Mit Doliny Krzemowej upada. Jaka płynie z tego nauka dla biznesu?

Zabawki Elona Muska i inne cuda z technologicznego raju nie uratują nas przed epidemią i innymi kataklizmami. Czas podejść do innowacji na poważnie.

Cyfrowi giganci nie zatrzymali galopującej epidemii. Najbardziej rozwinięte technologicznie kraje, ze Stanami Zjednoczonymi, są obecnie w najgorszej sytuacji. Dolina Krzemowa, która miała dyktować kierunek zmian na świecie, kompletnie zawiodła. Amerykańskie Laboratorium Przyszłości nie zapobiegło epidemii, a w jej trakcie nie wystosowało żadnego narzędzia do realnej walki. Okazało się, że król jest nagi.

Pisałem niedawno, że epidemia to pewnego rodzaju test cyfrowej transformacji. Zarazem jednak epidemia była testem też samej technologii, jej społecznej użyteczności. Innowacje zawiodły. Okazały się często zbędne, puste, jałowe. Dlaczego? Odpowiedzi są dwie: albo rozwój technologii i systemów (AI, analiza danych, machine learing itd.) jest wciąż na początkowym etapie, albo – co gorsza – rozwój ten kroczy w złą stronę.

W bieżącym wydaniu magazynu „The Atlantic” George Packer pisał wprost: „Pandemia koronawirusa ujawniła wiele z tego, co jest zepsute i błędne w polityce, społeczeństwie i biznesie Ameryki. Nasza niezdolność do wytwarzania lekarstw i rzeczy, których rozpaczliwie potrzebujemy, takich jak środki ochrony osobistej i wyposażenie do opieki krytycznej, jest śmiertelnym przykładem”.

Zdaniem Packera rozwój technologii poszedł w złą stronę.

Byt określa (nie)świadomość

Przekonanie, że Dolina Krzemowa żyła w bajce i nie służyła ludzkości, jest powszechne. David Rotman w głośno komentowanym tekście dla „MIT Technology Review” – „Covid-19 has blown apart the myth of Silicon Valley innovation” – pisze wprost o wielkiej indolencji cyfrowych gigantów i start-upów, które miały zmienić świat.

Przypomina, że to nie pierwszy raz, kiedy wiara w liderów technologicznych okazała się płonna. Rotman przywołał postać Andrew Grove’a, giganta Doliny Krzemowej sprzed dekady.

Grove w 2011 roku na łamach magazynu „Bloomberg BusinessWeek” pisał, że Dolinę Krzemową od samego początku budowali niemal wyłącznie inżynierowie. Ich celem było rozwijanie własnych wynalazków, liczył się patent sam w sobie. To, czy dane rozwiązanie będzie miało powszechne zastosowanie i wspomoże społeczeństwo, miało mniejsze znaczenie.

Zdaniem Grove’a, bezkrytyczna wiara w nowe była przyczyną kryzysu, tego z 2008 roku, jak i obecnego. Nowe dotyczyło nie tylko produktów, ale także modeli biznesowych. Chodziło o outsourcing produkcji, oderwanie inżynierów i innowatorów od wytwórców. „Wymyślone w Kalifornii, wyprodukowane w Chinach” – ten opis z pudełka iPhone’a jest kwintesencją myślenia biznesowego Doliny Krzemowej.

Według Grove’a, Rotmana, Packera i innych komentatorów, taka filozofia sprawiła, że Dolina Krzemowa pogrążała się coraz bardziej w swojej bańce, zaś rozwój technologiczny stawał się wyścigiem ambitnych inżynierów, a nie motywowanym społecznymi potrzebami procesem. Jednym słowem: utrata zdolności skalowania ostatecznie zaszkodziła zdolności do innowacji.

Dolina Krzemowa przestała być miejscem, gdzie rodzą się innowacje

Wołanie na puszczy

Obecna epidemia wskazała ropiejący problem firm technologicznych, nie tylko tych z USA. Jest to brak zdolności do opracowania rozwiązań o realnym znaczeniu. Coraz lepszy iPhone i sprawniejszy system obsługi paczek (via Amazon) mają wątpliwy wpływ na globalne poczucie bezpieczeństwa.

