Reklama
OFERTA SPECJALNA na NAJWYŻSZY pakiet subskrypcji! Wersję Platinum - OFERTA LIMITOWANA
Kompetencje przywódcze
Polska flaga

Mała zgoda na wielką zmianę, czyli jak uciec przed wolnością?

30 grudnia 2013 9 min czytania
Mała zgoda na wielką zmianę, czyli jak uciec przed wolnością?

Streszczenie: Prokrastynacja, czyli odkładanie działań na później, często wynika z lęku przed porażką lub sukcesem. Ludzie cenią sobie komfort i utrzymanie pozytywnego obrazu siebie, co sprawia, że unikają sytuacji mogących zagrozić temu wizerunkowi. Stephen Covey podkreśla, że między bodźcem a reakcją istnieje przestrzeń, w której mamy wolność wyboru naszej reakcji. Jednak prokrastynatorzy często mylnie postrzegają tę przestrzeń jako miejsce na decyzję, podczas gdy w rzeczywistości zamysł nie jest jeszcze działaniem. Aby przezwyciężyć prokrastynację, kluczowe jest uświadomienie sobie tej różnicy i podjęcie aktywnego działania zamiast pozostawania w stanie zawieszenia.

Pokaż więcej

Jak można poznać samego siebie? Nie przez obserwację, ale w działaniu. Staraj się spełnić swój obowiązek, a dowiesz się natychmiast, co jesteś wart – Johann Wolfgang Goethe.

Jeśli jesteś wytrawnym odwlekaczem – tak jak ja – i prokrastynacja jest Twoją drugą naturą, z pewnością zastanawiałeś się wielokrotnie nad źródłem tego błogiego uczucia kryjącego się za decyzją: jeszcze nie teraz. Jeśli zaś nie jesteś prokrastynatorem, to na pewno nawet nie miałeś okazji roztrząsać (bo samo roztrząsanie nie leży bez wątpienia w Twojej naturze), co można zyskać, odwlekając coś, o czym wiesz, że powinieneś się tym zająć, do bliżej nieokreślonego terminu, opatrzonego tajemniczą – bo niezobowiązującą – nazwą później.

Dlaczego odwlekamy?

Literatura tematu – jak to się ładnie mówi – przyczynę prokrastynacji określa w sposób równie zwięzły, co trafny: lęk przed porażką i – paradoksalnie – również przed… sukcesem. Na ogół w życiu nie wygląda to tak spektakularnie i nie postrzegamy całej tej gry w górnolotnych kategoriach zwycięstwa i porażki. Zwłaszcza, gdy przyłapiemy się na namawianiu psa do spaceru po filmie, czy na odkładaniu napisania ważnego raportu na magiczne po kawce. Przecież to są proste sprawy, Żaden problem, To o niczym nie świadczy – i tak dalej.

Przekładając opis psychologicznych mechanizmów na język praktyka, określiłbym to krótko – lubimy mieć rację i komfort. W tym również komfort posiadania racji. Z natury wszyscy uwielbiamy myśleć o sobie w superlatywach (kto jest od tego wolny, niech pierwszy rzuci komentarzem) i choć możemy się do tego nie przyznawać, nawet przed sobą, trzymamy się kurczowo wyobrażeń o swojej wszechwiedzy i własnej doskonałości. Zwłaszcza tej potencjalnej, którą hodujemy za fasadą samoutwierdzającego i usprawiedliwiającego: Gdybym tylko chciał. Łatwo zgadnąć jak niebezpieczne dla tego obrazu może się okazać narażanie na brak racji i wychodzenie poza strefę komfortu. Ryzykowne jest robienie czegokolwiek nowego i proponowanie czegoś własnego – czyli po prostu działanie. Moglibyśmy natrafić na przeciwności, a wtedy poznalibyśmy kim naprawdę jesteśmy. Taki moment, najzwyczajniej w świecie, się odwleka. Zamiar nic nie kosztuje, działanie – może wiele.

Zostań mistrzem zarządzania sobą »

Paradoksalnie, chcąc dążyć do doskonałości, poprzestajemy na doskonaleniu dążeń. Jesteśmy wówczas niestrudzeni w mnożeniu kategorycznych: Muszę jeszcze tylko, Zaraz po, czy też Jak tylko – albo – najbardziej złudne – Następnym razem na pewno.

