Reklama
OFERTA SPECJALNA na NAJWYŻSZY pakiet subskrypcji! Wersję Platinum - OFERTA LIMITOWANA
Analityka i Business Intelligence
Polska flaga

Dlaczego przeceniamy swoje umiejętności?

24 sierpnia 2020 10 min czytania
Wiktor Pastucha
Dlaczego przeceniamy swoje umiejętności?

Streszczenie: Prawo instrumentu to błąd poznawczy polegający na przecenianiu znaczenia narzędzi i umiejętności, którymi dysponujemy. W marketingu objawia się to nadmiernym zaufaniem do określonych metod i nieuzasadnionym odrzucaniem innych. Taka postawa może prowadzić do ignorowania nowych technologii lub, przeciwnie, do bezkrytycznego polegania na narzędziach analitycznych bez uwzględnienia szerszego kontekstu marki. Aby uniknąć tych pułapek, warto regularnie oceniać skuteczność stosowanych narzędzi i dostosowywać strategie do zmieniających się warunków rynkowych.

Pokaż więcej

„Jeżeli masz młotek, wszędzie dostrzeżesz gwoździe”, czyli o skutkach prawa instrumentu w marketingu.

Dla osób związanych z marketingiem tematyka heurystyk i błędów poznawczych nie powinna być wiedzą tajemną. W końcu korzystamy z niej w codziennej pracy. Nie znaczy to jednak, że nie bywamy pod jej wpływem. Nad jednym z błędów poznawczych warto się na chwilę pochylić, bo może on wpływać na naszą pracę częściej niż byśmy tego chcieli. Mowa tu o opisanym w latach 60. ubiegłego wieku przez Abrahama Kaplana i Abrahama Maslowa prawie instrumentu.

Na czym polega prawo instrumentu?

Prawo instrumentu to stronniczość poznawcza polegająca na przecenianiu wpływu środków, które są w naszej dyspozycji. W skrócie: jeśli potrafimy coś robić, najpewniej wyolbrzymimy znaczenie tej umiejętności i będziemy szukać sposobów do jak najczęstszego jej wykorzystywania. W naszej branży prawo to przejawia się m.in. nadmiernym zaufaniem do pojedynczych narzędzi marketingowych oraz nieuzasadnionym zniechęceniem do innych. Skutków takiego stanu rzeczy jest wbrew pozorom bardzo wiele.

Spróbujmy przyjrzeć się im z bliska zarówno z perspektywy agencji, jak i klienta.

Dyktat narzędzia

Do niedawna uważałem, że nadmierne przywiązanie do narzędzia to pułapka, w którą wpadają głównie marketerzy starej daty, bagatelizujący zmiany zachodzące w branży. Przeceniają oni wpływ tradycyjnych środków, rozbudowanych strategii oraz nauk społecznych. Przy tym nie dostrzegają roli, jaką może odegrać technologia w realizacji ich celów. Jednak świat nie znosi próżni. Po drugiej stronie w ostatnich latach pojawiła się cała grupa specjalistów – bezkrytycznych technofilów nastawionych na narzędzia analityki ruchu, testy AB i szybko mierzalne konwersje realizowane – niestety bardzo często – bez uwzględnienia szerszego kontekstu budowanej marki. Efektem takiego podejścia jest zestaw nieosadzonych w biznesowych celach firmy KPI, realizowanych kwartał za kwartałem przez zatrudnioną w tym celu agencję. Biegamy po łące i zbieramy kwiatki, ale do końca nie wiemy po co.

PRZECZYTAJ TAKŻE »

Archetypy w marketingu 

,

Marek Staniszewski PL

Jednym z narzędzi pomocnych w rozumieniu własnej marki i dostosowaniu jej osobowości do oczekiwań odbiorców i wymagań otoczenia rynkowego są archetypy.

