Dołącz do grona liderów, którzy chcą więcej
Kompetencje przywódcze
Polska flaga

Jak obudzić w sobie przywódcę?

1 marca 2017 12 min czytania
Mateusz Żurawik
Zdjęcie Paweł Motyl - Jeden z czołowych europejskich ekspertów w zakresie przywództwa i podejmowania decyzji.
Paweł Motyl
Jak obudzić w sobie przywódcę?

Streszczenie: Rozwój lidera to proces, który zaczyna się od osobistej transformacji, wymagającej głębokiej refleksji nad własnymi wartościami, umiejętnościami i zachowaniami. Aby stać się prawdziwym liderem, konieczne jest zrozumienie swoich mocnych stron i obszarów do rozwoju. Przykład Adama Matywieckiego, menedżera w firmie budowlanej, pokazuje, jak ważne jest połączenie umiejętności zarządzania zespołem z rozwojem osobistym. Pomimo braku doświadczenia w ekspansji międzynarodowej, Adam musi wykazać się zdolnością do przywództwa, które polega nie tylko na zarządzaniu zadaniami, ale również na inspirowaniu innych do wspólnego działania i rozwoju. Przywództwo to umiejętność dostosowania się do dynamicznych warunków, a także wykorzystywanie swoich słabości jako punktu wyjścia do dalszego rozwoju. Sztuka przywództwa nie polega na byciu doskonałym, ale na ciągłym dążeniu do lepszej wersji siebie.

Pokaż więcej

Ten artykuł możesz także odsłuchać!

Dynamicznie rosnąca firma budowlana planuje wejście na nowe rynki. Odpowiedzialnym za ekspansję może zostać ceniony menedżer, któremu jednak brakuje doświadczenia w rozwijaniu biznesu za granicą. Aby wykorzystać stojącą przed nim szansę, musi nie tylko zaprezentować umiejętność kierowania zespołem, ale też udowodnić, że jest prawdziwym liderem.

Nie pomogło nawet ustawienie w telefonie Take 5 Dave’a Brubecka jako dźwięku budzika. O godzinie szóstej rano każda melodia wydaje się jednakowo irytująca. Już przy pierwszych nutach Adam Matywiecki niemal wyskoczył z łóżka i niezdarnym ruchem wyłączył alarm, zanim wciąż śpiąca żona zdążyła się obrócić na drugi bok. Nie otwierając do końca oczu, włożył spodenki do biegania i koszulkę z ubiegłorocznego maratonu. Zasznurował buty na podwójny węzeł i wyszedł z domu. Z zaspania wyrwało go dopiero poranne powietrze, które o tej porze roku było bardzo zimne. Szkoda czasu na rozciąganie w miejscu, lepiej rozgrzać się, truchtając przez pierwszy kilometr porannego treningu. Nie mógł jednak skupić się na kontrolowaniu tempa i szybko przeszedł do biegu. „Cel na dziś to 15 kilometrów, kolejny maraton już niedługo – próbował zmotywować się w myślach. – Nic z tego, nie zdążę tyle przebiec. Muszę być wcześniej w biurze, żeby sprawdzić, jak inżynierowie radzą sobie z opracowywaniem systemu przeciwpożarowego w naszym nowym biurowcu. Pewnie znów będę im musiał przypomnieć o terminach. Jak to możliwe, że nic nie robią sobie z moich ponagleń? Przecież ani oni, ani ja nie chcemy, żebym wspominał o tym w ich ocenie rocznej”.

Ponownie przyspieszył i skręcił w kierunku bulwaru biegnącego wzdłuż Wisły. W telefonie ściszył nieco kurs francuskiego, którego zwykle słuchał podczas porannych ćwiczeń. Przez moment próbował powtarzać w myślach zdania wypowiadane przez lektora, ale bez powodzenia. Głos w słuchawkach przypomniał mu, że powinien zarezerwować bilety lotnicze na narciarski wyjazd z rodziną. W Grenoble zawsze jest pełno turystów, warto więc się pospieszyć, ponieważ ceny pokoi hotelowych i biletów lotniczych są tym wyższe, im bliżej terminu rezerwacji.

