Streszczenie: Profesor Claudia Goldin, noblistka w dziedzinie ekonomii, dowodzi w swoich badaniach, że dyskryminacja płciowa to nie kwestia indywidualnych wyborów kobiet, lecz systemowych mechanizmów – struktury pracy, oczekiwań społecznych, nieelastyczności rynków pracy. W artykule autorka analizuje źródła nierówności: ciche rewolucje XX wieku, mikronierówności (np. krytyka kobiet za „apodyktyczność”, przypisywanie pomysłów innym), brak głosu kobiet w mediach i przestrzeni biznesowej, a także nierówny podział obowiązków domowych (kobiety wykonują 75% nieodpłatnej pracy domowej). Pomimo że kobiety często przewyższają mężczyzn poziomem wykształcenia, procent ich reprezentacji w zarządach, mediach czy w rolach eksperckich pozostaje niski. Artykuł wzywa do nagłaśniania problemów, odwagi w zabieraniu głosu oraz konsekwentnego wdrażania równych szans w organizacjach – bo obecność kobiet w kluczowych rolach to nie przywilej, lecz konieczność rozwojowa.
Na drodze ku szczytom organizacji kobiety nadal potykają się o wiele przeszkód. Chodzi nie tylko o przewagę mężczyzn, lecz także o liczne zjawiska społeczne, wydarzenia historyczne, żywe stereotypy oraz utrwalany od pokoleń ciężar oczekiwań. Jedynie wielowymiarowe spojrzenie na kobiecą przedsiębiorczość pozwoli lepiej dopasować działania przekładające się na realne rezultaty. Na co warto zwrócić raz jeszcze uwagę?
TYTUŁ TEGOROCZNEGO RAPORTU dotyczącego kobiet w biznesie nawiązuje do wypowiedzi profesorki Claudi Goldin, która otrzymała Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii za swoje badania dotyczące równości płci w miejscu pracy. Historyczka ekonomii z Harvardu jest trzecią kobietą w historii, która sięgnęła po to wyróżnienie, i pierwszą, która została uhonorowana Noblem indywidualnie, a nie w zespole. Jej badania wykazały, że dyskryminowanie kobiet na płaszczyźnie zawodowej szkodzi przedsiębiorstwom i społeczeństwu. Tegoroczna noblistka odkurzyła nieco zapomnianą ekonomię feministyczną, czyli dziedzinę analizującą wzrost udziału kobiet w różnych sektorach gospodarki oraz dokonujące się zmiany strukturalne na rynku pracy, zwracając uwagę na nadal występujące nierówności między płciami.
Claudia Goldin poświęciła karierę naukową szeroko zakrojonym badaniom na temat poziomu zatrudniania kobiet, różnic w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn, a przede wszystkim ewolucyjnych zmian związanych z aktywnością zawodową kobiet i ich udziałem w rynku pracy na przestrzeni ostatnich dwóch stuleci.
Gdy zapytano ją o przyczyny jej zainteresowań badawczych, stwierdziła, że badanie aktywności zawodowej mężczyzn byłoby nudne, a zgłębienie tego, jak przez wieki zmieniała się sytuacja kobiet, tradycyjnie postrzeganych jako strażniczki miru domowego, wywoływało w niej ekscytację i budziło wewnętrznego detektywa, który chce znaleźć odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Jak podsumowywała profesorka, ekonomiści badają zmienność zachowań. „Kobiety dostarczyły tego pod dostatkiem. Mężczyźni, ogólnie rzecz biorąc, nie byli tak interesujący, ponieważ ich udział w rynku pracy był przewidywalny, a czas poświęcany na aktywność zawodową różnił się znacznie mniej” – wyjaśniała na łamach jednej ze swoich prac.
W poszukiwaniu źródeł nierówności
Goldin pomogła nam lepiej zrozumieć sytuację kobiet na rynku pracy, odkrywając kluczowe czynniki wpływające na różnice między płciami w świecie zawodowym. Przez kilkadziesiąt lat żmudnej pracy badawczej skrupulatnie dokumentowała podróż amerykańskich kobiet od, jak to określiła, wykonywania pracy do robienia kariery, czyli aktywności zawodowej służącej nie tylko zarabianiu pieniędzy, lecz również budowaniu własnej tożsamości i zyskiwaniu satysfakcji.