Przez ostatnią dekadę rozwoju technologii osiągnęliśmy ogromny sukces w zakresie uczenia maszynowego, badania customer experience i tworzenia rozwiązań VR i AG. Jednak wiele mniej osiągnęliśmy w odkrywaniu opieki zdrowotnej, nowoczesnej edukacji, zwiększaniu wydajności produkcji i dystrybucji żywności oraz, ogólnie rzecz biorąc, uwalnianiu naszej wiedzy technicznej do największych sektorów gospodarki. Postawiliśmy na efektowność zamiast na efektywność. O tym problemie pisał w 2017 roku John Van Reenen, ekonomista MIT.

Jeszcze przed pandemią Van Reenen zaproponował „ogromną pulę zasobów na badania i rozwój, które są inwestowane w obszarach, w których niedoskonałości rynku są najbardziej znaczące, takich jak zmiany klimatu”. Dziś wiemy, że było to wołanie na puszczy. Tym głośniejsze, że są dowody na to, że technologia może realnie pomóc w rozwiązywaniu powszechnych problemów ludzkości. O tym, że np. sztuczna inteligencja może realnie wspierać walkę z kryzysem klimatycznym, pisałem już wcześniej i zainteresowanych odsyłam do tego tekstu.

Drogowskaz cyfrowej rewolucji

COVID-19 okazał się technologicznym gamechangerem. Zgrabnie pokazał, w których obszarach rozwój kuleje. Zauważyli to eksperci, publicyści i przedsiębiorcy na całym świecie. Świat biznesu, który wyłoni się z koronawirusowej pożogi, będzie musiał ściślej wspierać lekarzy i szpitale. To szczególne zadanie dla firm technologicznych i start-upów, innowatorów i wizjonerów sztucznej inteligencji. Zadanie, które się im po prostu opłaci. Epidemia pozwoliła spojrzeć rozsądnie na to, co jest potrzebne i co się sprzeda. Nie wizje podboju kosmosu, ale zaawansowane rozwiązania w zakresie healthcare i kontroli migracji. Tutaj Dolina Krzemowa powinna szukać swojej szansy.

Epidemia jest drogowskazem. Precyzyjnie pokazuje, którymi obszarami życia człowieka biznes powinien się zająć. Nie chodzi tutaj o altruizm i CSR, ale o czysty zysk. Healthcare, agrotech, edutech – to pierwsze z brzegu przykłady, w których jest wiele do zrobienia. Dolina Krzemowa ma dziś szansę przestawić się na nowe priorytety, wyjść z bańki, do której sama się zapędziła m.in. poprzez outsourcing produkcji.

Realne problemy – które uwidocznił kryzys związany z epidemią – zostaną biznesowo zagospodarowane. I technologia będzie tutaj kluczem.

Nowy świat

Nie martwiłbym się zbytnio, gdyby Dolina Krzemowa nie odrobiła lekcji z obecnej epidemii. Wszak byt określa świadomość, w tym przypadku nieświadomość. Na bierności Kalifornii mogą skorzystać rozproszone ośrodki rozwoju technologii. Być może zyskają mniejsze technologiczne firmy z Europy. Albo – na co wskazują obecne przykłady z Korei Południowej, Singapuru i Tajwanu – firmy azjatyckie.

Wiele zależy od politycznego wsparcia i dobrej woli liderów opinii. Niemniej niewątpliwie realne problemy – które uwidocznił kryzys związany z epidemią – zostaną biznesowo zagospodarowane. Tak działa wolny rynek, mówiąc klasykiem.

Oczywiście Nowy Świat po epoce COVID-19 może też nieznacząco się różnić od tego sprzed epidemii. Technologiczny prym może wieść dalej Dolina Krzemowa (czując tylko chiński oddech na plecach). Jednak nie będzie to dobry scenariusz i dla świata, i dla technologii.