Wielokrotnie spotkałem się także z sytuacją, w której klient kategorycznie wykluczył wykorzystanie jakiegoś rozwiązania. Powód? Kilka lat wcześniej ktoś w organizacji przeprowadził nieudane testy. Mimo, że takie rozumowanie dalekie jest od logiki (to tak, jakby przekląć wszystkie seriale na świecie po obejrzeniu „Zagubionych”), argumentacja często okazuje się bezcelowa. Trudno tutaj szukać winnych: jest popyt, jest podaż; nie ma popytu, nie ma podaży. Jednak sam nierzadko będąc stroną w takiej sytuacji, namawiam do refleksji nad celowością wykorzystania niektórych z narzędzi. Być może na początku utrudni nam to zadanie, jednak na koniec dnia pozwoli wzmocnić markę i zbudować relację na lata, znacznie wybiegającą poza cele obecnego okresu rozliczeniowego.

Licytacja ważności i złote panaceum

„Bez dobrej nazwy nie mamy czego szukać”, „jeśli firmy nie ma w social mediach, nie istnieje!”, „bez dobrych relacji z mediami nie ruszymy”, „musicie mieć nową stronę internetową”. Brzmi znajomo, prawda? To ten moment, kiedy agencja przekonuje, że bez jej pracy firma nie ma szans zaistnieć. Kto w tym układzie ma rację? Problem polega na tym, że wszyscy i nikt.

Jako ludzie personifikujemy marki i patrzymy na nie, jak na zamkniętą całość, kompletnego człowieka. Bardzo rzadko dzielimy naszą analizę pomiędzy poszczególne kanały, dlatego też nie zawsze zła nazwa będzie problemem dla marki. To tak jakby nasz najlepszy przyjaciel nosił przedziwne imię, dajmy na to: Prymityw Kowalski. Pewnie przez pierwsze dni znajomości stwarzałoby nam to problem, a czas podstawówki nie byłby dla Prymitywa łaskawy. Jednak po latach wspólnych doświadczeń i setek historii z nim związanych nawet nie będziemy dostrzegać tej „dziwnostki”. Przywołamy jego obraz jako całość, z dobrodziejstwem inwentarza i niecodziennym imieniem włącznie. Nasza znajomość z Prymitywem nada nowe, wcale nieśmieszne przecież, znaczenie jego „śmiesznej nazwie”.

O ile każdy z elementów wpływa na nasz odbiór marki, o tyle żaden z nich nie wpływa nań w 100%. I dlatego na rynku z sukcesem mogą funkcjonować takie marki jak Osram i Krakżal. Nazwy Oknoplast czy Drutex nie wzbudzają sensacji. A Berkshire Hathaway Warrena Buffeta może mieć taką stronę internetową, jaką ma (jeśli nie widzieliście, zajrzyjcie). Wszystkie te osoby odbieramy holistycznie.

Niestety, są sytuacje, w których wśród podmiotów odpowiedzialnych za budowanie marki każdy ciągnie w swoją stronę i skupia się na własnym gwoździu. A bywa i tak że po stronie klienta brakuje silnego lidera (i DNA z prawdziwego zdarzenia). Wtedy budowanie brandu jest utrudnione. Aby rzeczywiście realizować cele firmy, konieczne jest spojrzenie na zagadnienie z wyższego pułapu, odchodząc na kilka kroków od naszej skrzynki z narzędziami.

Fragmentaryczne podejście do systemowych wyzwań

Budowanie silnej marki na rynku wymaga systemowego podejścia. Trzymajmy się analogii młotka: jeśli budujemy wieżowiec, młotek na pewno przyda się na pewnym etapie. Jednak nawet będąc laikiem w kwestii inwestycji deweloperskich, trudno zakładać, że kilkudziesięciometrowy budynek powstanie wyłącznie za jego pomocą. Co więcej, nawet najlepiej wbity gwóźdź nic nie wniesie, jeśli nie jest wbity w dobrym miejscu, w dobrym momencie. Czyli nie będzie częścią szerszego kontekstu.

Analogicznie sytuacja wygląda przy budowaniu marki: analiza rynku, odbiorców, produktu, potencjału firmy, konkurencji. Te wszystkie elementy powinny stanowić system naczyń połączonych, który pozwoli budować koherentny obraz marki na rynku i dzięki temu w rzeczywistości wspierać firmę w walce konkurencyjnej.