Opisała zmieniające się role kobiet w ostatnim półwieczu jako „jeden z największych postępów w społeczeństwie i gospodarce”. Pokazała, w jaki sposób wyprzedziły one mężczyzn pod względem edukacji, weszły na rynek pracy i nadały swojej pracy wyższe znaczenie. Jej badania wykazały m.in., że zatrudnienie wśród zamężnych kobiet spadło w XIX wieku w miarę odchodzenia gospodarki od rolnictwa w stronę przemysłu. Sytuacja zmieniła się natomiast w XX wieku, kiedy to udział kobiet aktywnych zawodowo wzrósł ze względu na rozwój sektora usług.
Jednak jej badania pokazują, że kobiety wciąż pozostają w tyle za mężczyznami na różnych płaszczyznach – przede wszystkim pod względem wynagrodzenia, udziału w sile roboczej i odsetka osób, które piastują kluczowe stanowiska w organizacjach. Jej ostatnie badania wykazały, że nie jest to wina kobiet. Sytuacja wynika raczej ze sposobu, w jaki zorganizowana jest praca. Amerykańscy pracodawcy nieproporcjonalnie nagradzają długie godziny pracy. Argumentowała, że najbardziej rażące różnice między płciami zmniejszyłyby się, gdyby pracownicy mieli większą kontrolę nad tym, gdzie i kiedy wykonują swoją pracę.
Cicha rewolucja
Goldin zwracała szczególną uwagę na rewolucyjny charakter lat siedemdziesiątych. To właśnie w tej dekadzie Amerykanki zaczęły decydować się później niż zazwyczaj na zawieranie związków małżeńskich, ale też zdobywać wyższe wykształcenie i zwiększać swoją obecność na rynku pracy. W tamtych czasach upowszechniały się pigułki antykoncepcyjne, co – jak podkreślała Goldin – uratowało niejedną kobietę przed szybkim zamążpójściem, bo pozwalało wyeliminować instytucję „małżeństwa z konieczności”. Dawało to kobietom więcej czasu na odkrywanie ich potrzeb i budowanie tożsamości poza tradycyjnie przypisywanymi rolami związanymi z dbaniem o mir domowy.
Pomimo modernizacji, wzrostu gospodarczego i rosnącego odsetka zatrudnionych kobiet w XX wieku przez długi czas różnica w zarobkach kobiet i mężczyzn prawie się nie zmniejszyła. Według Goldin, częścią wyjaśnienia jest to, że decyzje edukacyjne, które wpływają na możliwości kariery przez całe życie, są podejmowane w stosunkowo młodym wieku. Jeśli oczekiwania młodych kobiet są kształtowane przez doświadczenia pokoleń – na przykład ich matek, które nie wracały do pracy, dopóki dzieci nie dorosły – wówczas trudno mówić o błyskawicznym postępie.
Profesorka Goldin nie umknęła kwestia różnic płacowych między płciami i tego, w jaki sposób świat biznesu je niweluje. Jej spostrzeżenia nie napawają optymizmem, ponieważ proces niwelowania różnic w opłacaniu tej samej pracy kobiet i mężczyzn był na przestrzeni dziejów nierówny, a obecnie wyhamował. O ile w przeszłości większość różnic w zarobkach kobiet i mężczyzn można było wytłumaczyć różnicami w wykształceniu czy wyborami zawodowymi, to dzisiaj ta narracja nie ma już racji bytu.
Goldin zwraca uwagę, że szczególnie newralgicznym momentem w karierze kobiety jest urodzenie pierwszego dziecka. Jej zdaniem to właśnie podjęcie się tej nowej życiowej roli przez kobiety przyczynia się w większości do różnicy w zarobkach, która występuje obecnie między mężczyznami a kobietami wykonującymi ten sam zawód. W trakcie 15‑letniego badania, którym objęto absolwentów studiów MBA renomowanych uczelni amerykańskich, Goldin i jej współpracownicy odkryli, że różnice w wynagrodzeniach zaczęły się pogłębiać rok lub dwa po urodzeniu pierwszego dziecka przez kobietę.
Podsumowując, z badań Goldin i jej zespołów wynika, że za dużą i rosnącą różnicę w zarobkach kobiet i mężczyzn odpowiadają trzy czynniki: różnice w edukacji przed ukończeniem studiów MBA, różnice w przerwach w karierze i różnice w tygodniowym wymiarze godzin. Większa przerwa w karierze i krótszy czas pracy kobiet po MBA są w dużej mierze związane z macierzyństwem. Noblistka obaliła również konwencjonalną mądrość, że kobiety otrzymują niższe wynagrodzenie, ponieważ wybierają gorzej płatne zawody, pokazując, że różnica w wynagrodzeniach jest większa w obrębie zawodów, a największa w tych kojarzonych z wysokimi pensjami, jak medycyna czy prawo. Gdyby równie wydajni pracownicy otrzymywali takie samo wynagrodzenie za godzinę, różnice w wynagrodzeniach zniknęłyby. Tak proste, a tak trudne, prawda?
