Streszczenie: Osoby urodzone na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, nazywane pokoleniem Y, wchodzą na rynek pracy. To grupa często lepiej wykształcona niż ich rodzice, nastawiona na sukces, ale nie za wszelką cenę. Potrafią zaangażować się, gdy widzą szybkie efekty i sens swojej pracy. Jednak bez ekscytujących i stymulujących działań szybko się nudzą i demotywują. Zależy im na realizacji ciekawych projektów za atrakcyjne wynagrodzenie, w gronie międzynarodowych specjalistów i w przyjaznym środowisku. Oczekują od pracodawców, że praca pozwoli zachować im równowagę między życiem zawodowym i prywatnym.
Od ponad tygodnia Wioletta Kozłowska, dyrektor marketingu w firmie telekomunikacyjnej PSGroup, miała wrażenie, że nie potrafi zapanować nad piętrzącymi się zadaniami, jak również nad ludźmi ze swojego zespołu. Po raz pierwszy w swojej wieloletniej karierze znalazła się w takiej sytuacji. Jej dział miał przygotować projekt nowej kampanii marketingowo‑promocyjnej usług internetowych w sieciach komórkowych. Jednak prace posuwały się bardzo ospale. Ciągle brakowało ważnych danych, a do spotkania z zarządem, na którym miała prezentować pomysł projektu, pozostało już kilka dni. Dziś rano powinna dostać pełną analizę rynku dostępnych usług internetowych oferowanych przez konkurencję. Zamiast oczekiwanych danych w skrzynce mailowej znalazła informację od Adama Wójcika, najmłodszego wśród pracowników jej zespołu, że potrzebuje jeszcze czasu, aby zebrać wszystkie dostępne informacje. „Ale na pogaduszki na Facebooku, oglądanie filmów na YouTube czy grę w Angry Birds to zawsze ma czas” – pomyślała rozdrażniona, zamykając swoją pocztę. Chciałaby, aby młodzi pracownicy z równą pasją potrafili zajmować się powierzonymi im zadaniami. Jej samej nigdy nie trzeba było motywować do pracy.
Od ponad tygodnia Wioletta Kozłowska, dyrektor marketingu w firmie telekomunikacyjnej PSGroup, miała wrażenie, że nie potrafi zapanować nad piętrzącymi się zadaniami, jak również nad ludźmi ze swojego zespołu.
Dobrze pamiętała, kiedy po ukończeniu zarządzania na Uniwersytecie Jagiellońskim dostała pierwszą pracę w Państwowym Przedsiębiorstwie Poczta, Telegraf i Telefon tuż przed prywatyzacją. Cieszyła się z każdego nowego zadania. Z możliwości zdobywania nowych doświadczeń. Znalazła się wewnątrz zachodzących w organizacji zmian. Zaczynała jako asystentka w dziale marketingu i sprzedaży. Stopniowo – po przekształceniach przedsiębiorstwa w spółkę akcyjną – przeszła przez wiele stanowisk. Kiedy na rynku pojawili się pierwsi operatorzy telefonii komórkowej – wiedziała, że to miejsce dla niej. Tak trafiła do PSGroup. Na początku powierzono jej funkcję kierownika zespołu ds. marketingu, w którym pracowało 7 osób. A dwa lata później awansowała na stanowisko dyrektora marketingu całej grupy, zarządzając trzykrotnie większym zespołem. Od tego czasu minęło już 10 lat.
Teraz, po latach pracy i wielu osobistych wyrzeczeniach związanych z rodziną i odchowaniem dwójki małych dzieci, chciała czegoś więcej. Liczyła, że szefowie firmy, do której sukcesu się aktywnie przyczyniła, docenią wreszcie jej zaangażowanie i zaproponują stanowisko w zarządzie jednej ze spółek należących do grupy telekomunikacyjnej. Organizowane przez jej zespół kampanie reklamowe i akcje marketingowe z sukcesem wzmocniły działania biznesowe firmy. Kozłowska umiejętnie potrafiła wykorzystać zbudowane przez lata kontakty wewnątrz organizacji, ale także poza nią. Miała przy tym wyczucie rynku i szybko starała się wychwytywać pojawiające się na nim trendy. Jednak z rezerwą podchodziła do niektórych pomysłów, uważając je za przelotną modę.
