Dołącz do grona liderów, którzy chcą więcej
INNOWACJE

W jaki sposób różnice kulturowe dają USA przewagę innowacyjną nad Chinami

13 kwietnia 2021 24 min czytania
Carl Benedikt Frey
W jaki sposób różnice kulturowe dają USA przewagę innowacyjną nad Chinami

Streszczenie: BrakOdpowiedziDlaURL

Pokaż więcej

Społeczeństwa ceniące pracę zespołową przodują w produkcji. A te, które szanują indywidualizm potrafią wykorzystać łączącą się z nim kreatywność jednostek.

Od wieków wielkie mocarstwa oglądały się niespokojnie przez ramię, przekonane, że inne państwa depczą im po piętach. Pod koniec XIX wieku rozwój imperialnych Niemiec wytrącił z równowagi Wielką Brytanię, ówczesnego lidera technologicznego. Dzisiaj alarmowy dzwonek słychać w Waszyngtonie, który zaniepokoił fakt, że Chiny szybko poradziły sobie z koronawirusem, co uznały dowód, iż mogą stać się one gospodarczym supermocarstwem, odbierając USA pałeczkę lidera. Niektórzy mówią, że teraz Konsensus waszyngtoński zostanie zastąpiony przez Konsensus pekiński.

Zarówno rywalizacja Wielkiej Brytanii z Niemcami, jak i obecna silna walka o rynki zagraniczne między USA a Chinami, zaczęły się w chwili gwałtownych globalnych zmian i postępu technologicznego. W wszystkich przypadkach rosnąca autokracja przeciwstawiała się ugruntowanej demokracji – nie jest więc zaskakujące, że większość dyskusji na temat gwałtownego wzrostu Chin skupia się na względnych zaletach gospodarki państwowej i wolnym rynku. Jednak w twierdzeniu, że chińska polityka gospodarcza jest lepsza od leseferystycznego kapitalizmu Stanów Zjednoczonych, bądź że jest wręcz przeciwnie, widać tendencję do całkowitego ignorowania kontekstu. Modele ekonomiczne obu krajów nie wyłoniły się z próżni, ale raczej ewoluowały w społeczeństwach o odrębnych cechach kulturowych i psychologicznych.

Innowacja a indywidualizm

Uczeni dopiero niedawno zaczęli zwracać uwagę na uderzające psychologiczne zróżnicowanie społeczeństw. W swojej niezwykłej nowej książce The WEIRDest People in the World profesor Harvardu Joseph Henrich zauważa, że w średniowiecznej Europie nastąpiła swego rodzaju ewolucja, która doprowadziła do powstania społeczności z jednej strony ceniącej indywidualizm, ale z drugiej kładącej nacisk na zachowania prospołeczne. Ówczesna polityka, nazwijmy ją rodzinną, (wprowadzenie np. zakazu związków małżeńskich pomiędzy osobami blisko spokrewnionymi) doprowadziła do rozluźnienia więzów rodzinnych i sprawiła, że Europejczycy stali się, jako jednostki, mniej od siebie zależni, ale także mniej przywiązani do miejsca zamieszkania. Stopniowo coraz bardziej wolni od rodzinnych zobowiązań sami wybierali przyjaciół, małżonków i partnerów biznesowych. Jednocześnie zrozumienie korzyści z życia w społeczeństwie dało impuls do pojawienia się takich instytucji, jak stowarzyszenia wolontariuszy, gildie, uniwersytety i miasta zakładane na prawie lokacyjnym (np. prawie magdeburskim w Polsce lub royal charter w Wlk. Brytanii), które rozwijały pozarodzinne sieci społeczne i funkcjonowały niczym zbiorowy mózg.

Wraz z rozwojem społeczeństw zachodnich, stawały się one coraz bardziej zróżnicowane i innowacyjne, mniej konformistyczne, potrafiące negować autorytety, nie rezygnując przy tym z wartości jaką jest wzajemne zaufanie, niezbędne przecież, by móc funkcjonować w jakiejkolwiek grupie.

Dzisiaj ludzie Zachodu, a Anglicy w szczególności, pozostają indywidualistami. Potwierdza to powszechnie uznana miara indywidualizmu Geerta Hofstede, oparta na pytaniach o znaczenie osobistych ambicji i osiągnięć. Jego praca dowodzi również, że społeczeństwa wschodnioazjatyckie są bardziej kolektywistyczne. Również psycholog Richard Nisbett odkrył, że Europejczycy myślą bardziej analitycznie, podczas gdy mieszkańcy Azji Wschodniej myślą bardziej holistycznie, skupiając się mniej na jednostkach, a bardziej na sieci wzajemnych powiązań.

