Techmisja. Czas na kobiety w technologiach

Jakie jest źródło dominacji mężczyzn w świecie technologii? I dlaczego kobiety coraz śmielej do niego wkraczają mimo wielu barier?

Czy kobiety w technologiach mają trudniej? Rozmowa z dr Bianką Siwińską z Fundacji „Perspektywy”, twórczynią wielu przełomowych inicjatyw na rzecz kobiet w technologiach, w tym m.in. Dziewczyny na Politechniki!, IT for SHE, konferencji „Perspektywy Women in Tech Summit”.

Joanna Koprowska: Technologie charakteryzuje najniższy udział kobiet w zarządach – w zależności od branży jest ich tam najwyżej około 10%. Nie bez przyczyny ten świat postrzegany jest zdecydowanie jako męski. Z czego to wynika?

Dyrektor zarządzająca Fundacji „Perspektywy”.

Bianka Siwińska: Trudno jest dołączyć do najlepszych, jeśli już na starcie nie wybierzesz technologicznej ścieżki edukacyjnej. Biznes jest bardziej inkluzywny. O ile masz gen przedsiębiorczości – możesz do niego wkroczyć z większej liczby punktów wejścia na różnych etapach kariery. Kobietom w technologiach, mimo wielu przykładów spektakularnych przebranżowień, jest o to dużo trudniej.

W obszarach STEM (Science, Technology, Engineering, Mathematics) dziewczyn już na początku jest mniej – nie zachęca się ich do tego typu wyborów. Kierunki ścisłe wybierają zazwyczaj nastolatki wyjątkowo zmotywowane, często ze środowisk dobrze sytuowanych, świadomych. Dla chłopców politechnika to popularny, typowy wybór, który nie jest zarezerwowany tylko dla omnibusów.

Poza tym w branży technologicznej kobieta na wszystkich etapach – od edukacji wyższej, poprzez praktyki, po działalność zawodową – jest w pozycji mniejszości. Całe środowisko technologiczne bazuje na męskich wzorcach. Reasumując: komunikacja, narzędzia, sposób pracy projektowane są siłą rzeczy pod potrzeby i sposób widzenia świata mężczyzn.

Prawdą jest, że zdecydowanie więcej kobiet niż mężczyzn porzuca pracę w technologiach. Z czego to wynika?

Są badania retencji kobiet w branży technologicznej w Stanach Zjednoczonych, w których badano powody porzucenia kariery. Okazało się, że około 20% kobiet robiło to ze względu na odczucie molestowania czy wręcz molestowanie. Nie chce mówić, że kobiety uciekają z technologii z powodu molestowania. Pragnę jedynie zwrócić uwagę na to, że kobiety są bardziej dotknięte tym problemem. Natknęłam się też na badania, z których wynikało, że nawet 40% kobiet po urlopie macierzyńskim nie wraca na permanentne pozycje.

A to źle, jeśli to świadoma decyzja?

Nie oceniam tego, czy to jest złe czy dobre, lecz jak to wpływa na ścieżkę kariery. Taka decyzja po prostu ją zaburza. Część kobiet nie wraca potem do dawnej aktywności. Na szczęście coraz częściej pracodawcy dbają o młode mamy w celu przeciwdziałania takim decyzjom. Google w Polsce umożliwia kobietom na macierzyńskim zaangażowanie się w wybrane projekty, udział w akcjach społecznych, tak by cały czas czuły więź z organizacją. Zdarza się też, że zatrudnia kobiety w zaawansowanej ciąży i czeka na ich powrót.

Ale odsetek kobiet porzucających branże jest o wiele wyższy niż w przypadku mężczyzn. Co leży u podstaw tego zjawiska?

Moim zdaniem źródłem nierówności są głęboko zakorzenione stereotypy i wzorce społeczne.

Jakie stereotypy są twoim zdaniem najgroźniejsze?