Aktywności marketingowe podzielić można na dwa typy: te które sprawiają, że produkty sprzedają się w krótkiej perspektywie i te, które sprawiają że marka jest coraz silniejsza i staje się „sprzedawalna” w długim okresie. Bez wpisania w szerszy kontekst działań stricte sprzedażowych nie budujemy podstaw pod kolejne etapy rozwoju. Za każdym razem po trochu zaczynamy od początku.

PRZECZYTAJ TAKŻE »

Content marketing i marketing automation: mariaż doskonały 

,

Julia Paduszyńska PL

Filarem marketing automation są świetnie napisane treści. To one umożliwiają wykorzystanie potencjału tego narzędzia oraz osiągnięcie imponujących wyników.

Niestety bardzo często zatrzymujemy się na etapie działań w okresie krótkim, bo w takim oceniana jest też nasza praca (kwartalne podsumowania, miesięczne raporty, konkursy). Takie efekty jest nam łatwiej mierzyć, zostawiając gdzieś w tle działania długoterminowe. Efektem są proste recepty na złożone problemy i marnowanie zasobów na realizację bezcelowych aktywności. Potwierdzają to przeanalizowane przez Lesa Bineta i Petera Fielda w „The Long and the Short of It” dane z blisko 1000 kampanii promocyjnych przeprowadzonych dla 700 marek na przestrzeni 30 lat.

Jedną z obserwacji autorów jest konieczność połączenia działań krótko- i długoterminowych. Skupienie się jedynie na jednym ze wspomnianych obszarów odbija się znacząco na drugim – w postaci gorszych wyników. Stosunek nakładów budżetowych, który okazał się najbardziej efektywny to 60:40 (60% na budowanie marki i 40% na aktywacje sprzedażowe). To pokazuje, jak istotne jest z perspektywy budowania rzeczywistej wartości przedsiębiorstwa całościowe podejście do marki. Długofalowo nie opłaca się wyłącznie machać młotkiem.

Marketing vs. biznes?

Tym samym płynnie przechodzimy do czwartego – myślę najważniejszego skutku prawa instrumentu w naszej branży: uciekania od kontekstu biznesowego.

Marketing powinien być integralnym elementem budowania wartości biznesu, podobnie jak HR, obsługa klienta, sprzedaż i księgowość. Jednak nie zawsze tak jest. Znaczna część marketerów zapomina „po co” powinna prowadzić działania i kieruje całą uwagę na realizowanie swoich fragmentarycznych kwartalnych KPI, tracąc z oczu biznesowy wymiar tych aktywności. Skupiając się na swoich celach (nagrody w konkursach, potrzeba samorealizacji, krótkoterminowa konwersja itd.), nie wchodzą głęboko w istotę biznesu.

Efektem są puste – choć kreatywne – kampanie i nic nieznaczące akcje promocyjne, które nie mają szansy przynieść odczuwalnych w biznesie efektów. Później na podsumowaniach kwartalnych przed zarządami działania te określane są mianem „wizerunkowych”, co w luźnym tłumaczeniu oznacza mniej więcej tyle, co „nieskuteczne”. Efekt? Działania marketingowe z czasem uznawane są przez te same zarządy z gruntu jako zbędne. Takie, których cel nie jest jasny lub ogranicza się do działań stricte sprzedażowych. W taki sposób branża sama sprawia, że jej usługi są niepotrzebne. Zresztą słusznie. Takie usługi są.

Zamiast wyrzucać młotek, znajdź architekta, urbanistę i skrzynkę narzędzi

Błędy poznawcze mają to do siebie, że wpływają na nas nawet wtedy, gdy jesteśmy ich świadomi. Można sobie jednak z nimi poradzić. Nie znaczy to, że mamy przestać się specjalizować. Raczej powinniśmy uznać naszą rolę w tej grze i dostrzec szerszy kontekst naszego zadania.