„Ciekawe, czy uda mi się porozmawiać z kelnerami po francusku? Pewnie znowu przestraszę się ich pierwszego zdania i przejdę na angielski. Nieważne, do urlopu jeszcze mnóstwo czasu, na razie muszę doprowadzić do końca sprawę tych zabezpieczeń. Chyba pójdę do inżynierów zaraz po przyjściu do pracy… No nie, znów odzywa się stara kontuzja kolana, muszę wreszcie wybrać się po nowe buty do biegania. Nie znoszę centrów handlowych, zwłaszcza w weekendy. Zaraz, zaraz… Weekend! Oczywiście, przecież muszę kupić prezent na urodziny Hani! Prawie zapomniałem o piątych urodzinach córki” – myśli Adama coraz szybciej przeskakiwały z jednego tematu na drugi. Nagle poczuł silny, kłujący ból powyżej prawego kolana.

„Tylko nie to, znowu to kolano. Nie mam teraz czasu odwiedzać lekarzy” – gniewnie spojrzał na ekran telefonu. Popularna aplikacja wyświetlała mapę pokonanej trasy wraz z jej długością – niewiele ponad siedem kilometrów. Wyraźnie poniżej oczekiwań, a na dodatek przez pewien czas będzie musiał odpocząć od treningów, bo inaczej skończy się poważnym urazem.

„Może to nawet lepiej? Przez ostatnie kilka tygodni tak bardzo brakowało mi snu, że poranne wstawanie na trening było istną udręką. Niewykluczone, że zawieszenie na pewien czas jednego obowiązku wyjdzie mi na dobre” – pocieszał się, kuśtykając do domu.

Dwie godziny później Adam mijał wejście do eleganckiego szklanego biurowca, na którym dumnie błyszczała miedziana tabliczka z napisem Dovregubben. Jak na stosunkowo niewielkie przedsiębiorstwo budowlane z Norwegii, które nigdy nie zdecydowało się na wejście na giełdę, Dovregubben odniósł w ciągu zaledwie kilku lat spektakularny sukces międzynarodowy. Szczególnie dochodowy okazał się dla niego polski rynek nieruchomości biurowych. Adam rozpoczął tu pracę zaledwie przed rokiem, jako inżynier zajmujący się projektowa‑niem zabezpieczeń przeciwpożarowych. Dzięki drobiazgowemu podejściu do wykonywanych zadań miesiąc temu awansował na krajowego menedżera odpowiedzialnego za zabezpieczenia budynków. W skandynawskiej firmie chlubiącej się najwyższymi standardami bezpieczeństwa to stanowisko było jednym z kluczowych w hierarchii. Wchodząc do budynku, od razu wyjął komórkę i zaczął przeglądać zawartość skrzynki odbiorczej. „Spotkanie z architektami, reklama, znowu spotkanie, zaproszenie do kontaktu, potwierdzenie biletu do Oslo, reklama…” – skupiony na przedzieraniu się przez gąszcz wiadomości minął recepcję bez słowa.

„Nie przywitałem się z sekretarkami. Pewnie pomyślą, że po tym awansie na menedżera zacząłem się wywyższać” – skarcił się w myślach.

Siadając przy biurku, skrzywił się – znowu odezwało się kolano. Włączył komputer i wyszedł do kuchni po kawę. Jak zwykle o tej porze w środku było dość tłoczno. Minimalistycznie urządzone przeszklone pomieszczenie skłoniło wielu pracowników do rezygnacji z posiłków w domu. Wystrój wnętrza przygotował zespół firmowych architektów, dzięki czemu kuchnia Dovregubben stanowiła nie tylko udogodnienie dla zespołu, ale też gościła w kilku magazynach wnętrzarskich jako przykład idealnego połączenia dobrego gustu i funkcjonalności. Najwięcej osób siadało zwykle przy potężnym drewnianym blacie wykonanym z burty statku, który przez niemal sto lat spoczywał na dnie Bałtyku. Wśród siedzącego tam tłumu Adam wypatrzył Kamila Polczyka, jednego z inżynierów zespołu ds. zabezpieczeń przeciwpożarowych.

