Praca zdalna nigdy już nie będzie taka sama. Koronawirus zmienił świat biznesu

Zostawmy na boku emocje i szukanie tanich sensacji. Istnieje realny i trwały ślad, jaki koronawirus już dziś odcisnął na nowych technologiach. A także na sposobie funkcjonowania ogromnej liczby firm na całym świecie.

24 lutego miały rozpocząć się targi Mobile World Congress 2020 – traktowane przez wiele firm jako najważniejsze coroczne wydarzenie na rynku elektroniki mobilnej. Tegoroczna edycja zapowiadała się jednak wyjątkowo, ponieważ coraz większa liczba wystawców odwoływała swój udział w MWC. Tłumacząc to za każdym razem podobnie – nie chcą narażać zdrowia swoich pracowników, partnerów i klientów. Co ciekawe, rezygnowali głównie przedstawiciele firm spoza Chin.

Ostatecznie targi Mobile World Congress 2020 w Barcelonie zostały odwołane. To znamienna sytuacja, bo w MWC 2020 skupił się niczym w soczewce obraz zmian spowodowanych pojawieniem się koronawirusa 2019-nCoV (powodującego chorobę o nowo przyjętej nazwie Covid-19) i dotyczących całego światowego biznesu. Zmian nie tak dramatycznych, bo niezwiązanych bezpośrednio z ochroną życia lub zdrowia, ale ze względu na skalę znacznie poważniejszych. I zapewne, kiedy epidemia zostanie zahamowana, trwalszych.

Koronawirus matką wynalazków

Nigdy w historii nie było epidemii, która tak mocno angażowałaby wykorzystanie różnorodnych technologii. Dotyczy to także najnowszych rozwiązań, na przykład z zakresu sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego czy technologii rozpoznawania twarzy. Niestety, pasuje tu porównanie obecnej epidemii do wojny, z analogicznym mechanizmem: równolegle do tragicznych wydarzeń dochodzi do przyśpieszenia badań naukowych, pojawienia się nowych projektów, wynalazków oraz udoskonalenia znanych już technik. W ten właśnie sposób koronawirus 2019-nCoV odciska się znacząco na pograniczu dwóch światów: nowych technologii i biznesu.

Informacje podawane w czasie rzeczywistym

Jedną z pierwszych „technologicznych” zmian wywołanych pojawieniem się koronawirusa i choroby Covid-19 są tego typu mapy internetowe:

Znajdziemy ich w sieci wiele, przy czym warto zwrócić uwagę na dwa aspekty tego zjawiska. Po pierwsze – chodzi o szybkość pozyskiwania i aktualizowania informacji, a po drugie – o sposób ich zdobywania.

Współczesny użytkownik internetu – i dotyczy to nie tylko kwestii związanych z rozprzestrzenianiem się epidemii – oczekuje informacji docierających do niego w czasie rzeczywistym. Mogą to być np. stale aktualizowane dane pochodzące z WHO i amerykańskiej agencji CDC. Oczywiście trend związany z natychmiastowym aktualizowaniem informacji na stronie – mocno dotyczący także rynku e-commerce – nie powstał dopiero w związku z wydarzeniami w Wuhan. Ale mocno się w ostatnich dniach utrwalił, tym bardziej że „mapy epidemii” stały się jednymi z najpopularniejszych stron w całej światowej sieci internetowej.

Jest jeszcze jedna kwestia, na którą warto przy okazji zwrócić uwagę. Dążenie do pozyskiwania maksymalnie aktualnych informacji doprowadziło do zaangażowania w tym celu… algorytmów sztucznej inteligencji. Dzięki nim możliwe stało się przeglądanie na bieżąco nie tylko oficjalnych źródeł, ale także stworzenie map bazujących na wszelkich wpisach pojawiających się w sieci, np. doniesieniach lokalnych mediów czy wpisach w mediach społecznościowych.

Co to jest infodemia?

A skoro o mediach społecznościowych mowa, warto wspomnieć o nowym terminie, jaki pojawił się przy okazji epidemii choroby Covid-19. To „infodemia”, czyli zdecydowany nadmiar informacji na jakiś temat. W tym przypadku chodzi oczywiście o koronawirusa i problem z dotarciem do wiarygodnych danych na jego temat. Nie dlatego, że tych danych nie ma. Problemem jest raczej wydobycie ich z zalewu publikacji poruszających ten temat, ale skupiających się nieraz na szukaniu sensacji.