Miejsce na wolność

Stephen Covey przytacza słowa, które kiedyś przypadkowo przeczytał w jednej z książek (nie podaje niestety źródła) i które, jak przyznaje, wstrząsnęły nim dogłębnie: Między bodźcem a reakcją istnieje przestrzeń. Tam znajduje się nasza wolność i możność dokonania wyboru reakcji. Od tych wyborów zależy nasz rozwój i szczęście.

W każdej sytuacji mamy dwa wyjścia: podjąć działanie albo dostosować się. Między tym co nas spotyka, a tym jak zareagujemy – pisze Covey – jest nasza najwspanialsza siła: wolność wyboru. Wybór sprowadzający się do prostej decyzji: robię coś czy się dostosowuję, przez wycofanie i zaniechanie. Zawężając przy tym przestrzeń własnej wolności.

Mną to odkrycie wstrząsnęło dogłębnie – uświadomiłem sobie drobny, ale bardzo istotny przekręt, wbudowany w mechanizm prokrastynacji. Mianowicie przekonanie, że to między zamysłem a działaniem jest wolność – czyli miejsce na decyzję. W tej właśnie przestrzeni upatrujemy złudne poczucie wolności, którym my, odwlekacze, lubimy się tak upajać. Niestety sam zamysł nie jest reakcją, nie jest realizowaniem wolności. Jest nim dopiero działanie.

Na rozdrożu

Sprawa jest prosta: Jeśli trafisz na rozstaje dróg, po prostu miń je – Yogi Berra. Lepiej tego nie można chyba ująć. Wystarczy drobne przeniesienie akcentu – taki mały przekręcik (a raczej antyprzekręt): zamiast zastanawiać się, czy coś robić, skup swoje rozterki na tym, co i jak zrobić. Zawsze się cieszę, gdy mogę coś zilustrować przykładem z życia, a wprost uwielbiam, gdy jest on z mojego własnego.

Kilka lat temu, w ramach konferencji organizowanej w Buffalo przez Creative Education Foundation, poświęconej metodologii Creative Problem Solving, brałem udział w warsztatach dla liderów, które były ukierunkowane na tworzenie  nowych technik i narzędzi do stosowania w procesie twórczego rozwiązywania problemów.

Dostaliśmy w ramach kilkuosobowych zespołów zadanie wymyślenia ćwiczenia mającego na celu nauczenie określonej grupy stworzenia własnego narzędzia (o zadanym charakterze) do zastosowania w określonej fazie procesu. Typ grupy wraz z jej specyficznym rodzajem percepcji, charakter narzędzia, faza procesu itd. – były przydzielone, a raczej wylosowane.

Wychodziły z tego skomplikowane wyzwania. Nasze było wręcz szaleńcze, bo odbiorcami miała być grupa głuchoniemych o przewadze percepcji muzycznorytmicznej i mieliśmy znaleźć sposób, by im wytłumaczyć, czego od nich chcemy, na czym polega dany element procesu i że to ma być narzędzie, które sami mają zaproponować, etc. Dodatkowo miało mieć to charakter interaktywnego ćwiczenia. Naprawdę karkołomne zadanie. Inni chyba też tak to odebrali, bo zespół zaczął się wykruszać – jedna osoba od razu przeniosła się gdzie indziej, druga wymówiła innymi zadaniami, a trzecia wprost skapitulowała. Zostałem sam. Był wieczór, a prezentacja miała odbyć się nazajutrz rano.

Stałem na rozdrożu. Wszyscy członkowie mojej drużyny szybko skorzystali ze swojej wolności i dokonali wyboru drogi. Ja też – postanowiłem zrobić tę prezentację. Przerażał mnie temat, konieczność samodzielnego zmierzenia się z zadaniem, konieczność wystąpienia przed obcą widownią w języku też obcym i jeszcze do tego presja czasu. Ale jednocześnie czułem, że niemożliwe jest możliwe i miałem potrzebę zmierzenia się z tym. Wiedziałem, że zaskoczę samego siebie – i to chyba mnie najbardziej pociągało.

Co Cię motywuje?