Przede wszystkim myślenie stereotypowe o roli kobiety, która staje się matką i żoną kosztem edukacji i kariery, bierze odpowiedzialność za dom, dziecko bez odpowiedniego udziału partnera oraz często wybiera zawody o mniejszym prestiżu ekonomicznym. A talenty różnie się rozkładają w społeczeństwie, więc dobrze jest to społeczeństwo kształtować w taki sposób, aby każdemu – niezależnie od płci – dać szanse na uwolnienie potencjału tłumionego przez stereotypy. Nie chodzi o to, by każdy był informatykiem czy informatyczką, lecz o to, by każdy miał szansę na rozwinięcie skrzydeł w kierunku zgodnym z jego predyspozycjami. Niestety, spora część dziewczyn, zwłaszcza z tradycyjnych środowisk, jest już na starcie ograniczana i nie ma dostępu do inspiracji w zakresie kariery STEM.

Sama dostarczasz inspiracji, promując kobiety w technologiach i obszarach STEM, mimo że twoje wykształcenie jest zupełnie inne. Skąd się wzięło twoje powołanie?

Choć moja edukacja krążyła wokół nauk ekonomicznych i społecznych, technologia była mi zawsze bliska ze względu na to, że często o niej rozmawiano w rodzinnym domu. Mój ojciec wymyślił i wprowadził na rynek „Bajtka” – jedno z pierwszych wydawanych w Polsce popularnych czasopism poświęconych tematyce komputerowej. Wszyscy znali „Bajtka” – to był powiew światowej rewolucji komputerowej, gdy w Polsce posiadanie komputera było tak naprawdę jeszcze przywilejem, a nie normą. W moim domu było dużo technologii, różnych komputerów, robocików.

To była pewnie domena twojego brata, tak?

Zgadza się, on był od razu sadzany przy komputerze i złapał szybko technologicznego bakcyla. Dzisiaj jest informatykiem. Mnie zachęcano do humanistycznych przedmiotów. Mimo więc, że choć platonicznie się interesowałam komputerem, godzinami siedziałam przy moim bracie, który uczył się programowania, to jednak sama tej bariery nie przeszłam. Nie podjęłam próby robienia na komputerze czegoś własnego.

Żałujesz, że nie pokonałaś tej bariery?

Czuję się bardzo spełniona w tym, co robię, i nie zamieniłabym tego na karierę stricte w technologiach. Ale dzięki własnej historii lepiej rozumiem mechanizm miękkiego wykluczania dziewczynek ze świata STEM. Zrozumiałam, że stereotypy są tak głęboko zakorzenione, że dotyczą nawet wykształconych, dobrych rodzin, żyjących w dużych miastach. To się teraz na szczęście bardzo zmienia.

Wspominasz o braku inspiracji, ale z drugiej strony coraz więcej inicjatyw zachęca kobiety do rozwoju umiejętności technologicznych. Odkrywając po trzydziestce smykałkę do technologii, nie warto się przebranżawiać?

Staramy się przekonywać kobiety, że mogą zaistnieć w technologiach niezależnie od wykształcenia. Zachęca się np. kobiety po urlopie macierzyńskim do udziału w kursach programowania, kreuje się poczucie, że każda osoba w krótkim czasie może dołączyć do branży. To nie jest zupełna prawda. Owszem, w jakimś stopniu tak, ale zazwyczaj takie osoby wykonują potem proste czynności. Trzeba rozróżnić różne poziomy „bycia” w technologiach. Jeżeli kobiety chcą współdecydować o rozwoju technologii, rozwijać nowe rzeczy, tworzyć przełomowe innowacje, to bez formalnego wykształcenia jest to bardzo utrudnione. Chyba że ma się na swoim koncie spektakularną karierę zarządczą.

Pamiętajmy też, że w ostatnich latach bardzo dużo inspiracji STEM-owych dla kobiet jest, ale tylko w wielkomiejskiej bańce. W mniejszych miasteczkach czy nawet po prostu w nieuprzywilejowanych segmentach społeczeństwa takiej inspiracji nadal dramatycznie brakuje.