To wyzwanie, z którym będziemy się spotykać coraz częściej – także w świecie biznesu i komunikacji marketingowej. Coraz większą sztuką stanie się takie konstruowanie przekazu, by nasze informacje rzeczywiście dotarły do właściwego odbiorcy. I by zostały przez niego zauważone w natłoku danych, którymi jest bombardowany.

Koronawirus? Jest na to aplikacja

Łatwo można sobie wyobrazić sytuację, w której aplikacja mobilna służy do przekazywania informacji – chociażby na tej samej zasadzie co wspomniane już „mapy epidemii”. Ale czy aplikacja może przeciwdziałać zarażeniu się użytkownika, czyli czynnie chronić jego zdrowie? Jak najbardziej. I stanowi to jeszcze jeden dowód na to, jak innowacyjna może być ta forma dotarcia do użytkowników elektroniki mobilnej.

Pierwszy przykład to aplikacja opracowana wspólnie przez chińską firmę internetową Qihoo 360 oraz technologiczną NoSugar Tech. Pomaga ona sprawdzić użytkownikom narzędzi 360, czy podczas planowanej podróży samolotem lub pociągiem będą mogli zetknąć się z osobą zarażoną koronawirusem 2019-nCoV.

Kolejna aplikacja – opracowana przez chińską administrację – może być wykorzystywana w jeszcze szerszym kontekście. Pozwala sprawdzić użytkownikom prawdopodobieństwo, z jakim mogli zarazić się nową odmianą koronawirusa. System łączy dane z wielu odrębnych dziedzin, takich jak służba zdrowia, transport, edukacja czy miejsca pracy.

Jak to działa? Po zalogowaniu się do aplikacji i podaniu swojego numeru dokumentu tożsamości obywatel Chin otrzymuje na przykład informację, że w jego miejscu pracy znajdowała się osoba, która w chwili obecnej odnotowana już jest jako nosiciel koronawirusa 2019-nCoV. W takim wypadku program poradzi mu pozostanie w domu i kontakt z miejscową służbą zdrowia.

Mamy zatem do czynienia z niezwykle wydajnym systemem personalizowania informacji o każdym z członków danego społeczeństwa, łączącym sprawnie wiele różnorodnych baz danych. Bardzo podobne mechanizmy wykorzystuje się obecnie w… marketingu, przy czym również ten rodzaj personalizacji – bazujący na zbieraniu danych i ograniczaniu prywatności klientów – jest oceniany pozytywnie. Przykład Chin pokazuje dobitnie ogrom możliwości i potencjał (również biznesowy) tego rozwiązania.

Rozpoznawanie twarzy – wielki brat patrzy w słusznej sprawie

Epidemia choroby Covid-19 wywarła też już wpływ na rozwiązania z zakresu biometrii, a zwłaszcza na technologię rozpoznawania twarzy. I to na kilka sposobów.

Noszenie specjalnych ochronnych masek na twarzy obowiązuje w co najmniej dwóch chińskich prowincjach (w tym oczywiście w Hubei). Wymagają tego chińskie władze i egzekwują przestrzeganie tego nakazu między innymi poprzez krajową sieć monitoringu. Ale nie jest to jedyne zastosowanie najbardziej rozbudowanego systemu śledzenia ludności, jaki zna współczesny świat, w walce z koronawirusem 2019-nCoV. Dzięki wykorzystaniu algorytmów z zakresu sztucznej inteligencji możliwe jest bowiem coś więcej – automatyczne wykrywanie przemieszczających się po ulicach osób, które mają gorączkę. Nawet jeśli jest to stosunkowo niska gorączka i nawet w sytuacji, gdy noszą maski ochronne.

Trzeci i chyba najbardziej „biznesowy” efekt powszechnego obowiązku zakładania masek ochronnych dotyczy jednak nie sfery zdrowotnej, ale wszystkich tych zastosowań, które wymagają potwierdzenia tożsamości użytkownika. Zakupy, płatność telefonem, logowanie się do konta w banku, nawet odblokowanie dostępu do części pomieszczeń – w Chinach powszechnie wykorzystuje się do tego właśnie biometryczne rozpoznawanie twarzy. A raczej wykorzystywało się, ponieważ obecnie obserwuje się wyraźny spadek popularności tej techniki biometrycznej na rzecz skanowania odcisków palców.