Wiele prac, w których porównano społeczności pasterzy i rolników sugeruje, że to mobilność sprawia, iż jedni ludzie – pasterze – są bardziej niezależni, podczas gdy inni – rolnicy – wybierają kolektyw. Na społeczeństwo Chin w dalszym ciągu wpływa wielowiekowa tradycja uprawy ryżu, która wymaga ścisłej współpracy wielu osób. Pola ryżowe potrzebują stojącej wody. Dlatego ludzie w regionach odpowiednich do uprawy ryżu, musieli razem budować skomplikowane systemy nawadniające. A jednocześnie nagłe zużycie wody przez jedną tylko rodzinę, wpływało na życie drugiej. Taka sytuacja może zakończyć się albo konfliktem albo ściślejszą współpracą kolektywu dążącego do wspólnego celu. I właśnie to drugie miało miejsce w Chinach.

Członkowie społeczności, których historia jest bezpośrednio związana z wielowiekową tradycją uprawy ryżu, są nadal od siebie niezwykle zależni i wzajemnie niezwykle lojalni, co jak wykazały testy psychologiczne, jest powszechne w innych krajach wschodnioazjatyckich, takich jak Japonia i Korea. Dowodem na obronę tezy o wpływie uprawy ryżu na charakter społeczeństwa jest fakt, że wystarczy wybrać inną roślinę, a zmieni się charakter dane społeczności. Naukowcy odkryli, że rolnicy w regionach Chin, które historycznie specjalizowały się w uprawie pszenicy, są większymi indywidualistami, ponieważ nie wymaga ona tak ścisłej współpracy wielu rodzin i pozwala prowadzić bardziej niezależne gospodarstwo domowe. Dzisiaj mieszkańcy z tych regionów Chin okazują się bardziej innowacyjni, co widać po liczbie uzyskiwanych w tej części Państwa Środka patentów, choć nadal nie są takimi indywidualistami jak ludzie Zachodu.

Docenianie i wykorzystywanie różnorodności ludzkich charakterów oznacza zrozumienie dla faktu, że różne społeczeństwa mają różne zalety. Jeśli rząd kieruje skoordynowaną akcją przeciwko pandemii, której powodzenie zależy od tego, czy obywatele wyżej cenią zdrowie innych niż własny komfort, to kolektywistyczne cechy kulturowe są pomocne. Dokładnie tak samo, jak w przypadku masowej produkcji, która zależy od podporządkowania się przełożonemu, zgrania załogi i akceptacji dla kontroli. Te same kolektywistyczne uwarunkowania mogą jednak stanowić przeszkodę dla innowacji z tego prostego powodu, że innowacja wymaga łamania zasad, a nie ich przestrzegania.

Liczne badania wykazały, że istnieje większe prawdopodobieństwo pojawienia się innowacji w społeczeństwach, które nagradzają niekonwencjonalne myślenie. Hierarchie korporacyjne oparte na dowodzeniu i kontroli są dobre, gdy chodzi o stopniowe wprowadzanie jakichś ulepszeń, np. zwiększenie wydajności procesów produkcyjnych. Jest jednak znacznie mniej prawdopodobne, że będą wspierać innowacje przełomowe, czyli podważające status quo.

Społeczeństwa kolektywistyczne mają przewagę, gdy mowa o produkcji i komercjalizacji na dużą skalę. Głównie ze względu na gotowość pracowników do przestrzegania instrukcji i umiejętność pracy zespołowej. Linia montażowa w fabryce nie będzie działać, jeśli każda z osób przy niej stojących będzie kwestionować każdy etap procesu. Ale zniechęcanie, typowe w takich społecznościach, do zgłaszania jakichkolwiek propozycji np. usprawnienia procesu daje niefortunny efekt uboczny w postaci stłumienia kreatywności, która przecież mogłaby przynieść pozytywny skutek. Natomiast te społeczności, które kładą nacisk na indywidualność i wolność osobistą (ogólnie rzecz biorąc) wprowadzają więcej patentów i są liderami, jeśli chodzi o innowacyjność.

Maruderzy też mogą wyjść na prowadzenie

Innowacja wiąże się przede wszystkim z eksploracją, z poszukiwaniem informacji. Nic dziwnego, że wszelkiego rodzaju innowatorzy i wynalazcy czerpią prawdziwą korzyści z życia w środowisku miejskim, wręcz stworzonym do spontanicznych spotkań i interakcji. Prawda jest jednak taka, że wraz z dojrzewaniem technologii eksploracja jako taka traci na znaczeniu. W konsekwencji dojrzewające gałęzie przemysłu mają tendencję do przenoszenia się z miast do lokalizacji, w których są po prostu niższe koszty produkcji. Daje to „maruderom”, krajom gospodarczo opóźnionym, możliwość nadrobienia zaległości bez konieczności ponoszenia nakładów na innowacje.

W swoim słynnym eseju Economic Backwardness in Historical Perspective z 1951 roku historyk gospodarki Alexander Gerschenkron podkreślił, że mniej wyrafinowane gospodarki mogą szybko dogonić bardziej zaawansowane kraje, wykorzystując potencjał państwa do dokonywania dużych inwestycji i kopiowania pionierskich technologii. I to właśnie dlatego wielkie ekonomiczne mocarstwa oglądają się z niepokojem przez ramię.