Mikronierówności
Nadal żyjemy w świecie, w którym powszechne są podwójne standardy, nie tylko gdy mówimy o różnicach w wynagradzaniu kobiet i mężczyzn za tę samą pracę, lecz także w wypadku interpretowania ich zachowań. Inaczej za podobne zachowania i wypowiedzi oceniamy mężczyzn, a inaczej kobiety. Z analizy 250 ocen pracowników przeprowadzonych w firmach technologicznych płyną wstrząsające wnioski. Kobiety są krytykowane przez pryzmat cech osobowości, zaś mężczyźni nie. W związku z tym to kobietom sugeruje się, by spuściły z tonu i dały sobie spokój. Nazywa się je apodyktycznymi, konfliktowymi, wyszczekanymi, agresywnymi, rozhisteryzowanymi, irracjonalnymi. Ze wszystkich tych określeń w stosunku do mężczyzn użyto tylko jednego, tylko dwukrotnie, ale za to w pozytywnym kontekście. Mężczyzn agresywnych zachęcano do rozwijania tej cechy.
Autorki książki You Should Smile More: How to Dismantle Gender Bias in the Workplace nazywają tego typu zjawiska mikronierównościami. Przedstawiają więcej przykładów, jak np. brak uznania za pomysł, gdy to zgłaszana pierwotnie na spotkaniu koncepcja autorstwa kobiety jest później przypisywana mężczyźnie, ponieważ głośniej o niej opowiada, albo gdy kobiety lądują pod ostrzałem pytań, gdy przedstawiają swoje pomysły, ponieważ nie miały okazji uczestniczyć w „spotkaniu przed spotkaniem”, w ramach którego doszło do omówienia i wstępnej weryfikacji pomysłów kolegów, co umożliwiło im lepsze przygotowanie.
Jedna z autorek wspomnianej książki, Katie Lacey, opowiada o tych wszystkich drobnych, na pozór błahych sytuacjach, które doskwierają nie tylko kobietom, lecz wszelkim niewystarczająco reprezentowanym mniejszościom, w ten sposób: „Mury nierówności płci powstają każdego dnia podczas drobnych, na pozór nieistotnych chwil, które często wydają się zbyt małe, by były ważne, zbyt przelotne, by je poruszyć. Tworzą jednak mur, z powodu którego kobiety rezygnują ze swoich ambicji, wybierają inną ścieżkę życiową, nie sięgają po więcej”.
Podczas śniadania kobiet organizowanego przez redakcję „MIT Sloan Management Review Polska” Joanna Erdman, prezeska zarządu Fundacji Polska Bezgotówkowa, również spostrzegła, że kobiety świadome licznych przeszkód i stereotypów w miejscu pracy czasami decydują się wręcz na wycofanie się z biznesu i rezygnację z rozwoju zawodowego, mimo że są ambitne i utalentowane. Tymczasem biznes mógłby na ich obecności wiele skorzystać.
Głos, którego nie słychać
„Dlaczego w tym panelu dyskusyjnym bierze udział tylko jedna kobieta i pięciu mężczyzn? Dlaczego organizatorzy nie zaprosili do dyskusji żadnej kobiety?”. To pytania, które mogłyby paść po niejednym panelu dyskusyjnym podczas renomowanych kongresów biznesowych, zwłaszcza tych dotyczących finansów, bankowości czy transformacji cyfrowej. Kobiety mimo niekwestionowanych kompetencji i lepszego wykształcenia niż mężczyźni (z danych Urzędu Statystycznego Unii Europejskiej wynika, że wyższe wykształcenie ma 34% kobiet i 29% mężczyzn mieszkających w Unii Europejskiej) są mniej obecne w przestrzeni publicznej. Rzadziej pyta się je o opinie, rzadziej zaprasza się je do studia, by podyskutować o ważnych biznesowo czy społecznie tematach, przez co rzadziej je słychać. To potężna luka do wypełnienia. Z badań Instytutu Monitoringu Mediów wynika, że na tym polu dochodzi wręcz do regresu. Kobiet w przestrzeni publicznej ubywa, wypowiada się ich coraz mniej w roli komentatorek wydarzeń oraz ekspertek z różnych dziedzin.
