejscu
X
Następny artykuł dla ciebie
Wyświetl >>
Sztuczna inteligencja z poczuciem humoru zmieni zarządzanie

Sztuczna inteligencja z poczuciem humoru zmieni zarządzanie

Czy robot będzie lepszym szefem niż ty? To bardzo możliwe. Jeśli tylko sztuczna inteligencja opanuje zdolności miękkie – takie jak poczucie humoru – to zacznie pełnić bardziej ludzkie role i może stać się liderem, za jakim wszyscy chcieliby podążać. To nie science fiction, ta zmiana już się dzieje.

Coraz częściej mówi się, że to właśnie umiejętności miękkie są przyszłością zarządzania. Potwierdzają to badania. Raport Pew Reserach z 2017 wskazywał, że inteligencja emocjonalna, kreatywność i wpływ społeczny w nadchodzących latach zyskają na znaczeniu. Pandemia dodatkowo dowiodła, że właśnie miękkie wartości są kluczowe, choć nie muszą objawiać się wyłącznie podczas bezpośrednich kontaktów. Najlepsi liderzy w czasie pandemii wspierali pracowników, doradzali im, pobudzali ich kreatywność. Robili to jednak za pośrednictwem technologii. Fizycznie nie byli obecni, ale ich wpływ był realny. Stąd prosta konstatacja: bardziej liczy się komunikat niż sposób jego przekazania czy osoba nadawcy. Ten może być po drugiej stronie monitora, może być więc też… algorytmem.

Oczywiście na razie „tylko człowiek może być ludzki”. Jakkolwiek by to nie brzmiało, chodzi o to, że algorytmy, nawet najbardziej zaawansowane, nie są empatyczne. Ale powoli i to się zmienia. Zdolności sztucznej inteligencji są bowiem coraz bardziej zaskakujące. „MIT Technology Review” opisało wynik testów sprawdzających kreatywność AI. Otóż sztuczna inteligencja miała za zadanie „połączyć” krzesło z awokado. Siłą algorytmu powstały projekty, których nie powstydziliby się najlepsi projektanci.

Siłą algorytmu powstały projekty, których nie powstydziliby się najlepsi projektanci. Kto by nie chciał takiego mieć w mieszkaniu?

Jeśli więc AI może być kreatywna i innowacyjna, to pozostanie jej tylko krok do stania się empatyczną. Warto zauważyć, że to właśnie rozwój sztucznej inteligencji sprawia, że umiejętności miękkie stają się coraz ważniejsze. W założeniu dlatego, że są trudne do zautomatyzowania. W praktyce, gdy tylko roboty posiądą umiejętności miękkie, to nasza ludzka twierdza rozsypie się jak domek z kart.

Od prostego zarządzania do przywództwa

Roboty napędzane sztuczną inteligencją już teraz bez wysiłku przejmują niektóre role kierownicze w znanych organizacjach, gdzie kierownicy pierwszej linii są wspierani bądź zastępowani przez roboty, które śledzą produktywność pracowników. Technologiczna dystopia wydarza się na naszych oczach, tudzież na naszych łączach.

Oczywiście, ktoś mógłby powiedzieć, że w takim przypadku mamy bardziej do czynienia z zarządzaniem niż prawdziwym przywództwem. Taki rodzaj zarządzania obejmuje proste zadania, np. monitorowanie pracowników i śledzenie ich wydajności. Przywództwo to przecież coś więcej. Prawdziwy lider motywuje, inspiruje i wspiera. A robi to, gdyż rozumie ludzkie emocje i odpowiednio na nie reaguje. Sztuczna inteligencja jest bliska temu.

Firma iMotions opracowała algorytm, który potrafi rozumieć mimikę twarzy, zaś popularna Sophia15 (humanoidalny robot napędzany sztuczną inteligencją) już teraz potrafi obserwować i interpretować ludzkie uczucia, a nawet adekwatnie na nie reagować. Posiadanie tych umiejętności pasuje do definicji inteligencji emocjonalnej, będącej jednym z elementów skutecznego przywództwa.

Naucz robota opowiadać żarty

Według badań IBM najtrudniej nauczyć roboty poczucia humoru - to największe wyzwanie programistów oraz konstruktorów. A przecież jest to z pewnością pożądana cecha dobrego lidera. Główne obszary mózgu odpowiedzialne za poczucie humoru, umiejętność opowiadania żartów i ich rozumienia oraz dystans do sytuacji to kora przedczołowa (rozumienie sensu) oraz jądro półleżące (zaangażowane w ekspresję emocji). Jak za pomocą algorytmu odwzorować funkcjonowanie tych struktur? Trudne wyzwanie, zważywszy na fakt, że nawet nie wszyscy ludzie mają poczucie humoru. Na razie naukowcom udaje się tworzyć programy generujące piosenki, memy, kalambury, a niemieckim informatykom udało się nawet opracować robota zdolnego do posługiwania się sarkazmem. Sugeruje to, że maszyny napędzane sztuczną inteligencją mogą rzeczywiście nabyć wrażliwość na kontekst, który jest niezbędne, by dowcipkować. Poczucie humoru u maszyny sprzyjać może także oswojeniu się z nią i jej zaakceptowaniu jako współpracownika, np. przez osoby, którym przyjdzie pracować w jednym zespole z robotem. Sztuczna inteligencja posługująca się sarkazmem i ironią to przecież coś więcej niż elektroniczny głos opowiadający drętwe dowcipy.

