Streszczenie: W tym odcinku Zdrowia lidera przyglądamy się uzależnieniom, które noszą garnitur, pracują po 12h i zawsze „trzymają fason”. Naszym gościem jest Maria Banaszak, doświadczona terapeutka uzależnień, która pokazuje, że nałóg to nie tylko alkohol i narkotyki, ale też telefon, adrenalina, władza, perfekcjonizm. Rozmawia Klaudia Knapik, lekarz SOR.
W gabinetach zarządów, na salach konferencyjnych i w kuluarach międzynarodowych spotkań często powtarza się to samo zdanie: „Tu nie ma miejsca na słabości”. Liderzy najwyższego szczebla są szkoleni do tego, by działać szybko, decydować pewnie i nie okazywać chwili wahania. Jednak za fasadą siły i kontroli coraz częściej kryje się niewidoczny dla otoczenia przeciwnik – nałogi. W świecie, który nagradza nadludzką wydajność, trudno zauważyć moment, w którym ambicja staje się destrukcyjna. W cyklu „Zdrowie lidera” Kinga Knapik rozmawia o uzależnieniach menedżerów z Marią Banaszak, kierującą Ośrodkiem Leczenia Uzależnień Monar w Głoskowie.
Dopamina w świecie korporacji – jak rodzą się uzależnienia liderów
Uzależnienia liderów rzadko przypominają stereotypowe obrazy rodem z filmów. Częściej są subtelne, ukryte pod płaszczem profesjonalizmu. Praca po osiemdziesiąt godzin tygodniowo, adrenalina towarzysząca każdej transakcji, presja nieomylności, wspierana przez farmaceutyczne „dopalacze” – to wszystko tworzy środowisko, w którym mózg lidera zaczyna funkcjonować w trybie ciągłego pobudzenia. Dopamina, neuroprzekaźnik odpowiedzialny za motywację i poczucie nagrody, staje się paliwem kariery. Problem w tym, że im więcej go potrzebujemy, tym trudniej zaspokoić rosnący głód bodźców. Nałogi liderów: ukryta cena sukcesu w świecie wielkich ambicji
Mechanizm uzależnienia jest w biznesie wyjątkowo podstępny. Wiele zachowań – nadgodziny, gotowość do poświęceń, ciągłe podnoszenie poprzeczki – jest nagradzanych awansami, premiami i prestiżem. Trudno więc dostrzec, że są one w istocie tym samym, czym dla innych ludzi bywa alkohol czy narkotyki: ucieczką od lęku, napięcia i poczucia bezradności.
Dlaczego menedżerowie są szczególnie podatni na nałogi
Świat liderów to przestrzeń skrajności. Po jednej stronie znajduje się władza, prestiż, dostęp do zasobów i sieci wsparcia. Po drugiej – samotność na szczycie, chroniczny stres i brak prawdziwych relacji, w których można byłoby powiedzieć: „nie daję rady”. Ta mieszanka sprawia, że uzależnienia wśród menedżerów często rozwijają się powoli, niezauważalnie, a gdy stają się oczywiste – ich konsekwencje są dramatyczne.
Eksperci zwracają uwagę, że liderzy częściej niż inni korzystają z farmakologicznych środków uspokojenia lub stymulacji, wierząc, że kontrolują sytuację. Wysokie stanowisko daje im narzędzia, by pudrować problemy: dyskretne detoksy, szybkie kroplówki, wsparcie otoczenia, które z lojalności lub strachu nie stawia granic. W ten sposób iluzja kontroli utrzymuje się latami, podczas gdy fundamenty psychiczne i fizyczne zaczynają się kruszyć.
Cichy wpływ uzależnień na decyzje biznesowe
Uzależnienie nie pozostaje zamknięte w sferze prywatnej. Zaczyna dyktować priorytety i zniekształcać ocenę sytuacji. Lider, który nie jest w stanie funkcjonować bez określonego rytuału – czy to kolejnej dawki pracy, tabletek, stymulantów czy alkoholu – zaczyna podporządkowywać temu codzienne wybory. Na pozór racjonalne decyzje strategiczne bywają w istocie podszyte lękiem przed utratą bodźca, który daje chwilową ulgę. Organizacja staje się przedłużeniem nałogu – miejscem, gdzie można go karmić i ukrywać.
Zespoły, które funkcjonują w takim otoczeniu, również odczuwają skutki. Kultura pracy przesuwa granice wytrzymałości, normalizuje brak odpoczynku, gloryfikuje niezdrowe poświęcenie. Lider w nałogu nie tylko sam się wypala, ale też nieświadomie uczy innych, że człowieczeństwo jest luksusem, na który w biznesie nie ma miejsca.
Jak przełamać tabu i odzyskać równowagę
O problemie uzależnień liderów rzadko mówi się głośno. Wciąż pokutuje przekonanie, że przyznanie się do słabości oznacza utratę autorytetu. Tymczasem to właśnie odwaga powiedzenia „potrzebuję pomocy” może być dowodem prawdziwej siły przywódczej.
Organizacje, które chcą chronić swoich liderów – i siebie – muszą zacząć od zmiany paradygmatu. Promowanie higieny psychicznej powinno być równie istotne jak promowanie wyników finansowych. Bezpieczna przestrzeń, w której można otwarcie mówić o problemach, dostęp do profesjonalnego wsparcia, jasne sygnały, że zdrowie psychiczne jest priorytetem – to fundament nowoczesnego przywództwa.
Uzależnienia liderów nie są marginalnym problemem ani wyłącznie osobistą porażką jednostki. To zjawisko systemowe, wynikające z kultury organizacyjnej, która nagradza nadludzką wydajność i karze za przyznanie się do ograniczeń. A przecież prawdziwe przywództwo nie polega na tym, by nigdy się nie potknąć. Polega na tym, by umieć się zatrzymać, przyznać do błędu i odzyskać człowieczeństwo – zanim zrobi to za nas kryzys.