Jeśli nie wiadomo, co robić, to znaczy, że masz ogromne pole do popisu. Wówczas wszystko jest dobre i nie ma powodów, by je za takie nie uznać.

Miałem kilka luźnych myśli i przeczucie, że rozwiązanie kryje się w samym wyzwaniu  uzmysłowić słyszącym ludziom, że są głusi, nie mówiąc im tego, tylko traktując ich jak głuchych i przekazać im potem całą resztę informacji: opis procesu, ich zadania i spodziewany efekt. To co innych członków mojego zespołu wystraszyło, stało się dla mnie nie tylko osią rozwiązania, ale też wybawieniem z jednego z moich głównych lęków – nie musiałem nic do nich mówić. Wszystko miało być przedstawiane na planszach.

Osamotniony, pod presją czasu i dręczony obawą czy podołam, przystąpiłem do realizacji planu. A raczej do zastanawiania się, co i jak powinienem teraz zrobić? Otworzyłem się na swobodny przepływ cisnących się do głowy pomysłów. Nie zważałem na ich realność, tylko szedłem za nimi. Zaczęły się szybko składać w całość. Ułożyłem scenariusz, rozłożyłem akcenty, momenty zwrotne i puenty.

Grubo po północy rozpocząłem przygotowanie materiałów. Zacząłem nagle mieć masę wątpliwości co do ortografii, a nie miałem słownika. Choć przekonałem się wielokrotnie, że Amerykanie spelling traktują bardzo swobodnie i są szalenie wyrozumiali dla siebie i innych, to jednak wychodziłem z założenia, że jak już coś robić – to dobrze. Nie miałem dostępu do internetu, a i czasy były przedsmartfonowe. Dzwoniłem do żony nad ranem (w Polsce na szczęście było już przedpołudnie), by sprawdzać pisownię. Przygotowałem plansze, zadbałem o rekwizyty i podzieliłem całość na role dla mojego zespołu. Cały czas czułem, że tworzymy jeden zespół i miałem poczucie współodpowiedzialności i solidarności. Nie mogłem też pominąć faktu, że jedna z koleżanek miała wieloletnie doświadczenie w teatrze improwizacyjnym. Grzechem byłoby niewykorzystanie tego.

Czas próby

Prezentacja przebiegła tak, jak zamierzałem i przewidywałem. Swobodnie prowadziłem publiczność i z zamysłem podawałem im kolejne elementy mojej układanki. Atmosfera była wspaniała. Szczególnie, że szybko przekonałem widownię, iż są geniuszami – są Beethovenami. Widziałem jak wszyscy zapalają się do wyznaczonych ról w miarę rozwoju akcji. Zyskałem podziw i wdzięczność członków zespołu. A także uznanie wszystkich uczestników i prowadzących. Zebrałem masę pochlebnych komentarzy – bezpośrednio po prezentacji, jak i długo potem. Czasem od przypadkowo napotykanych na konferencji osób. Fama rozeszła się błyskawicznie.

Nie ma rozwoju w strefie komfortu ani komfortu w strefie rozwoju. Ale nagroda jest zawsze tego warta. Wystarczyło jedno moje małe tak. Postanowiłem nie zastanawiać się czy wyjdzie, tylko podążyć za ciekawością jak to pójdzie. To było u mnie silniejsze. I całe szczęście. Wspominając to z perspektywy czasu, nieważne są teraz moje obawy, lęki i konieczność podjęcia znacznego wysiłku. Jedyne o czym myślę to rzecz, która karmi mnie do dziś. Pokazałem sobie, że mogę się zmierzyć z niemożliwym. Rzucić na szalę swój lęk i wizję przeszkód. Przekonać się, że mogę być skuteczny, a nawet skuteczniejszy od Amerykanów, których przez cały czas tak podziwiałem właśnie za ich skuteczność i operatywność. Uzmysłowiłem sobie, że poddanie się nie jest rozwiązaniem. Gdyby mi się nie udało, to nie byłaby porażka. Byłoby nią wycofanie się – tak realne i kuszące. Miałem przecież do niego pełne prawo. A co mogłem wówczas stracić? Czego bym nie miał, gdybym powiedział małe, krótkie,  łatwe nie? Ominęłoby mnie coś, co można ująć w parafrazie znanego sloganu: Podziw i uznanie dla samego siebie – szczere i zasłużone – bezcenne.

