Streszczenie: W świecie biznesu zdominowanym przez kult indywidualnych osiągnięć, Gary Burnison, CEO Korn Ferry, proponuje radykalny zwrot: najskuteczniejszy lider to ten, który dąży do bycia „najsłabszym ogniwem” w swojej osadzie. Czerpiąc z doświadczeń mistrzów olimpijskich, Burnison dowodzi, że prawdziwa siła organizacji nie bierze się z charyzmy jednostki, lecz z precyzyjnego mechanizmu, w którym potencjał pracowników spotyka się z odpowiednią okazją. Dowiedz się, jak uwalnianie „energii dyskrecjonalnej” zespołu przekłada się na realne wzrosty marż i zysków oraz dlaczego w nowoczesnym zarządzaniu, aby płynąć do przodu, czasem trzeba patrzeć wstecz – na ludzi, których prowadzimy.
W świecie zdominowanym przez kult jednostki skuteczny lider powinien dążyć do bycia „najsłabszym” w łodzi, by pozwolić lśnić innym. Dowiedz się, jak sportowa synchronizacja i uwalnianie potencjału zespołu budują realne zyski oraz dlaczego w nowoczesnym zarządzaniu warto patrzeć wstecz – na ludzi – by szybciej płynąć do przodu.
„Nigdy wcześniej nie wiosłowałeś, prawda?” „Ani jednego dnia w życiu”
Spotkałem się niedawno z moimi współpracownikami w Holandii – wśród nich był Sjoerd Hamburger, światowej klasy wioślarz, który startował jako skifista na igrzyskach olimpijskich w Pekinie w 2008 roku oraz jako członek holenderskiej ósemki mężczyzn w Londynie w 2012 roku. Szczerze mówiąc, nie jest to dyscyplina, którą dobrze znam, co obnażyła nasza rozmowa – zwłaszcza gdy zacząłem wymachiwać ramionami, próbując naśladować ruch wiosłowania. Zgodnie z ruchem wskazówek zegara… przeciwnie do ruchu wskazówek zegara… Nie miałem o tym pojęcia.
Nie staraj się być gwiazdą
Sjoerd, który jest członkiem zespołu konsultingowego naszej firmy w Amsterdamie, natychmiast opisał mi dzień wyścigu mistrzowskiej osady. Oczy utkwione w plecach kolegi z zespołu. Każde pociągnięcie zsynchronizowane. Każdy wykonuje plan co do joty. „Powinieneś dążyć do tego, by być najgorszym wioślarzem w łodzi i otaczać się najlepszymi ludźmi – a nie starać się być gwiazdą” – stwierdził.
Ta uwaga była tak sprzeczna z intuicją, że zapadła mi w pamięć. Jak wyjaśnił Sjoerd: „Musisz myśleć o zespole wokół siebie – o tym, jak oni sprawiają, że to ty lśnisz. I myślisz o tym, jak ty możesz sprawić, by lśnili inni. Kiedy wszyscy dają z siebie wszystko – niczym cylindry w dobrze naoliwionej maszynie – uwalnia to potencjał zespołu i każdej osoby w nim pracującej. To właśnie sprawia, że łódź płynie do przodu, mimo że wioślarze siedzą tyłem do kierunku jazdy”.
Potencjał dotyczy jutra. Okazja dotyczy dzisiaj. Spotykają się one w samym sercu życia i przywództwa. To właśnie ta zależność sprawia, że wszyscy płyniemy w jednej łodzi.
Potencjał jako motor wzrostu
Faktem jest, że każdy – od olimpijczyka po pracownika biurowego – posiada potencjał. Odkrycie go i rozwinięcie wymaga jednak obfitości okazji. A to do liderów należy ich tworzenie.
Mark Richardson jest starszym członkiem naszego zespołu konsultingowego w Londynie, specjalizującym się w efektywności kadr zarządzających. Wciąż jednak wyraźnie pamięta dzień, w którym jako trzynastolatek zwierzył się trenerowi ze swojego marzenia o starcie w igrzyskach olimpijskich. Reakcja trenera zmieniła wszystko. Jak wspomina Mark: „Nie powiedział: »Pozwól, że zweryfikujemy te oczekiwania«. Zamiast tego usłyszałem: »Zróbmy to razem«”.
Dekadę później na Igrzyskach Olimpijskich w Atlancie w 1996 roku, Mark startował w brytyjskiej sztafecie 4×400 metrów. „Serce waliło mi w piersi tak głośno, że ledwo słyszałem tłum” – wspominał. Gdy Mark wyszedł z tunelu na pozycję, kolega z zespołu pochylił się ku niemu i wypowiedział słowa, których żaden biegacz nie chce usłyszeć przed najważniejszym startem w życiu: „Nie czuję nóg!”.
Przy pulsującej krwi i buzującej adrenalinie Mark musiał błyskawicznie się przestawić i skupić wyłącznie na nadbiegającym partnerze – zrównać z nim prędkość i płynnie odebrać pałeczkę. Gdy bieg się skończył, Mark i jego koledzy świętowali zdobycie srebrnego medalu.
Oczywiście większość z nas nie jest olimpijczykami. Mimo to wszyscy powinniśmy celebrować własne „momenty na podium” – chwile, w których potencjał spotyka się z okazją.
Badania naszej firmy to potwierdzają: organizacje, które kładą nacisk na potencjał wszystkich pracowników, odnotowują najsilniejszy wzrost i najwyższe zwroty. Przekłada się to na:
- wyższe zaangażowanie,
- lepszą efektywność zespołów,
- wzrost przychodów, marż i zysków.
Jak złamać kod potencjału i okazji?
Proces ten zaczyna się od autorefleksji lidera i odpowiedzi na kluczowe pytania:
- Czy znamy nasz cel i czy komunikujemy go jasno?
- Czy dajemy przykład, żyjąc misją i wizją organizacji?
- Czy łączymy zespoły i umożliwiamy każdemu z ich członków „lśnienie”?
- Czy dajemy ludziom przestrzeń do rozwoju?
- Czy motywujemy każdego do dawania z siebie wszystkiego?
Im więcej potencjału ujrzy światło dzienne, tym silniejsza będzie reakcja łańcuchowa, gdy ludzie zaczną uwalniać swoją energię dyskrecjonalną (extra effort). To swoisty multiplikator siły, który utrzymuje nas wszystkich w wyścigu. W ostatecznym rozrachunku przywództwo nigdy nie dotyczy samego „co” i „jak” – chodzi o kreowanie możliwości dla innych.