Według badań opublikowanych przez American Psychological Association liderzy, którzy nie obawiają się żartować, są postrzegani jako bardziej skuteczni i ludzcy, a ich pracownicy i zespoły są bardziej efektywne i mają lepsze relacje z innymi. Humor może być stosowany jako łagodna forma konstruktywnej krytyki, służyć rozładowaniu napięcia w zespole, wzmacniać więź między zespołami oraz ułatwiać relację i nawiązanie współpracy.

Twój szef robot!

Jeśli sztucznej inteligencji dołożymy poczucie humoru, to ma ona wielkie szanse, by stać się skutecznym przywódcą, za którym podążą ludzcy pracownicy. A wystarczy uniknąć wprowadzenia algorytmów odpowiedzialnych za ewentualne fochy i dąsy, by uzyskać…

…szefa idealnego

Wprowadzenie do algorytmów AI poczucia humoru może zatem otworzyć przed nią nowe perspektywy związane z zarządzeniem ludźmi. Inteligentna (siłą rzeczy) i dowcipna AI może ludzkim podwładnym przekazywać informacji zwrotne w ramach corocznej oceny wydajności, rozstrzygać konflikty między pracownikami, zapobiegać dyskryminującym zachowaniom, czyli robić mniej więcej to samo co robiłby człowiek. I całkiem prawdopodobnie, że robiłaby to lepiej, bo sztuczna inteligencja w roli menedżera pozbawiona byłaby negatywnych ludzkich cech – daleka od dąsów, złych nastrojów i psychopatycznych zachowań. Po prostu nie zostałaby tego nauczona. To oczywiście idealistyczne założenie, bowiem eksperymenty z samouczącą się sztuczną inteligencją pokazały, że najszybciej przejmuje ona od ludzi ich najgorsze nawyki. Tak było m.in. z chatbotem Tay, opracowanym przez Microsoft. Twórcy Tay nie przewidzieli poziomu internetowych dyskusji i pozwolili jej rozmawiać z internautami przez Twittera. Tay błyskawicznie zaczęła korzystać z wyzwisk, propagować teorie spiskowe, rasizm i homofobie. Bot obrażał rozmówców albo proponował im seks. Algorytmy dla ewentualnego robotycznego menededżera należy więc projektować z rozmysłem. I na wszelki wypadek odciąć mu dostęp do mediów społecznościowych.

Cichy lider

Jednak o tym, że roboty nie mogą nie prędko zająć kierownicze stanowiska, może zadecydować inny bardzo ludzki czynnik. Zazdrość. Nie zgodzimy się, by rządziła nami „kupa złomu”. Ludzie jednak wolą interakcje z innymi ludźmi od relacji ze sztuczną inteligencją. Przynajmniej na razie. W szczególności jeśli wiedzą, że mają kontakt z AI, a nie z człowiekiem. Mimo to  można wykorzystać roboty do pośredniczenia – także liderskiego – pomiędzy ludźmi. Badania pokazały, że roboty mogą być skutecznymi „cichymi przywódcami”. Podczas zadania grupowego pomogły osobom z badanej grupy skuteczniej się komunikować i współpracować, a także zapobiegały patowym sytuacjom dotyczącym rozwiązywania problemów, zwiększając w ten sposób wydajność zespołu. Co ciekawe wielu z nas korzysta z podpowiedzi takich cichy liderów. Przykładem jest chociażby system rekomendacji, np. ten funkcjonujący w serwisie Netflix. To algorytm podpowiada nam co obejrzeć i co może nam się spodobać. Wielu z nam z chęcią przyjmie taką „niewidzialną” pomoc, ale tłumaczenie się AI z „zawalonego” terminu, to chyba już za wiele. Chociaż jak to z technologią bywa – wszystko jest możliwe, a najbardziej wywrotowe scenariusze mogą okazać się pełnoprawną wizją jutra.

Rafał Pikuła

Redaktor MIT Sloan Management Review Polska. Absolwent dziennikarstwa oraz kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim, a także podyplomowych studiów Digital Media na Uniwersytecie SWPS. Doświadczenie dziennikarskie zbierał w redakcjach „Polityki”, „Gazety Wyborczej” i Onetu. Współpracował z polskimi edycjami „Business Insidera” i „Forbesa”.