Kwantowe „wszystko” sprzedaje się lepiej

CZY WIESZ, ŻE: wystarczy dodać przymiotnik „kwantowy”, by zwiększyć sprzedaż dowolnego produktu. To żart, ale jest w nim sporo gorzkiej prawdy…

Są takie słowa, które w pewnym momencie stają się modne. Dotyczy to także świata biznesu, który w ostatnich latach przesycony jest określeniami typu innowacyjny, kreatywny albo po prostu cyfrowy. I nie ma w tym nic złego, bo rzeczywiście przyszło nam żyć w ciekawych i autentycznie innowacyjnych czasach mocnej transformacji cyfrowej.

Ale są wśród tych modnych sformułowań słowa wyraźnie nadużywane. Wystarczy, że brzmią tajemniczo i – przede wszystkim – naukowo. To naukowe brzmienie opisu produktów jest potem chętnie wykorzystywane (i czasem nadużywane) w wielu rodzajach biznesu – na przykład przez start-upy zajmujące się elektroniką ubieralną mózgu.

Kwantowe majki i skarpetki

Takim modnym słowem-kluczem do zwiększenia cyfrowej sprzedaży jest też w ostatnich latach przymiotnik „kwantowy”. Jest idealnie naukowe, bo mało kto rozumie, jak działa mechanika kwantowa, a równocześnie brzmi solidnie i kompetentnie, poważnie i tajemniczo.

Dlatego rynek e-commerce (zwłaszcza w Azji) pokochał kwantowe produkty. Nagle okazało się, że kwantowe może być… wszystko, chociażby korzystne dla zdrowia wino, niezwykła bielizna, specjalne naklejki na telefony (ograniczające poprzez technologię kwantową szkodliwe promieniowanie) czy sprawiające cuda kwantowe karty paliwowe.

Cytat ze strony sklepu (tłumaczenie):
Kwantowe karty przyczyniają się do oszczędzania paliwa przez samochody, wykorzystując jony ujemne. Zwiększają także moc silnika.
Źródło: Taobao.com

Ale naiwni mogą okazać się nie tylko klienci żyjący w Azji. Podobnie kwantowe produkty wszelakich rodzajów, zaopatrzone w poważnie brzmiące naukowe opisy, znajdziemy również na stronach angielskojęzycznych czy w obszarze polskiej sieci internetowej. Nie odsyłamy do nich, bo nie chcemy ich w żaden sposób reklamować czy popularyzować. Choć akurat w przypadku kwantowych skarpetek rzeczywiście coś może być na rzeczy… 😉

Źródło: Chip.pl

Swoją drogą dowcipy ze skarpetkami są pewnie niemal tak stare, jak sama fizyka kwantowa. Bo według fizyków dopiero zasada nieoznaczoności Heisenberga tłumaczy nadzwyczajną chęć do gubienia się jednego z dwóch przedstawicieli każdej skarpetkowej pary.

Żarty żartami… Jeśli kogoś rzeczywiście interesuje wpływ, jaki nadchodząca rewolucja kwantowa będzie mieć na świat biznesu, polecam wywiad z Arturem Ekertem, twórcą jednej z dwóch odmian kryptografii kwantowej. Tej nowszej i lepszej, bo to ona coraz częściej wykorzystywana jest w różnego typu praktycznych wdrożeniach, takich jak chiński satelita Micius wystrzelony w 2016 roku.

Ja na pewno nie dam się nabrać

Wracając jeszcze do kwantowej bielizny czy wina… Te przerysowane, absurdalne przykłady przypominają nam, że w inwestycjach biznesowych, które brzmią poważnie i naukowo, warto zachować szczególną ostrożność. Bo zdecydowanie nie wszystkie inwestycje i nie wszystkie cudowne wynalazki da się w prosty sposób zdemaskować. Dobitnym przykładem może być słynny start-up Theranos, założony przez Elizabeth Holmes.

To miało być coś niesamowitego. Jedna kropla krwi, pobrana w prosty sposób z palca, wystarczała do szybkiego wykonania i otrzymania wyników niemal 200 różnych testów medycznych. Wielu naprawdę kluczowych i – zwłaszcza w USA, przy ograniczonym funkcjonowaniu państwowej służby zdrowia – drogich.

I w takiej sytuacji pojawia się urocza, 19-letnia dziewczyna, wypowiadająca się w sposób wyjątkowo naukowy i kompetentny, obiecująca cudownie proste rozwiązanie. Efekt? Wiele firm, banków czy funduszy zainwestowało w Theranosa w sumie niemal miliard dolarów. A raczej wywaliło je w błoto.