Podczas debaty redakcyjnej „Głos kobiet. Jak mówić o sprawach małych i dużych, by nas słyszano i słuchano” w gronie Eweliny Furtak, dyrektorki marketingu Cloudware Polska, Adrianny Harasymowicz Stajkowskiej, wiceprezeski zarządu Amiki, Agnieszki Operhalskiej, Business Development Leader Commercial Market CEE w Signify, dyskutowałyśmy o przyczynach małej reprezentacji kobiet w przestrzeni publicznej. Wśród wielu powodów prym wiodły inne priorytety – nadmiar obowiązków, konieczność godzenia pracy z wychowywaniem dzieci, skupianie się na celach biznesowych czy odkładanie niepilnych spraw na później. Wieloletnie badania pokazują, że kobiety są niewspółmiernie bardziej obarczone obowiązkami domowymi i opiekuńczymi. Dysproporcje między płciami są na tym polu wręcz kolosalne. Otóż szacuje się, że kobiety wykonują 75% nieodpłatnej pracy, co na co dzień przekłada się średnio na trzy, a nawet sześć godzin spędzanych na sprzątaniu, prasowaniu, gotowaniu, robieniu zakupów, bawieniu się z dziećmi, pomaganiu im w lekcjach, przygotowywaniu ich do szkoły. Nic dziwnego, że kobietom trudno wygospodarować czas na dodatkowe formy aktywności, związane z rozbudowywaniem sieci kontaktów, wystąpieniami publicznymi czy edukacją. Jak zauważa Joanna Erdman: „Zanim osiągniemy pełny parytet płci, warto skoncentrować się na równych szansach dla kobiet w obszarze edukacji cyfrowej”. Nauka nowych rzeczy wymaga jednak czasu, bo chęci kobietom nie brakuje. W związku z tym nic dziwnego, że obecnie zaledwie 22% specjalistów w dziedzinie sztucznej inteligencji i 12% ekspertów w dziedzinie uczenia maszynowego to kobiety. Ewa Małyszko, prezeska zarządu PFR TFI, od lat zachęca kobiety do tego, by nie bały się rozwijać nowych kompetencji, także tych cyfrowych. „Przede wszystkim to szansa na lepszą przyszłość i większe możliwości rozwoju zawodowego. Większa aktywność kobiet w branżach technologicznych to również odpowiedź na zmiany na rynku pracy. Wreszcie w ten sposób wyznaczamy inspirujące wzorce dla młodych kobiet” – tłumaczy.
Czas na nagłaśnianie ważnych spraw
Z drugiej strony trzeba wspomnieć, że sekretem liderek, które osiągnęły spektakularne sukcesy zawodowe, są często wspierający partnerzy. Badania zrealizowane przez Centrum Badań Kobiet i Różnorodności w Organizacjach przy Akademii Leona Koźmińskiego wykazały, że kobiety na wysokich stanowiskach w polskich firmach zawdzięczały po części swoją karierę partnerskiemu podziałowi obowiązków między nimi a ojcami ich dzieci. „Liderki, które miały dzieci i partnera, zawsze wspominały o podziale obowiązków. Nie tylko fizycznych, ale i mentalnych. Trzeba pamiętać o zaszczepieniu dziecka, zakupach na obiad, zorganizowaniu urodzin i wielu innych drobiazgach. Obowiązki były rozdzielane po równo i jak wielokrotnie potwierdzały nasze rozmówczynie, właśnie dzięki temu mogły rozwinąć skrzydła w biznesie” – wyjaśniała dr Anna Górska. Oprócz sprawiedliwego podziału obowiązków takie liderki mogły też liczyć na wsparcie mentalne od bliskich mężczyzn.
Moje rozmówczynie zgodziły się co do tego, że kobiety powinny znajdować w sobie odwagę i chęci, aby dzielić się swoimi doświadczeniami, przekazywać wartości biznesowe i być może w ten sposób docierać do kolejnych kobiet, motywując je do wychodzenia ze strefy komforty. Adrianna Harasymonicz Stajkowska zaznaczyła, jak ważne jest dbanie o swoją strefę wpływu. Branie udziału w renomowanych konferencjach i dzielenie się doświadczeniami to jedno, ale warto też pamiętać o codziennych działaniach, codziennej komunikacji, budowaniu bezpieczeństwa psychologicznego w miejscu pracy, zaciekawieniu innymi punktami widzenia, a przede wszystkim drobnych aktach dobroczynności, które mogą wzmocnić inną kobietę (ale też mężczyznę) na rozstaju zawodowych dróg.
Z kolei Ewelina Furtak wskazywała, że w kobietach drzemie ogromny potencjał, który należy obudzić. „Warto pamiętać, że władzy się nie dostaje, po władzę się sięga” – mówiła, zachęcając liderki do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami i szerzenia kobiecych wartości wśród szerszej publiki. Gdy kobiety biorą udział w życiu publicznym, nie grozi im zapomnienie. Ich życie i punkt widzenia wychodzą na światło dzienne.
