Streszczenie: BrakOdpowiedziDlaURL
Tomasz Bagiński jest reżyserem i scenarzystą filmów animowanych, autorem Katedry, Sztuki spadania i Animowanej Historii Polski, pracownikiem renomowanego studia animacji Platige Image. W maju tego roku został nagrodzony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla polskiej i światowej kultury. Katedra zdobyła nominację do Oscara w 2002 r. w kategorii krótki film animowany.
Trudno jest rywalizować z twórcami zza granicy, mieszkając w Polsce?
Pod pewnymi względami jest mi łatwiej niż reżyserom, którzy mieszkają w Hollywood i podobnych centrach przemysłu filmowego. Oni są jednymi z wielu tysięcy, a ja jestem osobą z ciekawego miejsca pod rosyjską granicą. To mnie wyróżnia z tłumu. We współczesnym świecie filmowym, w którym się poruszam, ważna jest rozpoznawalność. Trzeba umiejętnie pokazać siebie, by po wyjściu zostać zapamiętanym. Łatwiej mi to robić, będąc tu, w Polsce, i pozostawać tym egzotycznym okazem, który mówi po angielsku z dziwnym akcentem.
Co przyniósł panu międzynarodowy sukces, jakim jest nominacja do Oscara?
Tworząc Katedrę, marzyłem o międzynarodowych sukcesach, ale nie wierzyłem, że film jest tak dobry, aby poradzić sobie w najwyższej lidze, w której mieszczą się dzieła nagradzane przez amerykańską Akademię Filmową. Na szczęście stało się inaczej – już pierwszym filmem udało się mi do niej przebić. Oczywiście ten jeden film nie zapewnił mi sławy na lata. Poza tym nie jest do końca prawdą, że nominacja do Oscara otwiera wszystkie drzwi. Zainteresowanie świata mija po kilku miesiącach. Aby utrzymać miano liczącego się twórcy, trzeba cały czas pracować i udowadniać, że się umie robić filmy. Miałem pełną świadomość, że szybko muszę zrobić drugi film. I to całkiem inny niż Katedra, żeby uniknąć jakichkolwiek porównań. W związku z tym na galę Oscarów jechałem już z gotowym scenariuszem Sztuki spadania.
Ostatnio jest pan kojarzony jako twórca kina historycznego, filmów takich jak oparty na realiach powstańczych Hardkor 44 i Animowana Historia Polski. Skąd to zainteresowanie historią Polski?
To, że tworzyliśmy filmy o tematyce historycznej, wynikało w dużej mierze z faktu, że nastał czas świętowania kolejnych rocznic.
Są też jednak głębsze przyczyny mojego zainteresowania historią. Polska jest krajem średniej wielkości, gdzie nic specjalnego się nie dzieje. Z jednej strony to wielki plus, bo to dobre miejsce do życia, ale z drugiej – jeśli chodzi o opowiadanie filmowych historii – to wielki minus. O niebo lepszym miejscem do robienia kina współczesnego jest Nowy Jork lub Los Angeles, gdzie obok wieżowców są dzielnice gangów i biedoty. W takim świecie o wiele łatwiej niż w Polsce jest opowiadać historie i tworzyć popularne kino komercyjne. Natomiast polska historia jest niezwykła. To piekło, które przeszliśmy, jest bardzo filmowe, bezdyskusyjnie. To są historie, fabuły, bohaterowie, których we współczesnym świecie trudno znaleźć. Dlatego łatwiej jest robić w Polsce filmy historyczne niż współczesne.
Jaki wpływ na pańską pracę ma rozwój nowych technologii?
Internet sprawił, że świat się bardzo skurczył, więc nie trzeba koniecznie wyjeżdżać, żeby pracować z klientami zagranicznymi. Nie muszę mieszkać w Wielkiej Brytanii lub Stanach Zjednoczonych. Filmy mogą powstawać na Mokotowie, a potem być oglądane na całym świecie. Cieszę się, że mogę żyć w Polsce i wykonywać mój zawód w skali globalnej. Oczywiście istnieją miejsca na ziemi, gdzie możliwości są dużo większe. One dla mnie nie są zamknięte, mogę tam jeździć, spotykać się z ludźmi, ściągać projekty i na tym teraz się skupiam. Najpierw muszę mieć jakiś pełny metraż, bo co to za filmowiec, który nie ma długiego filmu.