Dobrym początkiem będzie przyznanie, że nie wiemy wszystkiego. A to, co robimy jest istotne, jednak nie jest panaceum na wszystkie problemy. Kolejnym krokiem jest ciągły rozwój i czerpanie wiedzy. Nie tylko z opracowań branżowych, ale także z takich dziedzin jak: psychologia, ekonomia behawioralna, neurobiologia, heurystyki i błędy poznawcze, a nawet techniki sugestii i wpływu na odbiorcę. To często wiedza dostępna od dawna, która wytrzymała próbę czasu. Mózg człowieka funkcjonuje w bardzo podobny sposób od tysięcy lat, a znajomość tych prawideł może nam pomóc zarówno w codziennych (taktycznych), jak i kierunkowych (strategicznych) decyzjach. Tylko wyposażeni w tak wielowymiarową wiedzę i gotowi na otwarty dialog z partnerami w procesie możemy wziąć odpowiedzialność za długofalowe kształtowanie marki na rynku. W innym przypadku sami zamykamy się w złotej klatce, w której wciąż liczymy, że wbijając nasz gwóźdź najlepiej na świecie, za którymś razem naszym oczom ukaże się wieżowiec. Pora spojrzeć prawdzie w oczy.

Co warto przeczytać?

Wszystkim marketerom (i nie tylko) polecam:

  • Daniel Kahneman, „Pułapki myślenia” – rewolucyjna książka noblisty z 2002 roku prezentująca najważniejsze heurystyki i błędy poznawcze oraz rzucająca nowe światło na ekonomię i decyzje konsumenckie.

  • Richard Thaler, „Zachowania niepoprawne” i „Impuls” – kolejny noblista, ojciec ekonomii behawioralnej, w obu książkach prezentuje założenia tej dziedziny nauki oraz przedstawia jej historię.

  • Benjamin K. Bergen, „Latające świnie” – profesor Uniwersytetu Kalifornii prezentuje proces tworzenia się i rozumienia znaczenia. Przedstawia oraz tłumaczy takie terminy jak oko umysłu czy ucieleśniona symulacja i pomaga zrozumieć sposób funkcjonowania ludzkiego mózgu.

  • Kevin Dutton, „Zaklinanie Umysłu” – psycholog, który spędził lata, analizując psychopatów, stara się znaleźć składowe skutecznej perswazji zwanej przez niego flipnozą.

  • Yuval Noah Harari, „Homo Deus” – połączenie historii, filozofii, biotechnologii i wielu innych dziedzin w poszukiwaniach odpowiedzi na pytanie: jaki będzie człowiek XXI wieku. Choć we wstępie książki autor mocno się pomylił (zaczynając od słów „pokonaliśmy choroby, co dalej?”), książka z pewnością jest warta uwagi.

  • Les Binet, Peter Filed, „The Long and the Short of It” – wspomniana w tekście publikacja, w której autorzy przeanalizowali dane dotyczące 1000 kampanii zbierane przez 30 lat badań.

Autor jest współtwórcą i CEO agencji marketingowej Wills Integrated.

O autorach
Tematy

Może Cię zainteresować

Wideokonferencje i nowoczesne biuro: jak technologia i przestrzeń tworzą nowy standard współpracy. CZĘŚĆ II

Jak wybrać kabinę akustyczną do pracy hybrydowej, by spotkania online były naprawdę efektywne? W drugiej części cyklu pokazujemy checklistę decyzji, typowe błędy oraz technologie Jabra, które zapewniają widoczność i świetny dźwięk.

Wideokonferencje i nowoczesne biuro: jak technologia i przestrzeń tworzą nowy standard współpracy. CZĘŚĆ I

Wideokonferencje nie działają „same z siebie”. O jakości spotkań hybrydowych decyduje widoczność, dźwięk i przestrzeń, która wspiera koncentrację. Sprawdź, jak technologia Jabra i kabiny akustyczne Bene tworzą nowy standard współpracy.

Niektórzy wcale nie ciepią na wypalenie. Są wyczerpani etycznie

Wypalenie zawodowe jest powszechnym zjawiskiem wśród osób pracujących pod nieustanną presją. Ale nie zawsze jest to właściwa diagnoza. Gdy ludzie są wyczerpani pracą, która wydaje się pusta lub niespójna z ich wartościami, problemem nie jest brak wytrzymałości. Problemem jest brak sensu. Dopóki organizacje nie będą gotowe skonfrontować się z tym rozróżnieniem, będą nadal leczyć niewłaściwy problem i dziwić się, że nic się nie zmienia.