Dlatego Fundacja „Perspektywy” wysyła studentki kierunków informatycznych do mniejszych miejscowości, by szkoliły tam dzieci i młodzież w ramach projektu IT for SHE?

Chodzi nam o wprowadzanie nowych wzorców tam, gdzie ich wyraźnie brakuje. W tym roku przygotowaliśmy sto dziewczyn do nauczania programowania w wiejskich i małomiasteczkowych szkołach w całej Polsce. Uczą zarówno dziewczynki, jak i chłopców. Z poprzednich edycji projektu uczestniczki przekazały nam bardzo ciekawe spostrzeżenia. Okazuje się, że w bardzo młodych grupach dzieci na równi uczestniczą w zajęciach, nie widać różnic między chłopcami a dziewczynkami. Ale w starszych klasach dziewczynki są już wycofane i wyraźnie mniej zainteresowane tematem. Widać, że mechanizm miękkiego wykluczania zaczyna właśnie wtedy działać. Młodsze dziewczynki tworzą roboty i są z tego dumne, a starsze po prostu przestają się zaangażować, wycofują i zostawiają przestrzeń chłopcom.

Dlatego uczą tylko dziewczyny?

Tak, w ten sposób dostarczamy wzorców, które mają kluczowe znaczenie przy wyborach edukacyjnych. Kilka lat temu we współpracy z Siemensem sprawdzaliśmy potencjał kobiet dla branży technologicznej. Przebadaliśmy m.in. 2000 maturzystek, by zweryfikować, co wyróżnia stosunkowo niewielką grupy dziewczyn wybierających kierunki techniczne i ścisłe. Znaleźliśmy jeden krytyczny czynnik. Te, które weszły na ścieżkę technologiczną, czterokrotnie częściej miały wzorzec kobiecy w tym zakresie w swojej rodzinie, wśród nauczycieli czy wśród rówieśników. Także wolontariuszki IT for SHE stają się takimi wzorcami dla dziewczynek z małych miejscowości.

W niedawno opublikowanym raporcie Strong Women in IT w odpowiedzi na pytanie o autorytety w biznesie kobiety wymieniały znacznie częściej mężczyzn, ze Steve’em Jobsem, Billem Gatesem, Elonem Muskiem, Jeffem Bezosem, Richardem Bransonem na czele. Co o tym sądzisz?

Kobiecych wzorców brakuje – zarówno w biznesie, mediach czy przekazach kulturowych. Nieuświadomione klisze cały czas funkcjonują i mają się bardzo dobrze.

Kobiety chętnie się wspierają?

Oczywiście! Z drugiej strony pamiętajmy, że kobiet do niedawna w strefie publicznej było bardzo mało, a w związku z tym nie miały szansy nabyć takich umiejętności i nauczyć się wzorców wzajemnego wspierania. W przeciwieństwie do mężczyzn, wśród których mechanizmy wspierania się, formalne i nieformalne, funkcjonują bardzo efektywnie. Z jednej strony ze sobą walczą, z drugiej klepią po ramieniu, załatwiają interesy przy przysłowiowej whisky i cygarach.

Znane mi są stowarzyszenia branżowe, technologiczne, które organizują wieczorne spotkania. Spotkania te są zdominowane przez mężczyzn. Kobiety na nie przychodzą, ale na krótko – rzadko która z nich ma czas i ochotę do późnych godzin nocnych tam się bawić i budować relacje. Gdy rozmawiałam z przedstawicielem Facebooka w Londynie o tym, jak oni pracują z profesjonalistkami, powiedział mi, że w tym przypadku żadne wieczorne eventy się nie sprawdzają. Niewątpliwie o wiele większym powodzeniem cieszą się spotkania śniadaniowe lub lunchowe. To pokazuje, że kobiety muszą wypracować własne formuły networkingowe. Wprowadzić własne wzorce kultury biznesowej.

Czy to im pomoże w uzyskaniu dominacji w branży technologicznej?