Proponuję Ci byś poszperał w pamięci i odtworzył podobną historię z własnego życia. Każdy z nas ma przeżycia, do których może się w podobny sposób odwołać. Może w Twoim było więcej takich zdarzeń? Brawo. A teraz odpowiedz: ile było sytuacji, które nie mają szansy być tak wspominanymi, bo powiedziałeś nie? A jak myślisz, ile takich szans da Ci jeszcze życie? Dlatego następnym razem dobrze się zastanów, zanim się zawahasz.

Tematy

Może Cię zainteresować

Światło, które naprawdę pracuje razem z Tobą. Jak oświetlenie wpływa na komfort i efektywność w biurze

Nowoczesne biura coraz częściej wykorzystują światło jako narzędzie wspierające koncentrację, kreatywność i dobrostan zespołów. Eksperci Bene i Waldmann pokazują, że właściwie zaprojektowane oświetlenie staje się integralnym elementem środowiska pracy – wpływa na procesy poznawcze, emocje oraz rytm biologiczny, a jednocześnie podnosi efektywność organizacji.

Multimedia
Neverending Start-up. Jak zarządzać firmą na przekór kryzysom? Lekcje Krzysztofa Folty

Jak przetrwać transformację ustrojową, pęknięcie bańki internetowej, kryzys budowlany, krach finansowy 2008 roku i pandemię, budując przy tym firmę wartą ponad miliard złotych? Gościem Pawła Kubisiaka jest Krzysztof Folta – założyciel i wieloletni prezes TIM S.A., autor strategii „Neverending Startup”. W szczerej rozmowie dzieli się lekcjami z ponad 40 lat prowadzenia biznesu – od biura na 16 metrach kwadratowych w PRL-u, po stworzenie giganta e-commerce w branży elektrotechnicznej.

Od gry w Go do Nagrody Nobla: Jak AlphaFold zmienia biznes farmaceutyczny

Kiedy Google DeepMind zaczynało prace nad strukturami białek, wielu wątpiło, czy AI znana z gier planszowych poradzi sobie z „wielkim wyzwaniem biologii”. Dziś, z Nagrodą Nobla na koncie, twórcy AlphaFold udowadniają, że to dopiero początek rewolucji. Jak narzędzie, które skróciło czas badań z miesięcy do godzin, wpływa na branżę farmaceutyczną i dlaczego naukowcy porównują je do „ChatGPT dla biologii”? Poznaj kulisy technologii, która rewolucjonizuje proces odkrywania leków.

Umiejętności negocjacyjne. Jak pokonać lęk i osiągać lepsze wyniki

Kiedy niepewni negocjatorzy angażują się w zachowania takie jak nieśmiałe prośby, zbyt szybkie ustępowanie lub przegapianie korzystnych kompromisów, ograniczają własny sukces – i swój potencjał do poprawy. Liderzy mogą pomóc członkom zespołu rozwijać zaawansowane umiejętności przy stole negocjacyjnym i w tym procesie zwiększać ich pewność siebie. Postępuj zgodnie z trzema podejściami do poprawy umiejętności negocjacyjnych i poznaj pięć pytań, na które każdy powinien umieć odpowiedzieć przed rozpoczęciem negocjacji.

Era przedsiębiorstwa agentowego: Jak nawigować w dobie AI

Czy jesteśmy świadkami końca ery „gadającej i piszącej” sztucznej inteligencji? Najnowszy raport MIT Sloan Management Review i Boston Consulting Group sugeruje, że tak. Wchodzimy w fazę, w której AI przestaje być tylko inteligentnym asystentem, a staje się autonomicznym współpracownikiem. To zmiana paradygmatu, która wymusza na liderach zmianę struktur, procesów i – co najważniejsze – nowe podejście do zaufania.

jak przekazywać złe wiadomości jako lider Test przywództwa, którego nikt nie chce. Jak skutecznie przekazywać złe wiadomości

