Streszczenie: Inwestycje samorządowe mogą znacząco wpłynąć na rozwój lokalnej gospodarki. Przykład konfliktu między firmą Guziczanka a gminą pokazuje, że warto szukać kompromisu, zwłaszcza gdy inwestycje gminy mają na celu poprawę infrastruktury, co może zwiększyć aktywność gospodarczą i korzystnie wpłynąć na lokalne firmy. Zwiększony ruch turystyczny, np. dzięki nowym wyciągom narciarskim, może zwiększyć popyt na produkty oferowane przez lokalne przedsiębiorstwa, stając się impulsem do innowacyjności.
Wbrew pozorom prezes Guziczanki nie jest w sytuacji bez wyjścia, choćby z tego względu, że konflikt interesów pomiędzy kierowaną przez niego firmą a gminą może okazać się pozorny. Warto poszukać pola do kompromisu, a te poszukiwania należy rozpocząć od wnikliwego zainteresowania się planami inwestycyjnymi gminy.
Gdy gmina uderza w firmę podatkiem – komentarz nr 1
Zarząd Guziczanki nie powinien bezkrytycznie poddawać się wrażeniu, że działania gminy są dla firmy szkodliwe. Argumenty wójta za podwyżką podatku wydają się mocne: gmina potrzebuje pieniędzy na rozwój infrastruktury, dzięki czemu zwiększy się aktywność gospodarcza na jej terenie, na której skorzystać może nie tylko samorząd, ale przede wszystkim lokalna społeczność, a także lokalne firmy. Przecież to oczywiste, że zwiększony ruch turystyczny związany z uruchomieniem dodatkowych wyciągów narciarskich może wpłynąć na wzrost popytu na wodę mineralną i napoje, a może nawet wygenerować popyt na nowe produkty, o których jeszcze dziś Guziczanka nie myśli. Może zatem okazać się impulsem do zwiększonej innowacyjności, swego rodzaju prezentem od losu.
Poszukiwania należałoby rozpocząć od zapoznania się z wynikami badania wpływu ekonomicznego planowanych inwestycji na lokalną gospodarkę, środowisko i życie społeczne. Jeśli takiego opracowania nie sporządzono, to należałoby poprosić gminę, aby niezwłocznie się tym zajęła i zaprosiła mieszkańców, organizacje i firmy do debaty na ten temat. Firma, deklarując zainteresowanie potencjalnymi korzyściami płynącymi z inwestycji, nie staje okoniem, ale pokazuje się jako partner samorządu zainteresowany dobrem wspólnym gminy. Wyobrażam sobie, że w razie gdyby takie opracowanie wykazało, że wpływ inwestycji będzie dla Guziczanki korzystny, podniesienie należności podatkowej może zyskać całkowicie nową jakość: firma poczuje się wówczas niemal jak inwestor, a prezes Zwierzyniecki może ujrzeć wyższe podatki w korzystnym świetle – jako czynnik zwiększający długofalowe perspektywy rozwoju jego firmy, czyli – mówiąc krótko – świetny biznes. Oczywiście opracowanie takie musi być sporządzone w sposób kompetentny – przez fachowców, a nie propagandystów działających na rzecz reelekcji wójta. Tutaj nie ma pola do kompromisu, bowiem zwrot z inwestycji musi być wyliczony profesjonalnie i w sposób maksymalnie obiektywny. Swoją drogą to wójt powinien zadbać o przygotowanie takiego raportu z wyprzedzeniem i wręcz uwzględnić w nim wpływ inwestycji na kondycję i perspektywy lokalnego biznesu. Być może, nie musiałby stawiać się w niezręcznej sytuacji urzędnika gnębiącego biznes nadmiernie wysokimi podatkami.
Jeżeli z opracowania wynikałoby jednak, że inwestycja nie przyniesie zbyt wiele dobrego, to sprawa wydaje się również interesującą materią dla rady gminy. W ten sposób docieramy do drugiej ważnej rzeczy, którą może i powinien zrobić prezes Zwierzyniecki: powinien mianowicie zabiegać o spotkanie z radą gminy. Otwarta debata na temat podwyższania podatków w imię finansowania inwestycji może przynieść niespodziewane, w tym również bardzo pozytywne, odkrycia. Spotkanie rady gminy z szefem największego pracodawcy w okolicy nie jest niczym zdrożnym, a być może byłoby wręcz działaniem nowatorskim, które zaskarbić mogłoby przedsiębiorstwu nowych przyjaciół i sojuszników. Może mieć też istotny wpływ na politykę podatkową gminy. Oczywiście prezes Zwierzyniecki powinien dołożyć wszelkich starań, aby taka debata nie miała charakteru konfrontacyjnego, ale koncyliacyjny, tak aby była nastawiona na wspólne poszukiwanie pozytywnych rozwiązań dla gminy.
