Polski producent i dystrybutor obuwia Joy zrealizował przejęcie niemieckiej sieci salonów obuwniczych z zamiarem pełnej integracji obu przedsiębiorstw i wprowadzenia na rynek niemiecki polskiej marki. Jednak niechęć lokalnych klientów do polskich produktów i opór przejętych pracowników przed zmianami wywołały wątpliwości, czy pełne wchłonięcie przejętej firmy nie przyniesie organizacji więcej szkody niż pożytku.
Leszek Trojanowski, członek zarządu i dyrektor ds. rozwoju firmy obuwniczej Joy, z trudem znalazł miejsce na parkingu ośrodka szkoleniowo‑wypoczynkowego nad Jeziorem Solińskim, gdzie, jak co roku, rzeszowska firma obchodziła swój jubileusz. „To już 20 lat” – pomyślał Leszek, który pracował w Joy blisko 15 lat, wspinając się na szczeblach kariery od szeregowego stanowiska w dziale sprzedaży do członka zarządu odpowiedzialnego za międzynarodową ekspansję przedsiębiorstwa. Rozejrzał się po parkingu – z roku na rok pozostawało na nim coraz mniej wolnych miejsc. „Jeśli tak dalej pójdzie, to za rok będziemy musieli zmienić ośrodek” – pomyślał.
Uśmiechnął się, gdy zobaczył samochody z niemieckim numerami rejestracyjnymi. Właśnie dziś, podczas jubileuszowej imprezy, prezes miał oficjalnie ogłosić wykonanie symbolicznego kroku na drodze rozwoju firmy – Joy pojawi się na rynku niemieckim, wchodząc tym samym do pierwszego kraju tzw. Starej Europy. Gdy wszedł na salę bankietową, prezes Karol Poręba już stał na mównicy z mikrofonem w ręku.
...