Wsparcie technologicznych gigantów

Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny. Niektórzy mają zamiast nich przy pasku klucze do serwerowni, a ich supermoc to dostęp do superkomputerów. Takiej właśnie mocy użyło Baidu, czyli największa wyszukiwarka internetowa w Chinach. Chiński odpowiednik Google’a udostępnił m.in. swój algorytm LinearFold, pozwalający skrócić analizę RNA wtórnych struktur wirusa z 55 minut do 27 sekund. Natomiast Alibaba pracuje nad platformą typu open source, pozwalającą na śledzenie rozwoju koronawirusa z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Udostępniła też swoje narzędzia i komputery – podobnie jak Tencent, Baidu czy Narodowe Centrum Superkomputerów w Shenzen – badaczom pracującym nad wyodrębnieniem sekwencji wirusa 2019-nCoV.

Efekt? Opracowanie tej sekwencji zajęło chińskim naukowcom miesiąc. Dla porównania, przy okazji epidemii koronawirusa SARS (SARS CoV Urbani) zbadanie jego sekwencji trwało 5 miesięcy.

Oczywiście pomocy udzieliły – i udzielają nadal – nie tylko chińskie firmy technologiczne. Google, Facebook i Twitter działają aktywnie między innymi w obszarze wykrywania i usuwania nieprawdziwych informacji na temat wirusa 2019-nCoV. Jeśli ktoś szuka informacji na temat koronawirusa za pośrednictwem wyszukiwarki Google, na pierwszych miejscach zobaczy serwisy przygotowane we współpracy ze Światową Organizacją Zdrowia.

Praca zdalna odkryta na nowo

Choć we wszystkich pozostałych częściach tego artykułu skupiam się na faktach, w tej chciałbym postawić pewną tezę. Mało zauważalnym, ale równocześnie najtrwalszym i jednym z najważniejszych skutków pojawienia się epidemii związanej z koronawirusem 2019-nCoV będzie nowy sposób postrzegania pracy zdalnej. Zmieni się skala tego zjawiska, zmieni się zakres działań, które da się wykonywać zdalnie, a przede wszystkim zmieni się sposób postrzegania pracy zdalnej przez wiele firm.

A symbolem tych zmian są opustoszałe ulice Wuhan.

Wróćmy jednak do faktów. Bo to one – moim zdaniem – uprawniają do postawienia tej tezy.

Praca zdalna na niespotykaną skalę

To, że w wielu miastach Chin zamkniętych jest mnóstwo biur i fabryk, nie oznacza, że wszyscy pracownicy udali się na przymusowe urlopy. Wręcz przeciwnie. Przykładem może być firma Tencent – jedna z największych (albo po prostu największa) firm technologicznych świata, działająca m.in. w branży gier, mediów społecznościowych i internetu. Gigant, którego pracownicy mają pojawić się w biurach dopiero pod koniec lutego. I nie ma z tym problemu – wszyscy pracują we własnych domach.

Oczywiście to tylko przykład, szczegół. Fakty są jednak takie, że przed pojawieniem się koronawirusa 2019-nCoV nigdy tak wiele osób w tak wielu firmach i tak wielu zawodach nie kontynuowało swoich obowiązków w formie zdalnej. Skala tego zjawiska i jego rozciągnięcie w czasie powoduje oczywiście powstawanie nowych wyzwań, zupełnie niewyobrażalnych w sytuacji, w której pracę zdalną wykonuje tylko część pracowników – i tylko sporadycznie. Nowe problemy są jednak na bieżąco rozwiązywane, trwale zmieniając stereotypy i łamiąc ograniczenia związane z tą formą pracy.

Zresztą nie tylko pracy. To samo dotyczy chociażby edukacji. Na przykład uniwersytet Tsinghua wznowił nauczanie, ale poprzez sieć internetową i streamowane poprzez nią wykłady i ćwiczenia. Znów – w mniejszej skali wszystkie te mechanizmy są już znane i wykorzystywane, natomiast w chwili obecnej znacznie większa część odbiorców ma szansę zapoznać się z takim rozwiązaniem i poznać jego zalety.