Teraz jednak musiała dopracować prezentację na spotkanie z Janem Burskim, prezesem PSGroup, i pozostałymi członkami zarządu. „Czy ja wszystko muszę robić sama?” – pomyślała niezadowolona. Miała do siebie pretensję, że wcześniej była zbyt zajęta i nie spytała Adama, jak mu idzie wykonanie zadania. Teraz też nie miała czasu, by z nim porozmawiać. Spieszyła się na wywiadówkę do szkoły. Zamknęła komputer i wyszła z biura.
Zderzenie z rzeczywistością
Adam Wójcik odprowadził wzrokiem wychodzącą z biura szefową. Od kilku dni zbierał dla niej różne informacje i dane. Miał sprawdzić i porównać, jakie oferty w obszarze usług internetowych ma ich konkurencja. Nie lubił takich analitycznych zadań. Wolał działanie. Teraz jednak był uziemiony. Spojrzał na zegarek. Było już po siedemnastej, a on nie wiedział, czy uda mu się skończyć pracę przed godziną 22. W dodatku miał dziś wieczorem imprezę, 25. urodziny kolegi, i już dawno zapowiedział mu, że będzie to noc pełna wrażeń.
Wszedł na Facebooka i napisał: „Nie wiem, czy wyrwę się z roboty przed północą, ale możecie na mnie liczyć”. Postanowił się sprężyć i skupić na porządkowaniu zgromadzonych informacji. Miał świadomość, że jutro rano szefowa na pewno o nie spyta. Nie chciał jak uczniak szukać wytłumaczenia, aby usprawiedliwić niewykonanie zadania.
Wójcik nie tak wyobrażał sobie pierwszą pracę. Pamięta, jak ucieszył się, kiedy dostał odpowiedź na swoje CV i zaproszenie na rozmowę do PSGroup. Była to największa firma telekomunikacyjna na rynku, z największą liczbą klientów i z największym budżetem na działania reklamowo‑marketingowe. Adam właśnie skończył SGH ze specjalizacją marketing i miał za sobą prawie dwuletnią praktykę w dużej agencji reklamowej. Poza tym pasjonował się nowymi technologiami. Wśród kolegów uchodził za znawcę najnowszych wersji telefonów komórkowych, laptopów i różnego rodzaju aplikacji. Możliwość pracy w PSGroup to spełnienie jego marzeń. Firma trzy lata z rzędu uznawana była za lidera we wprowadzaniu na rynek innowacyjnych rozwiązań. Jej akcje marketingowe były spektakularne, a w spotach reklamujących jej usługi i produkty występowało wielu znanych aktorów i celebrytów. Adam był pełen entuzjazmu. To był świat, w którym widział miejsce dla siebie.
Tymczasem rzeczywistość daleka była od tych marzeń. Adam spodziewał się, że tak duży pracodawca zapewni mu ekscytujące doświadczenia i możliwości – udział w ciekawych projektach i akcjach reklamowo‑promocyjnych, uczestniczenie w kręceniu spotów reklamowych i w spotkaniach z celebrytami, promujących podczas bankietów nowe produkty i usługi. Jednak po 6 miesiącach pracy, polegającej głównie na wykonywaniu przyziemnych zadań, które miały dostarczyć szefowej danych niezbędnych do realizacji większych projektów, Adam czuł, że popada w zniechęcenie.
W dodatku szefowa ignorowała jego pomysły. Trzy tygodnie wcześniej, na wewnętrznym zebraniu działu marketingu Kozłowska przedstawiała własną wizję kampanii nowej usługi – opartej przede wszystkim na reklamie telewizyjnej oraz prasowej. Adam zażartował wówczas, że to archaiczny pomysł rodem z lat 90. Że teraz warto wykorzystać nowe kanały komunikacji z klientem w sieci. Oczywiście Wioletta przerwała mu w pół słowa, mówiąc, że lepiej zna klientów PSGroup i wie, jaki przekaz jest najbardziej skuteczny.
Poza tym dział nie ma czasu ani ludzi do tych zadań. Adam miał wrażenie, że łatwiej do swojego pomysłu mógłby przekonać własną babcię, która w ogóle nie znała się na internecie, niż 43‑lenią szefową. To podcięło mu skrzydła na dobre.