Przekazywanie złych wiadomości to jeden z najtrudniejszych momentów dla każdego lidera. Niewłaściwa komunikacja może podważyć zaufanie i osłabić zespół, ale jeśli zostanie przeprowadzona świadomie, może stać się szansą na odbudowę i nowy start. W artykule przedstawiamy cztery typy komunikatów, które pomagają radzić sobie z kryzysami i zmianami: „naprawimy to”, „odbijemy się od dna”, „zamykamy to” oraz „idziemy dalej”. Dowiedz się, jak rozpoznać, w jakim momencie się znajdujesz i jak przekazać trudne informacje, by zmobilizować zespół i zachować jego energię. Pełna wersja artykułu dostępna dla subskrybentów.

system merytokracji i charakter w centrum Aby naprawić system merytokracji, postaw charakter w centrum

Idea merytokracji, czyli obsadzania stanowisk zasługą i kompetencjami, jest dziś mocno krytykowana – nazywa się ją mitem czy „alibi dla plutokracji”. Jednak mimo licznych problemów warto ją reformować, a nie porzucać. Klucz do sukcesu to szersze rozumienie „zasług” – nie tylko kompetencje zawodowe, ale też cechy charakteru, takie jak uczciwość, pokora czy empatia.

Problem w tym, że ocena tych cech bywa subiektywna i narażona na uprzedzenia, a w wielu organizacjach stosuje się podwójne standardy. Skuteczne wdrożenie merytokracji wymaga jasnych reguł, przejrzystych procesów oraz konsekwentnego egzekwowania wartości.

Szczególnie ważne jest ocenianie charakteru liderów, ponieważ od tego zależy kultura organizacji, zaufanie i wiarygodność w zarządzaniu. Jak to zrobić skutecznie? M.in. przez formalne kodeksy postępowania, szkolenia, niezależne oceny i transparentność.

Aby w pełni wykorzystać potencjał AI, zainwestuj w swoich pracowników

Sztuczna inteligencja to dziś jeden z najpotężniejszych motorów transformacji biznesowej, który może przynieść firmom nieporównywalne dotąd zyski i przewagę konkurencyjną. Jednak mimo szerokiego wdrożenia narzędzi AI, zaledwie około 5% firm generuje realną, skalowalną wartość z tych inwestycji. Co stoi na przeszkodzie, aby w pełni wykorzystać potencjał AI? Odpowiedź jest jednoznaczna: kluczową rolę odgrywają ludzie i ich nowe kompetencje, wspierane przez strategiczne przywództwo i gruntowną zmianę sposobu pracy.

Multimedia
Noblista Daron Acemoglu studzi oczekiwania wobec sztucznej inteligencji

Czy sztuczna inteligencja naprawdę zrewolucjonizuje gospodarkę i rynek pracy w ciągu najbliższych lat? Daron Acemoglu, laureat Nagrody Nobla i wybitny ekonomista, przedstawia zaskakująco umiarkowaną prognozę. W rozmowie z MIT Sloan Management Review obala popularne mity o potędze AI, wyjaśniając, dlaczego technologia ta zautomatyzuje jedynie ułamek zadań i doda skromny, ale wartościowy wkład do światowego PKB. Posłuchaj, jak ekspert pokazuje, że kluczem do sukcesu jest mądra współpraca ludzi z AI oraz inwestycje w innowacje, a nie ślepe podążanie za modą na automatyzację.

Królicze nory i piękny problem AI: Jak Reddit poprawia personalizację reklam

Vishal Gupta, menedżer ds. inżynierii uczenia maszynowego w Reddit , wyjaśnia, jak platforma radzi sobie z miliardem postów i 100 000 społeczności. Kluczem jest sztuczna inteligencja, która nie tylko pomaga użytkownikom odkrywać niszowe treści , ale także rewolucjonizuje trafność reklam. To delikatna sztuka balansu między eksploracją a eksploatacją , celami reklamodawców a doświadczeniem użytkownika oraz między treściami generowanymi przez AI a autentyczną ludzką rozmową, która – zdaniem Gupty – staje się przez to jeszcze cenniejsza.

Materiał dostępny tylko dla subskrybentów

Jeszcze nie masz subskrypcji? Dołącz do grona subskrybentów i korzystaj bez ograniczeń!

Subskrybuj

Newsletter

Otrzymuj najważniejsze artykuły biznesowe — zapisz się do newslettera!