– Cześć Kamil, jak idzie wam praca nad projektem systemu przeciwpożarowego? – zaczął bez zbędnych wstępów.

– Nieźle, powinniśmy domknąć go do końca przyszłego tygodnia – rzucił Kamil, zanurzając łyżeczkę w kubku jogurtu.

– Mówiłem ci już, że musimy przyspieszyć. W poniedziałek wylatuję z Edvardem do Oslo i mam zabrać nasze rozwiązanie do centrali. Przecież zaplanowaliśmy już wszystkie elementy, zostało tylko wykona‑nie projektu i przygotowanie wizualizacji. W czym problem?

– Dobrze, postaramy się przyspieszyć – obiecał Kamil i wyraźnie zmieszany spojrzał na kubek jogurtu.

Wychodząc z kuchni, Adam poczuł ulgę, że rozmowę z inżynierami miał już za sobą. Zdobycie się na zdecydowany ton w rozmowie z Kamilem wiele go kosztowało. Najbardziej obawiał się, że popędzaniem dawnych kolegów zapracuje sobie na opinię aroganta. Tym razem jednak nie miał wyjścia, bo poniedziałkowy lot do Oslo stanowił absolutny priorytet. Adam leciał do centrali firmy wraz z Edvardem Gyntem, prezesem polskiego oddziału Dovregubben, który był znany z skandynawskiego perfekcjonizmu. Choć dbał o utrzymanie dobrych relacji z pracownikami niezależnie od zajmowanego przez nich stanowiska, przykładał ogromną wagę do detali każdego przedsięwzięcia. Adam wiedział więc, że nie było miejsca na wpadkę, a projekt systemu przeciwpożarowego w powstającym właśnie biurowcu Ibsen Business Tower miał potwierdzić markę Dovregubben jako przedsiębiorstwa innowacyjnego i solidnego. Edvard osobiście uznał, że warto pochwalić się nowymi rozwiązaniami w centrali firmy, która być może zdecydowałaby się wprowadzić je w swoich kolejnych inwestycjach.

W poniedziałek dźwięk Take 5 rozległ się już o godzinie trzeciej nad ranem, w samą porę, by zdążyć na samolot do Oslo odlatujący trzy godziny później. Adam umiejętnie ominął leżące na podłodze zabawki, które jego córka dostała dzień wcześniej na urodziny.

„Może to dobrze, że wylatujemy tak wcześnie. Jestem tak niewyspany, że nie mam siły denerwować się tą delegacją” – Adam skrzywił się na widok swojego odbicia w lustrze. Zrezygnował z wiązania krawata, zajmie się tym po wylądowaniu w Norwegii. Wyszukał w szafie nieco cieplejszy płaszcz i wyszedł z domu w kierunku czekającej na podjeździe taksówki. Pod terminal podjechał równocześnie z Edvardem.

– Cześć Adam, cóż za synchronizacja! – uśmiechnął się Edvard, wyciągając do niego rękę. – Cieszę się, że żaden z nas nie zaspał. Byłeś już kiedyś w Oslo?

– Cześć, jeszcze nie, ale kilkoro moich znajomych było i wszyscy byli pod dużym wrażeniem.

– Mam nadzieję, że ci się spodoba. Ostatnio przylatuję tam na krótko. Nie mam nawet czasu odwiedzić dzielnicy, w której się wychowałem. Praktycznie cały czas siedzę w siedzibie naszej centrali. To naprawdę piękny i bardzo nowoczesny budynek ze świetnym dojazdem z lotniska, ale niestety, w pewnej odległości od centrum miasta. Mam nadzieję, że zabrałeś projekt systemu przeciwpożarowego?

Mimo wczesnej pory Edvard wydawał się jak zwykle rozmowny i wypoczęty. Przechodząc z nim do kontroli bezpieczeństwa, Adam zwrócił uwagę, że jego szef praktycznie nigdy nie popełniał błędów w języku polskim. Niecałą godzinę przed startem samolotu zaopatrzyli się w kawę w papierowym kubku i usiedli w hali odlotów.