 

Poradnik CEO: Jak radzić sobie z trudnymi członkami rad nadzorczych

Prezesi i dyrektorzy zarządzający (CEO) nie unikną kontaktu z trudnymi osobowościami w radach nadzorczych, ale mogą nauczyć się mitygować wyzwania, jakie te postaci stwarzają. Kluczem do sukcesu jest odróżnienie problemów personalnych od wadliwych procesów, współpraca z kluczowymi sojusznikami oraz konsekwentne wzmacnianie relacji w celu budowania wartości biznesowej.

AI w polskiej medycynie: lepsza diagnostyka vs. ryzyko utraty kompetencji

Polskie szpitale i uczelnie medyczne coraz śmielej korzystają z możliwości sztucznej inteligencji – od precyzyjnej diagnostyki onkologicznej w Tychach, po zaawansowane systemy wizyjne rozwijane na AGH. Algorytmy stają się „drugim okiem” lekarza, istotnie zwiększając wykrywalność zmian nowotworowych. Jednak za technologiczną euforią kryje się ryzyko nazywane „lenistwem poznawczym” – lekarze wspierani przez AI tracą biegłość w samodzielnej diagnozie.

Puste przeprosiny w pracy, czyli więcej szkody niż pożytku

Większość menedżerów uważa, że szczere wyznanie winy zamyka temat błędu. Tymczasem w środowisku zawodowym puste deklaracje skruchy działają gorzej niż ich brak – budują kulturę nieufności i wypalają zespoły. Jeśli po Twoim „przepraszam” następuje „ale”, właśnie wysłałeś sygnał, że nie zamierzasz nic zmieniać.

Dlaczego 95% wdrożeń AI kończy się porażką? I jak znaleźć 5% tych udanych?

Sztuczna inteligencja nie jest dziś wyzwaniem technologicznym, lecz testem dojrzałości organizacyjnej. W rozmowie z Tomaszem Kostrząbem AI jawi się nie jako cel sam w sobie, ale jako narzędzie głębokiej transformacji procesów, ról i sposobu myślenia liderów. Tekst pokazuje, dlaczego większość wdrożeń AI kończy się porażką, gdzie firmy popełniają kluczowe błędy oraz jak połączyć technologię z ludźmi i biznesem, by osiągnąć realną wartość.

zarządzanie szybkim wzrostem firmy Jak radzić sobie z szybkim wzrostem

Szybki wzrost organizacji niesie ze sobą wyzwania związane z podziałami między wczesnymi członkami zespołu a nowo przyjętymi pracownikami. Kluczem do sukcesu jest budowanie wspólnego języka, tożsamości oraz kultury sprzeciwu, które pomagają skutecznie integrować różnorodne zespoły i wykorzystywać potencjał różnorodności.

Od czego zacząć porządkowanie analityki internetowej?

Chaotyczna analityka internetowa prowadzi do błędnych decyzji i nieefektywnego wydatkowania budżetów marketingowych. Audyt danych, właściwa konfiguracja GA4, zarządzanie zgodami oraz centralizacja tagów w Google Tag Managerze to fundamenty, od których należy zacząć porządkowanie analityki, aby realnie wspierała cele biznesowe.

Pięć trendów w AI i Big Data na rok 2026

Rok 2026 w świecie AI zapowiada się jako czas wielkiej weryfikacji. Eksperci MIT SMR stawiają sprawę jasno: indywidualne korzystanie z Copilota to za mało. Przyszłość należy do firm, które potrafią skalować rozwiązania dzięki „fabrykom AI” i przygotowują się na nadejście autonomicznych agentów. Dowiedz się, dlaczego deflacja bańki AI może być dla Twojego biznesu szansą na oddech i lepszą strategię.

Materiał dostępny tylko dla subskrybentów

Jeszcze nie masz subskrypcji? Dołącz do grona subskrybentów i korzystaj bez ograniczeń!

Subskrybuj

Otrzymuj najważniejsze artykuły biznesowe — zapisz się do newslettera!