Tu nie chodzi o to, żeby kobiety dominowały, tu chodzi o równy udział. I współdziałanie.

A co to znaczy równy udział? Pół na pół? Dążymy do tego, żeby w 10-osobowym zespole projektowym w firmie technologicznej było pięć kobiet oraz pięciu mężczyzn?

Jeżeli chcemy zwalczyć mechanizm, który wyklucza kobiety z ważnych obszarów, to na pewnym etapie tej drogi warto wyznaczać takie twarde wskaźniki. Oczywiście nie doprowadzając ich do absurdu.

Czyli te wskaźniki skupiają się po prostu na przygotowaniu gruntu, przełamaniu barier, o których wspominałaś? Tak, by kobiety w technologiach miały łatwiej?

Kobiety coraz szerzej wchodzą z wielkim sukcesem w różne istotne obszary, ale technologia wydaje się jednym z najbardziej opornych. Stąd konieczność zadbania o prawdziwie równe szanse. Gdy ten etap, w którym wciąż zmagamy się z niskim udziałem kobiet „na wejściu” i mnóstwem stereotypów, będzie za nami, takie mechanizmy nie będą potrzebne. Do tego czasu jestem zwolenniczką kwot, parytetów i wszelkich innych „twardych” rozwiązań, które pomogą przejść nam jako społeczeństwu poziom dalej. Dlatego jestem pod wrażeniem działań Mastercard, który jako jeden z nielicznych pracodawców wprowadził jawność płac. Tak powstaje zmiana.

W budowaniu tej zmiany znaczenie mają wydarzenia, promujące kobiety w technologiach i stwarzające szansę na zdynamizowanie kariery w tym obszarze. W listopadzie w Warszawie odbędzie się impreza Perspektywy Women in Tech Summit. Skąd ten pomysł?

To wynik pasji i działania w długiej perspektywie. Nasz program dla najzdolniejszych studentek informatyki IT for SHE został nagrodzony przez Komisję Europejską za najlepsze działanie na rzecz kobiet w technologiach w UE. To dodało nam skrzydeł i zachęciło do wypłynięcia na szerokie wody. Chcemy wykreować Warszawę jako miejsce spotkań kobiecych talentów w IT i Tech z Europy Środkowo-Wschodniej i Azji Centralnej. Pierwsza edycja imprezy, rok temu, okazała się sukcesem merytorycznym i frekwencyjnym. Druga – musi być dużo lepsza.

Co planujecie w tym roku?

To będzie takie kobiece, techowe Davos. Będziemy rozmawiać o mądrym rozwoju technologicznym i roli, jaką mają w nim do odegrania kobiety. Do Warszawy przyjedzie 3000 utalentowanych kobiet w IT i Tech, a wśród nich liderki czterdziestu największych firm high-tech na świecie. Gościem specjalnym będzie Sabrina Gonzalez Pasterski – młoda, genialna fizyk z Harvardu, uznana za współczesnego Einsteina. W sumie gościć będziemy 100 mówców z całego świata i zorganizujemy 80 warsztatów, w ramach których będzie można swoją wiedzę branżową przenieść na wyższy poziom.

Zaprosimy kobiety działające w technologiach – studentki i profesjonalistki – nie tylko z Europy. Dzięki stypendiom przyjadą do nas informatyczki z Ukrainy, Białorusi, Rosji, Gruzji, Armenii, Kazachstanu, Uzbekistanu i Tadżykistanu.

Dlaczego to takie ważne, aby podkreślać wkład kobiet w rozwój nowych technologii?

Światem coraz mniej rządzą podziały polityczne, coraz silniej – potęga technologiczna. Kobiety są mądre, kreatywne i odpowiedzialne. Dlatego bardzo potrzebujemy liderek biegłych w obszarze high-tech, które będą współdecydować o tym, jak będzie wyglądała nasza przyszłość, nie w opozycji do mężczyzn, ale wspólnie z nimi, kompetentnie, z równym prawem głosu.