– Wiesz, że zależy mi na projekcie, nad którym tyle pracowaliście. Cieszę się, że tobie i reszcie chłopaków udało się go ukończyć w terminie, choć pamiętam, że w piątek musieliście zostać trochę po godzinach. Niezależnie od tego, czy centrala zdecyduje się zastosować rozwiązania w innych budynkach, wykonaliście naprawdę solidną pracę – pochwalił Edvard.

– Dzięki. Tak czy inaczej cieszę się, że zostanie wykorzystany w Ibsen Business Tower. To będzie jeden z najlepszych i zarazem najładniejszych biurowców w Warszawie – uśmiechnął się Adam.

– To prawda, ale ambicje naszej firmy sięgają dalej – Edvard rozejrzał się wokół, ale byli sami przy bramce. – To jeden z powodów, dla których zaproponowałem ci ten wyjazd. Niech to na razie zostanie między nami, ale Oslo jest bardzo zadowolone z sukcesu, jaki odnieśliśmy. Dlatego w niedalekiej przyszłości nasi szefowie planują wejść z Polski na rynek czeski i słowacki. Zastanawiałem się, czy nie chciałbyś zostać dyrektorem ds. ekspan‑sji. To drugi powód twojej delegacji do Norwegii. Chcę, żebyś poznał w centrali ludzi, którzy widzą duży potencjał w dalszej ekspansji na Europę Środkową i Wschodnią.

– Ja? – Adam poczuł suchość w ustach. – Ale przecież z wykształcenia jestem inżynierem i nie mam żadnego doświadczenia we wprowadzaniu firm na nowe rynki. To na pewno byłaby świetna praca, ale nigdy czegoś podobnego nie robiłem i nie wiem, czy sprostałbym podobnemu wyzwaniu.

– Spójrz na to z innej strony. Dovregubben zawsze podkreślał, że jest nowoczesną i zwinną organizacją. Umiejętność szybkiej adaptacji do zmian pozwoliła nam odnieść sukces na polskim rynku – przypomniał z uśmiechem Edvard. – Potrafisz myśleć niestandardowo, a koledzy i podwładni cię lubią. Chociaż nic nie jest jeszcze przesądzone, to stanowisko byłoby wyjątkową szansą na imponującą karierę w naszej firmie.

– Na pewno, ale to również ogromna odpowiedzialność – zawahał się Adam. – Zakładam, że firma nie chce powierzyć takiego zadania komuś, kto nie miał nic wspólnego z podobnymi przedsięwzięciami.

– Nowy dyrektor przejdzie cały szereg szkoleń i w Polsce, i w Norwegii. Otrzyma też przyzwoity budżet oraz możliwość stworzenia swojego zespołu. Podobnie jak inni dyrektorzy będzie podlegał bezpośrednio mnie i zawsze będzie mógł liczyć na moją pomoc, choć oczywiście będzie musiał podejmować wiele decyzji w pojedynkę. Na pewno nie będziesz jedynym kandydatem, ale uważam, że mógłbyś się odnaleźć na tym stanowisku. Powinieneś jednak popracować na jednym elementem swojej pracy.

– Jakim?

– Ten projekt, który wieziesz do Oslo, wykonaliście w ostatniej chwili, choć obaj doskonale wiemy, że dałoby się go skończyć znacznie wcześniej. Prawie codziennie widywałem ostatnio chłopaków od systemów zabezpieczeń i nie mogę powiedzieć, żeby się przemęczali. Udało ci się doprowadzić projekt do końca ze względu na dobre relacje z dawnymi kolegami, a dziś podwładnymi. Wierz mi, że przy wprowadzaniu firmy na nowy rynek nie będzie tak przyjemnie.

– Z jednej strony chciałbym podjąć się tego wyzwania, ale z drugiej rzeczywiście wolę załatwiać wiele spraw po dobroci. Nie czuję się najlepiej, kiedy muszę komuś coś nakazać. Wolę poprosić, ale potem muszę popędzać zespół, co też nie jest komfortowe – zgodził się Adam.