Nie tylko białe kołnierzyki

Przed epidemią praca zdalna kojarzyła się w Chinach (i nie tylko) raczej z przedstawicielami określonych zawodów, generalnie – niezwiązanych z pracą fizyczną. Konieczność ograniczenia kontaktów międzyludzkich zmusiła jednak wiele firm do innowacyjnego podejścia również do bardziej „fizycznych” zawodów. Zmienił się na przykład sposób dostarczania zamówionego jedzenia, realizowany przez takie firmy, jak: KFC, Pizza Hut czy Meituan. Kurier dowozi zamówione danie tylko do pewnego punktu, z którego jest ono odbierane. Zresztą nie chodzi tylko o jedzenie – w taki sam sposób zaczął dostarczać paczki serwis Alibaba.

Ciekawie rozwiązana została kwestia kupowania nowych domów i mieszkań – potencjalni klienci nie muszą oglądać ich osobiście, korzystają zamiast tego z gogli VR i przekazywania obrazu na żywo.

Okazało się – i to wyraźnie – że nie tylko białe kołnierzyki mogą pracować zdalnie. I że firma nie upadnie, jeśli większość lub wszyscy jej pracownicy zaczną nagle wykonywać swoje obowiązki zawodowe z domu, nawet przez dłuższy czas.

Mamy do czynienia ze zjawiskiem, które znane jest chociażby ze świata sportu. Pewne wyniki wydają się nieraz tak trudne do osiągnięcia, że niemal nikt nie próbuje się z nimi zmierzyć. Po czym pojawia się sportowiec, który jako pierwszy przekracza magiczną granicę. I od tej pory staje się już ona jedynie granicą fizyczną, a nie psychologiczną. Nagle rozwiązuje się worek – wielu innych sportowców powtarza ten wyczyn, a nawet jeszcze poprawia osiągnięte rezultaty.

W przypadku pracy zdalnej takich psychicznych ograniczeń było kilka: nie da się, bo firma jest za duża, bo wszyscy nie mogą pracować zdalnie, bo mój zawód się do tego nie nadaje, bo będzie to trwało zbyt długo, bo nie będziemy umieli się komunikować, bo jak przekazywać sobie potrzebne dane, bo jak wykorzystywać zasoby. Koronawirus 2019-nCoV sprawił, że musiało się dać – i się udało. Granice psychologiczne zniknęły, a prawdziwe problemy natury technicznej zostały mocno zredukowane.

Korzystasz w firmie z nowych technologii? Szykuj się na podwyżki

Ostatnią grupą zjawisk związanych z pojawieniem się epidemii koronawirusa 2019-nCoV będą konsekwencje wynikające ze wstrzymania pracy wielu chińskich fabryk. Część z nich (na przykład nowa fabryka firmy Tesla) jest już ponownie uruchamiana, ale to na razie wyjątki od powszechnie przyjmowanych reguł. Epicentrum epidemii obejmuje bowiem prowincję Hubei (z jej stolicą Wuhan), czyli jeden z najmocniej uprzemysłowionych obszarów Chin. W samej aglomeracji Wuhan usytuowano ponad 500 fabryk i przedstawicielstw ogólnoświatowych firm. Niemal wszystkie z nich nadal pozostają nieczynne. W Szanghaju natomiast – jak podaje „Wall Street Journal” – funkcjonuje już ok. 70% fabryk.

Co to oznacza? Na rynek trafi mniej produktów. I to znacząco mniej – Apple wylicza na przykład, że poziom dostaw nowych modeli iPhone’ów spadnie o mniej więcej 10%. Wiele światowych koncernów technologicznych już dziś uprzedza jednak nie tylko o zagrożeniu planów produkcyjnych, ale także zapowiada, że klienci mogą się spodziewać zauważalnych podwyżek cen.

Produkcja (niemalże) stoi, ale cierpi także światowy handel i usługi, co w krótszej lub dłuższej perspektywie czasowej odbije się na kondycji firm na całym świecie – również w Polsce. Poziom globalnych strat ocenia się na 26 miliardów dolarów tygodniowo i już teraz obniżono prognozowany poziom światowego PKB na rok 2020 o 0,1% (a dla samych Chin o 0,3%).