Dzisiaj, gdy skrót CEO doczekał się nowego rozwinięcia, bo funkcjonuje w kuluarach biznesowych już nie jako Chief Executive Officer, lecz jako Chief Empathy Officer, optyka kobiet powinna wręcz dominować na salonach biznesowych. Większa liczba kobiet zabierających głos w ważnych sprawach i mających wpływ na kluczowe decyzje to większe szanse dla kolejnych kobiet. Bo kobiety zajmujące wpływowe stanowiska nie zapominają o kobietach. Obecność kobiet w przestrzeni publicznej służy wypełnianiu luki informacyjnej i przynosi korzyści wszystkim, co widać po ich wpływie na politykę, rozmowy pokojowe, projektowanie czy urbanistykę.
Claudia Criado Perez na łamach książki Niewidzialne kobiety pisze, że kobiety nie zapominają o istnieniu swojej płci tak łatwo, jak czynią to często mężczyźni. Przykładowo, kobiety w branży filmowej częściej zatrudniają kobiety. Dziennikarki z kolei częściej dbają o uwzględnianie kobiecego punktu widzenia, cytują kobiety, zapraszają je do paneli dyskusyjnych. Bardzo ciekawe badania dotyczą świata literackiego.
Otóż w 2015 roku 60% biografek poświęciło swoje książki opisaniu sylwetek kobiet, w porównaniu z 6% biografów. Oznacza to, że w dużej mierze dzięki biografkom mamy szansę poznawać kolejne role models. Zjawisko akcentowania przez kobiety kobiecej perspektywy dociera również do świata nauki. W latach 1980‑2007 kadra naukowa na wydziałach historycznych w Stanach Zjednoczonych rozrosła się z 15% do 35%, a mniej więcej w tym samym czasie kadra specjalizująca się w dziejach kobiet urosła dziesięciokrotnie (z 1% do 10%). Akademiczki częściej polecają swoim studentkom prace napisane przez inne kobiety.
Zaraźliwa odwaga i apetyt na władzę
Aneta Podyma, prezeska zarządu Unum Życie, zachęca do tego, aby budować relacje, bo one budują nas, a strach zmieniać w ciekawość, która otwiera wiele nowych drzwi. Z takim podejściem łatwiej zdobywać szczyty, pokonywać własne ograniczenia i rozwijać się mimo niesprzyjających warunków. Wsparcie mentorów, uodpornienie się na oceny innych i ciągły pęd do wiedzy pozwalają zbudować zbroję, dzięki której łatwiej znajdować odwagę do działania. Tej odwagi do odkrywania siebie i nowych zawodowych lądów życzę nam wszystkim.
Profesorka Goldin w wywiadzie po otrzymaniu Nobla powiedziała, że ma nadzieję, iż poprzez obserwację długoterminowych zmian ludzie lepiej zrozumieją rynek pracy i sytuację kobiet. „Widzimy wokół siebie pozostałości historii” – stwierdziła, wyjaśniając, że struktury społeczne i rodzinne, w których dorastają kobiety i mężczyźni, kształtują ich zachowania, co przekłada się potem na gospodarkę. Jej zdaniem, nigdy nie zapewnimy równości płci, dopóki nie zapewnimy równości par. Chociaż nastąpiła „monumentalna, postępowa zmiana, jednocześnie istnieją istotne różnice”, które często wiążą się z tym, że kobiety wykonują więcej pracy w domu.
Noblistka nie ma złudzeń co do przyszłych wyzwań. Goldin pisze, że często jesteśmy winni lekceważenia ogromnej skali i długiej historii nierówności płci. Otóż jeszcze jedna kobieta, która dostanie się do zarządu jakiejś firmy, kilku postępowych liderów technologicznych, którzy pójdą na urlop ojcowski, to jej zdaniem ekonomiczne odpowiedniki rzucania kilku bandaży komuś z dżumą.
W przypadku kobiet osiągnięcie pozycji liderskich zależy w równym stopniu od struktur organizacyjnych, jak i od indywidualnych umiejętności i poświęceń. To nie dzieje się z dnia na dzień, ale może się zadziać szybciej, jeśli będziemy na tym polu uwzględniać odpowiedzialność indywidualną, zespołową i organizacyjną, co pozwoli rozłożyć część energii i wysiłku. Tylko zdobywając władzę i wykorzystując siłę swojego głosu, możemy coś zmienić. •