Jeżeli wpływ inwestycji planowanych przez gminę okaże się dla Guziczanki korzystny, wówczas podniesienie podatku może zyskać całkowicie nową jakość. Firma poczuje się wówczas niemal jak inwestor, a prezes Zwierzyniecki może ujrzeć wyższe podatki w lepszym świetle.
Doradzałbym też przyjrzenie się problemowi od innej strony i poświęcenie chwili na refleksję, co by było, gdyby podatków nie podwyższać. Guziczanka mogłaby opracować studium wpływu ekonomicznego na życie gospodarcze i społeczne gminy, w razie gdyby podatki nie były podwyższane. Takie wyliczenie miałoby jednak sens tylko wówczas, gdyby obejmowało liczniejszą grupę firm niż tylko jednego, choćby i największego, podatnika. I to jest moja trzecia rada dla Guziczanki: budowanie sojuszu wspólnie z innymi podmiotami działającymi w gminie, występowanie jako silna reprezentacja szerszej grupy biznesowej, odgrywającej ważną rolę społeczną i ekonomiczną. Co mogłoby wynikać z opracowania firmowanego przez taką koalicję dużych pracodawców lokalnych? Nie dowiemy się, dopóki nie przygotujemy rzetelnych ekstrapolacji, jednakże możemy założyć, że środki zaoszczędzone na podatkach nie zostałyby skonsumowane, ale reinwestowane, a zatem przyniosłyby pozytywny efekt gospodarczy dla gminy, w tym również – co warto w takich opracowaniach akcentować – dla poziomu zatrudnienia. Posiadanie tego rodzaju opracowań – zarówno przygotowanych z perspektywy gminy, jak i z perspektywy podmiotów – diametralnie zmienia jakość dyskusji, ponieważ z płaszczyzny politycznej, ideologicznej albo wręcz emocjonalnej przenosi ją na poziom racjonalnej analizy korzyści dla lokalnej społeczności i biznesu. Warto jednak, aby firmy współpracowały, jednoczyły się w izbach czy innych instytucjach samorządu gospodarczego, ponieważ w razie kryzysu bądź konfliktu interesów z gminą mogą szybko reagować, oferując sobie nawzajem wsparcie i zwiększając wiarygodność. Ale o budowaniu takich sojuszy warto pomyśleć z odpowiednim wyprzedzeniem, kiedy „nic się nie dzieje”, bo poszukiwanie przyjaciół ad hoc jest wprawdzie możliwe, ale o wiele trudniejsze i mniej efektywne.
Spółce kierowanej przez prezesa Zwierzynieckiego pozostaje do zrobienia jeszcze jedna, czwarta z kolei, rzecz – jak najbardziej oczywista: podjęcie merytorycznej dyskusji z urzędnikami gminnego fiskusa na temat klasyfikacji obiektów, w której należałoby dążyć do tego, aby dla maksymalnej liczby elementów nieruchomości podstawą opodatkowania była powierzchnia. Jeżeli przepisy w tej mierze są niejasne, należy przyjąć, że nie tylko urząd może na tym skorzystać, ale także podatnik, który umiejętnie, a co ważniejsze, wiarygodnie interpretuje przepisy. Jeśli z ekspertyzy zamówionej przez miasto wynika, że dany obiekt powinien być opodatkowany wedle swej wartości, powinniśmy szybko przedstawić kontrekspertyzę, w której udokumentowalibyśmy tezę przeciwstawną. Ta droga działania wydaje się najbardziej oczywista i nie powinna nastręczać zbyt wielkich kłopotów.
W Kompanii Piwowarskiej prowadzimy biznes w oparciu o relacje z całym łańcuchem zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio zaangażowanych podmiotów. Musimy pamiętać o całym naszym otoczeniu, o kontekście społecznym, politycznym, ekonomicznym, w skali regionalnej i lokalnej. W firmie tak dużej jak nasza, będącej liderem branży piwnej, musimy zawczasu diagnozować potencjalne problemy. Staramy się przewidywać i wychodzić naprzeciw trendom, przygotowywać firmę na zmiany, mając na uwadze również to, że w takiej, dajmy na to, gminie Guzina‑Zdrój powstanie za chwilę bardzo atrakcyjna baza gastronomiczna – gdzie nie może nas zabraknąć.