Najpopularniejsze tematy:

Premium

Materiał dostępny tylko dla Subskrybentów

Nie masz subskrypcji? Dołącz do grona Subskrybentów i korzystaj bez ograniczeń!

Jesteś Subskrybentem? Zaloguj się

Premium

Subskrybenci wiedzą więcej!

Nie masz subskrypcji? Dołącz do grona Subskrybentów i korzystaj bez ograniczeń!

Wybierz wariant dopasowany do siebie!

Jesteś Subskrybentem? Zaloguj się

X
Następny artykuł dla ciebie
Wyświetl >>
Big data = big problem?

Co myślisz, kiedy słyszysz: big data? Czy słyszysz tylko szum – trzaski liczb pękających w tabelkach? Czy może słyszysz sygnał – dane, które tworzą nową jakość informacji?

Wiele ostatnio mówi się o fenomenie bid data. Najczęściej łącząc to z faktem, że cyfrowa technologia i upowszechnienie systemów IT generuje ocean danych, które potencjalnie kryją cenną wiedzę dla  biznesu. Niestety pływając po nim, firmy często toną w zalewie informacji – nie mówiąc o toczących się przy tym sporach  geeków (fanów liczb) ze zwolennikami eksperckiego podejścia, niechętnych do złotego kompromisu.

Toniesz?

Wiele publikacji na temat big data, które napotkałam zachęca do poszukiwania coraz bardziej wyrafinowanych sposobów na to, by liczby do nas przemówiły. I pomimo stosowania coraz bardziej wyrafinowanych metod oraz narzędzi  – liczby uparcie milczą.

Kolejne autorytety namawiają w ewangelizującym tonie do zanurzenia się we wspomnianym oceanie, aby dostrzec prawidłowości, których przedtem nie widzieliśmy. Jednak kiedy zaczynasz tonąć, nie licz na koło ratunkowe.

Koło ratunkowe

Tymczasem Andrew McAffee, profesor MIT, podczas swojego ostatniego wystąpienia na konferencji HBRP powiedział jasno i wyraźnie, w czym leży sukces tej arytmetycznej kąpieli. Wspomnianym kołem ratunkowy według McAffee’ego – bazującym na wielu ciekawych studiach przypadków – jest kwestia właściwego nazwania problemu biznesowego, jaki chcemy rozwiązać i postawienie go w centrum. Nic odkrywczego – stwierdzisz. Tak? W takim razie dlaczego firmy często  tak słabo radzą sobie z danymi, które ciągle skrupulatnie gromadzą?

Mówiąc krótko – jeśli dobrze zdefiniowałeś problem, jeśli wiesz, na jakie pytanie poszukujesz odpowiedzi – liczby przyjdą Ci z pomocą. Osobiście bardzo mnie to podejście przekonuje. Wiele lat pracy w marketingu pokazało mi, że za cokolwiek się nie weźmiesz, jeśli nie zdefiniowałeś na początku dobrze problemu, to nie znajdziesz właściwego rozwiązania. Odpowiedzmy sobie szczerze: jak często zabieramy się za problem, który… nie jest problemem, podczas gdy prawdziwy problem pozostaje nietknięty?

Istnieje zresztą doktryna pozycjonowania marketingowego produktów, która nie zaczyna od pytania, na jaką potrzebę klienta odpowiada produkt, tylko jaki jego problem rozwiązuje. Podejście mówiące o tym, żeby najpierw dobrze nazwać problem, działa tak naprawdę w całym marketing miksie (i generalnie w biznesie). Zaczynając od dobrego definiowania problemu badawczego, poprzez precyzyjne definiowanie problemów analitycznych, aż po właściwe definiowanie problemu, na który ma odpowiedzieć kampania marketingowa, albo job, który ma wykonać dany interface w aplikacji.

Lekcja, jaką moim zdaniem warto dodatkowo wyciągnąć z wystąpienia Andrew Mc Affee’ego jest taka, że jedną z najważniejszych obecnie kompetencji  zarządczych jest umiejętność właściwego nazywania problemu. Bo to daje z kolei możliwość spojrzenia na morze zagadnień tak, by z szumu wyłonił się czysty sygnał. A Ty – co słyszysz?

Agnieszka Węglarz

Niezależny doradca, strateg i praktyk biznesowy w B2B oraz wykładowca; ekspert ICAN Institute w obszarze modeli biznesowych, segmentacji, oferty wartości oraz sprzedaży doradczej w B2B.


Najpopularniejsze tematy