– Otóż to. Czasem trzeba, jak wy to mówicie… uderzyć się ręką w stół?

– Uderzyć pięścią w stół – poprawił odruchowo Adam.

– No właśnie, dzięki. Chodzi mi o to, że nie zawsze wszystko można załatwić po dobroci i czasem trzeba wykorzystać autorytet szefa. Przemyśl moją propozycję i porozma‑wiaj o niej z rodziną. Ale pamiętaj, że ta rola będzie wymagała dużej samodzielności i podczas rekrutacji będziesz oceniany właśnie pod kątem tego, czy potrafisz stać się skutecznym liderem dla dużego zespołu.

Adam pociągnął łyk już nieco przestygłej kawy. Wiedział, że propozycja Edvarda może się nie powtórzyć. Tak naprawdę podjął decyzję.

„To życiowa szansa, nie mogę jej zmarnować. Tylko w jaki sposób wykrzesać z siebie więcej zdecydo‑wania? Muszę się tego nauczyć szybko, bo inaczej nie zdążę zaprezentować umiejętności przywódczych. Tylko czy ja w ogóle mam umiejętności przywódcze?” – myśli Adama zaczęły pędzić jak zawsze, kiedy się czymś zdenerwował.

– Chodź, otworzyli naszą bramkę – Edvard klepnął go lekko w ramię.

Adam Matywiecki wysunął rączkę walizki i podążył za szefem na pokład samolotu.

Ten tekst posiada komentarze ekspertów: »

Arkadiusz Rudzki: nie z każdego fachowca można zrobić skutecznego menedżera 

Arkadiusz Rudzki PL

Aby uniknąć niepowodzenia, należy jasno określić obszary, w jakich menedżer będzie potrzebował pomocy.

Daniel Bienias: bycie liderem nie polega na ukończeniu kilku programów treningowych 

Daniel Bienias PL

To raczej zestaw cech, które albo się już ma, albo zdobywa w trakcie kariery.

Jarosław Wajer: wraz z szczeblami hierarchii wzrasta odpowiedzialność 

Jarosław Wajer PL

Jest to klasyczne wyzwanie, z jakim mierzą się przywódcy.

Pobierz artykuł pdf niezabezpieczony

Pobierz artykuł pdf zabezpieczony

O autorach
Tematy

Może Cię zainteresować

Jak nieefektywne spotkania niszczą wartość przedsiębiorstw

Czy wiesz, że ponad połowa czasu, jaki Twoi pracownicy spędzają na spotkaniach, to czysta strata czasu i pieniędzy? Najnowsze globalne badanie Jabra obnaża zjawisko „długu spotkaniowego”, który w dużych organizacjach generuje straty rzędu 130 milionów dolarów rocznie. Dowiedz się, dlaczego sztuczna inteligencja nie uratuje uszkodzonego systemu i dlaczego spotkania nie są uniwersalnym, bezrefleksyjnym narzędziem do wszystkiego.

Podatek od empatii, który płacą liderki

Współczesny biznes wymaga od liderów empatii i wsparcia w obliczu lęku przed AI czy restrukturyzacją. Badania pokazują jednak, że ten niewidzialny ciężar emocjonalny – tzw. podatek od empatii – obciąża głównie kobiety. Poznaj mechanizmy „pełzającej opieki” i dowiedz się, jak organizacje mogą sprawiedliwie redystrybuować kulturę troski.

Jak Nespresso integruje zrównoważony rozwój z modelem biznesowym

Czy zrównoważony rozwój wymaga odrębnego uzasadnienia finansowego? Dla Nespresso odpowiedź jest prosta: ekologia to nie kosztowny dodatek, lecz fundament strategii. Dowiedz się, jak globalny lider redefiniuje relacje z rolnikami, wdraża bioróżnorodność i bierze pełną odpowiedzialność za cykl życia swoich produktów, by zabezpieczyć biznes na nadchodzące dekady zmian klimatycznych.

