Streszczenie: Artykuł zawiera rozmowę z Andrzejem Wajdą. Pełna treść jest dostępna wyłącznie dla subskrybentów. MIT Sloan Management Review Polska
W książce pt. Podwójne spojrzenie napisał pan, że jednym z najważniejszych źródeł inspiracji w czasie pracy nad filmem są dla reżysera aktorzy. Czym kieruje się pan przy ich wyborze?
Wybór aktora to jedyny proces, który wymaga od reżysera tego, co się nazywa XIX‑wiecznym określeniem „natchnienie”. Czasami wbrew logice reżyser wybiera aktora i wierzy, że on tę rolę zagra najlepiej. Przykładowo, kiedy szukaliśmy obsady roli głównej do filmu Popiół i diament, Zbyszek Cybulski był kompletnym zaprzeczeniem naszych planów, bo jego wizerunek był zbyt współczesny. Nieżyjący reżyser, mój przyjaciel, Janusz Morgenstern doradził mi, żebym wybrał Zbyszka. Wydawałoby się, że robię coś przeciwko sobie, ale nagle zobaczyłem w nim „to coś”. Wkrótce okazało się, że jego rola była największym sukcesem tego filmu.
Marcel Proust stworzył kwestionariusz, w którym zawarł dwa ważne pytania: o ulubionych bohaterów literackich i tych z dnia codziennego. Jakimi metodami posługuje się pan, wybierając bohaterów tych dwóch kategorii?
Większość bohaterów moich filmów to postaci literackie, dobrze znane publiczności przed moją ekranizacją. Dlatego moim największym wyzwaniem jest taki dobór aktorów, którzy spełnią moje oczekiwania i zostaną zaakceptowani również przez publiczność. Nie mam jednak jednego, dobrego sposobu ich oceny. W dużym stopniu wykorzystuję w tym celu intuicję i doświadczenie teatralne. Zanim zacznę pracować z artystą, staram się z nim spotkać, dowiedzieć się, czego chce i czego spodziewa się po współpracy ze mną, dlaczego naprawdę chce zagrać w moim filmie. Wyznaję bowiem ważną zasadę: jeśli film jest udany, to jest „nasz film”, jeśli się nie uda, to wtedy to jest „mój film”, dlatego że to ja mógłbym znaleźć lepszy temat, lepszych aktorów i innych współpracowników.
Stałe zwiększanie efektywności to jedna z kluczowych umiejętności menedżerskich. »
Jak zmieniła się pańska praca od czasu debiutu ponad 50 lat temu?
Zaczynałem swoją pracę, kiedy kino miało ogromną widownię. Wtedy pozyskiwanie szerokiej publiczności nie było naszym problemem. Największym dylematem była kwestia, czy film w ogóle wejdzie do dystrybucji. Kiedy nakręciłem Człowieka z marmuru, z przyczyn politycznych postanowiono zredukować jego dystrybucję i początkowo dostałem zgodę tylko na emitowanie go w jednym kinie. Tłumy ludzi stojących przed tym kinem rozganiała milicja. Dziś wszystko się zmieniło. Pan Tadeusz czy Katyń miały około 3 milionów widzów, ale już film Tatarak, który uważam za jeden z moich najbardziej udanych filmów, obejrzało tylko 150 tys. osób. Dlaczego jednak miałbym nie robić filmu dla niewielkiej grupy widzów, która akurat tego potrzebuje?
Kiedy nagrywał pan swój pierwszy film, dźwięk nagrywano na taśmie światłoczułej, z czasem wprowadzono taśmę magnetyczną, a dziś dominuje technika cyfrowa. W jaki sposób radzi sobie pan z postępem techniki i nieustannymi zmianami?
Robię filmy już 55 lat i z mojego doświadczenia wynika, że każda nowa technika z czasem się upowszechnia. Nie należy więc z nią walczyć. Kiedyś aktorzy kina niemego bronili się przed wprowadzeniem dźwięku, bo uważali, że umieją zagrać wszystko bez mówienia. Filmy ze ścieżką dźwiękową zmieniły jednak całkowicie kino. Dzięki temu można było sięgnąć po tematy, których wcześniej nie można było zrealizować. Dziś bardzo przyszłościową technologią jest 3D. Oczywiście, jeśli chodzi o kwestie techniczne, korzystam z wiedzy specjalistów – to oni pierwsi muszą nadążać za zmianami i uzupełniać swoje studia.