Tuż po godzinie 22 Wójcik zamknął laptopa i wyszedł z biura. Impreza urodzinowa w klubie dopiero się rozkręcała.
Rosnący mur nierozumienia
Wioletta Kozłowska, wracając z wywiadówki, zastanawiała się nad swoimi relacjami z młodszymi pracownikami w swoim zespole. Kilka miesięcy wcześniej wraz z innymi menedżerami PSGroup uczestniczyła w szkoleniu zorganizowanym przez Dział Zarządzania Zasobami Ludzkimi, które ukierunkowane było na integrowanie nowych ludzi w firmie. „Poświęćcie im trochę czasu i uwagi” – zalecał coach. Kozłowska wiedziała, co miał na myśli, ale w praktyce niewiele zmieniło się w jej relacjach z młodszymi członkami zespołu. Miała wrażenie, że istnieje między nimi jakiś mur, którego nie sposób sforsować. Nie była zadowolona z jakości ich pracy. Starała się jednak doceniać ich zaangażowanie. Coraz częściej miała wrażenie, że Adam, podobnie jak inni młodzi ludzie zatrudnieni w ostatnim czasie przez firmę, bardziej interesował się zbieraniem pochwał niż szukaniem sposobu, jak na nie zapracować. Bo czym innym można było wytłumaczyć jego występ na spotkaniu sprzed kilku tygodni, kiedy za wszelką cenę próbował zwrócić na siebie uwagę. Wioletta pamięta, że jego pomysły nie były złe, ale na pewno nie były podparte rzetelną informacją czy badaniami z rynku. Wójcik nie kwapił się, żeby na sprawę popatrzeć z szerszej perspektywy. Wziąć pod uwagę takie kwestie, jak pieniądze, możliwości i zasoby ludzi. Kozłowska przypomniała sobie swojego pierwszego kierownika. „Gdybym to ja zrobiła coś takiego jako asystent, w ułamku sekundy byłabym na ulicy” – pomyślała. Na początku kariery nikt nie wprowadzał jej w tajniki pracy. Sama musiała odnaleźć się w firmie. Jednak obecnie, zgodnie z wytycznymi działu HR, obiecała sobie, że po spotkaniu z zarządem musi szczerze porozmawiać z Adamem. Teraz jednak musiała skończyć pracę nad projektem.
O godzinie 22 Kozłowska dostała wiadomość mailową od Wójcika. Otworzyła plik z danymi i pobieżnie sprawdziła jego zawartość. Niestety, znów miała wrażenia, że materiał został przygotowany „na odwal”. Nie miała czasu, żeby odsyłać Wójcikowi analizę do poprawki razem ze swoimi uwagami. Odpowiedziała tylko: „ Dziękuję za materiał i Twoje zaangażowanie”. Zanim wysłała wiadomość, zastanawiała się, kogo tak naprawdę chciała oszukać. Siebie czy jego. Nie była przecież zadowolona z pracy Wójcika. W dodatku teraz sama będzie musiała ją poprawić. Zrobiła sobie kolejną mocną kawę i zasiadła do komputera.
Szukanie własnych dróg
Rano dzwonek budzika w iPhone’ie był wyjątkowo dokuczliwy. Wójcik był niewyspany. „Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do rannego wstawania” – pomyślał. Jego szefowa wymagała, aby był w biurze o 8.15 rano. Ostatnio spóźnił się kilka razy, a potem musiał się tłumaczyć. Dziś – mimo zmęczenia – postanowił być na czas.
Była już 8.16, kiedy Adam Wójcik wpadł przez obrotowe drzwi do holu biura. Szybko minął bramki i ostatnim rzutem wcisnął stopę w zamykające się drzwi windy.
– Udało się – powiedział głośno, wskakując do środka. W windzie była tylko jedna osoba: Jan Burski, prezes PSGroup, który jechał na 11. piętro.
– Widzę, że cieszą pana małe sukcesy – powiedział do niego prezes, podtrzymując drzwi windy, aby mógł wejść.
Adam tylko przez chwilę był speszony.