AI w biznesie Pułapka taniego AI. Dlaczego firma bez ludzi to biznesowy błąd?

Większość projektów AI nigdy nie trafia do produkcji. Dlaczego firmy utknęły w fazie eksperymentów i jak mogą zamienić sztuczną inteligencję w źródło realnych oszczędności oraz przewagi konkurencyjnej? O tym opowiada Udo Sglavo.

Kiedy pracownicy toną w nadmiarze zmian

Liderzy zazwyczaj skupiają się na operacyjnej mechanice zarządzania zmianą, zapominając o kluczowym fundamencie – ludziach, którzy bezpośrednio jej doświadczają. Kiedy organizacja narzuca zbyt szybkie i chaotyczne tempo innowacji, pracownicy tracą zaangażowanie, a procesy wdrażania kończą się porażką. Dowiedz się, jak skutecznie przeprowadzić firmę przez transformację, chroniąc strategiczne zasoby i wydolność swojego zespołu.

Dlaczego zarządy nie widzą we mnie wizjonera?

Zastanawiasz się, dlaczego mimo wieloletniego doświadczenia i głębokiego zrozumienia biznesu, awans na najwyższe stanowiska wciąż omija Cię szerokim łukiem? Często problemem nie jest rzeczywisty brak strategicznego myślenia, lecz nieumiejętność jego odpowiedniego komunikowania. Dowiedz się, jak przestać koncentrować się wyłącznie na operacyjnych konkretach i zacząć skutecznie sygnalizować swoje wizjonerskie podejście.

Sztuczna inteligencja i pułapka zależności poznawczej

Czy sztuczna inteligencja zagraża naszej zdolności do samodzielnego myślenia? Andrew Palmer, redaktor „The Economist”, opowiada o wdrażaniu AI w rygorystycznym środowisku medialnym, pułapce „zależności poznawczej” i algorytmach, które wkrótce mogą przejąć procesy rekrutacyjne. Poznaj podejście do technologicznej rewolucji, w którym kluczem pozostaje krytyczny nadzór człowieka i zarządzanie oparte na faktach.

Multimedia
Depresja u ludzi sukcesu. Jak ją diagnozować i mądrze leczyć?

Czy depresja to tylko smutek i brak silnej woli? W najnowszym odcinku podcastu Klaudii Knapik Zdrowie Lidera prof. Piotr Gałecki obala największe mity na temat tej choroby. Dowiedz się, jak rozpoznać wysokofunkcjonującą depresję u liderów, dlaczego ciało reaguje fizycznym bólem na przewlekły stres i jak nowoczesna medycyna pomaga odzyskać biologiczną równowagę.

Dlaczego firmy nie muszą ciąć etatów z powodu sztucznej inteligencji

Czy masowe zwolnienia w erze sztucznej inteligencji to biznesowa konieczność, czy może fatalny w skutkach błąd? Andrew Winston przekonuje, że organizacje opierające się presji zastępowania młodych talentów algorytmami nie tylko skutecznie zabezpieczą swoją przyszłość i lejek kadrowy, ale też zyskają potężną przewagę strategiczną nad bardziej krótkowzroczną konkurencją.

Multimedia
Kto ukradł narrację o AI? Ograniczenia LLM-ów, o których milczą giganci

W debacie o sztucznej inteligencji ton nadają dziś wielkie korporacje, nierzadko uciekając się do marketingowej propagandy. Zamiast ulegać wizjom bezwarunkowego dobrobytu, liderzy biznesu powinni spojrzeć na algorytmy z chłodnym dystansem. O tym, jak odzyskać strategiczną wyobraźnię i gdzie leżą prawdziwe limity AI, opowiada analityk foresightu strategicznego Bartosz Frąckowiak.

Materiał dostępny tylko dla subskrybentów

Jeszcze nie masz subskrypcji? Dołącz do grona subskrybentów i korzystaj bez ograniczeń!

Subskrybuj

Otrzymuj najważniejsze artykuły biznesowe — zapisz się do newslettera!