– Dziękuję, rzeczywiście lubię małe zwycięstwa – zaczął Adam. Celowo nie wcisnął guzika na trzecie piętro, na którym pracował, aby zyskać trochę czasu na rozmowę z prezesem.
Burski przyjrzał mu się wnikliwie i spojrzał na zegarek.
– Pan chyba od niedawna u nas pracuje? Czy jest pan zadowolony?
Adam jakby na to czekał. Przedstawił się i opowiedział o tym, jakie były jego marzenia związane z pracą, kiedy składał aplikację do działu HR w PSGroup. Swobodne trajkotanie Adama przypominało Burskiemu rozmowy z młodszym synem, który w podobny sposób opowiadał mu o gadżetach, polityce i popkulturze.
Kiedy wjechali na 11. piętro, prezes spojrzał na Adama i chciał się pożegnać:
– Cieszę się, że jesteś zadowolony z pracy – podsumował rozmowę.
– Nie bardzo… – odparł Adam.
– No to masz trzy minuty, aby opowiedzieć mi, o co chodzi – powiedział prezes i obaj wyszli z windy.
Adam zaczął od końca. Wspomniał, że choć firma działa w bardzo wielu segmentach, a produkty i usługi docierają do różnych grup wiekowych, to nikogo specjalnie nie interesuje, co mają do powiedzenia młodzi pracownicy. Zwrócił przy tym uwagę prezesa na nowe kanały komunikacji, które szczególnie wśród młodych użytkowników telefonów odgrywają coraz większą rolę.
Wspomniał, że w ramach zadań w dziale marketingu chętnie by się zajął tym obszarem, który traktowany jest w firmie po macoszemu. Zanim skończył, Burski zatrzymał się i uśmiechnął.
– Podoba mi się twój otwarty sposób myślenia. Na początku tygodnia mamy zebranie zarządu w sprawie nowej kampanii, przygotuj mi wcześniej informację na temat alternatywnych kanałów komunikacji z klientami – powiedział prezes, wchodząc do swojego gabinetu.
– Oczywiście, tak zrobię – rzucił za nim Adam i kierując się ku schodom, wyciągnął telefon z tylnej kieszeni spodni, wpisując wiadomość do Olgi Kaszuby i Mariusza Kolskiego: „Potrzebuję zaraz waszej pomocy. Spotkanie jak najszybciej tam gdzie zwykle”.
Kiedy Adam dotarł do kawiarni, Olga Kaszuba z działu sprzedaży czekała już przy stoliku, a w kolejce po kawę stał Mariusz Kolski z działu IT. Wszyscy troje rozpoczęli pracę w PSGroup mniej więcej pół roku temu. Byli najmłodszymi członkami swoich zespołów i wiele czasu spędzali razem na wymianie uwag na temat swojej pracy, zadań, które wykonują, i ogarniającego ich powoli znudzenia firmą. Rozmawiając o podobnych problemach, wspierali się i dodawali sobie otuchy. Ich znajomość, a potem przyjaźń przeniosły się także na grunt prywatny. Teraz jednak z entuzjazmem zagłębili się w planowanie prezentacji dla prezesa Burskiego.
W tym samym czasie Kozłowska z coraz większą złością patrzyła na puste miejsce przy komputerze Wójcika. „Ta sytuacja musi się zmienić.
Tak nie można pracować” – mówiła do siebie, kiedy zadzwonił telefon na biurku.
– Wioletta, chciałem ci pogratulować sposobu pracy z młodymi ludźmi – usłyszała po drugiej stronie słuchawki. – Z niecierpliwością czekam na analizę Adama na temat nowych kanałów komunikacji, jakie mogą być wykorzystane w nowej kampanii marketingowej – powiedział prezes. I nie czekając na odpowiedź Wioletty, dodał na koniec: – Do zobaczenia na zebraniu. Podoba mi się jego podejście do pracy.
Kozłowska nie mogła wydobyć z siebie głosu. Jej zaskoczenie nie miało granic. „Skąd u licha Burski wie, kim jest Adam. Przecież przez lata nie byłam nawet pewna, że wie, kim ja jestem” – pomyślała. Jej zdziwienie słabło pod wpływem coraz silniejszego pragnienia, aby jak najszybciej porozmawiać ze swoim pracownikiem.