W 1957 roku po dwóch dekadach niezwykłego wzrostu gospodarczego Związek Radziecki wysłał w kosmos pierwszego sztucznego satelitę Ziemi, czyli Sputnik 1. Wielu obserwatorów uznało to za dowód, że reżim komunistyczny wkrótce zawładnie światem. Wśród nich było dwóch ekonomistów, laureatów Nagrody Nobla. W 1960 roku Wassily Leontief opisał sowiecką gospodarkę jako „kierowaną ze zdecydowaną bezlitosną umiejętnością”. W tym samym czasie Paul Samuelson w najbardziej popularnym podręczniku do ekonomii, którego był współautorem, wieszczył, że ZSRR będzie gospodarczo dominować ponad światem.

Obawy USA o to, że Związek Radziecki stanie się potęgę gospodarczą osłabły w latach 80. XX w., ale szybko zostały zastąpione obawami o wzrost znaczenia Japonii. Autor artykułu opublikowanego w „The New York Times” w 1988 roku podniósł alarm, że nowe superkomputery firm Fujitsu, Hitachi i NEC stanowią zagrożenie dla pozycji lidera technologicznego, jaka do tej pory przypadała USA. Paul Kennedy w 1987 roku opublikował Powstanie i upadek wielkich mocarstw, w którym również przewidział wzrost znaczenia Japonii.

Kennedy dowodził, że zróżnicowane tempo wzrostu nieodmiennie powoduje zmiany w przywództwie gospodarczym oraz wiążące się z tym napięcia polityczne, ale w dużej mierze pominął, co tak naprawdę powoduje ów wzrost, a to z kolei wypacza jego wizję przyszłości. Kraje pozostające w tyle, odstające od technologicznych gigantów nie muszą wprowadzać innowacji, aby się rozwijać. Mogą po prostu zaadoptować technologię opracowaną przez innych. Na przykład postępy Związku Radzieckiego opierały się na jego gotowości do oszczędzania i poświęcania się, aby w przyszłości moc zainwestować w maszyny. Kiedy jednak kraj zmniejsza dystans technologiczny, zdolność do innowacji staje się najważniejsza.

Kolektywizm i nadrabianie zaległości

Neoklasyczna teoria wzrostu przewidywała, że różnice w produkcie krajowym brutto na mieszkańca w różnych krajach powinny z czasem się wyrównywać. Ale w rzeczywistości stało się odwrotnie. Od czasu rewolucji przemysłowej Zachód odsunął się od reszty świata. Tak, istnieją godne uwagi historie sukcesu – Singapur, Korea Południowa i Tajwan z zadziwiającą szybkością zasypały tę przepaść – ale zaskakująco niewielu krajom udało się przekroczyć technologiczną granicę. Powszechnie uważa się, że gwałtowna industrializacja Japonii, wraz ze wzrostem gospodarczym pozostałych siedmiu krajów uważanych za część „cudu Azji Wschodniej” z lat 1960‑1995, opierała się na agresywnej polityce przemysłowej, która wymagała interwencji państwa. Ale wielce prawdopodobne jest, że to kultura wschodnioazjatycka była czynnikiem umożliwiającym taką politykę. W społeczeństwach kolektywistycznych, gdzie prawa jednostki są postrzegane jako mniej ważne, mniejsza jest kontrola społeczności nad państwem, które samo decyduje o industrializacji kraju, jeśli obawia się, że zostanie w tyle. Istnieją niepodważalne dowody na to, że ludzie w krajach zamieszkiwanych przez społeczność bardziej indywidualistyczną nie przepadają za interwencjami rządowymi.

Co więcej, kolektywizm dał Azji Wschodniej przewagę komparatywną w komercjalizacji nowych technologii. Jak dobrze wiadomo, praca zespołowa i budowanie konsensusu to cechy zarządzania biznesem w Japonii. Kultury, które stawiają na harmonię, zgodność i wysiłek zespołowy, prawdopodobnie będą miały przewagę w kwestii produkcji. Jak zauważył główny naukowiec IBM w latach 80‑tych XX wieku, największą technologiczną przewagą Japonii nad Stanów Zjednoczonych jest „szybkość z jaką następuje ulepszanie produktów i procesów”. Rzeczywiście, od lat 70. XX wieku wiele produktów wynalezionych na Zachodzie ostatecznie został wyprodukowanych i skomercjalizowany na Wschodzie. Jest jednak kilka małych „ale”. Najlepsze telewizory kolorowe mogą pochodzić z Japonii, ale sama technologia została stworzona przez amerykańską firmę RCA. Walkman firmy Sony mógł być jednym z największych sukcesów konsumenckich lat 80., ale to holenderska firma Philips wynalazła kompaktową kasetę magnetofonową, do której odtwarzania został stworzony Walkman. Firma Sony wprowadziła na rynek magnetowid, ale jego wynalezienie zawdzięczamy amerykańskiej firmie Ampex. Jak wykazało klasyczne badanie Edwina Mansfielda w 1988 roku, japońskie przedsiębiorstwa wyspecjalizowały się we wchłanianiu i ulepszaniu zagranicznych technologii. Ich rodzime innowacje polegały głównie na poprawianiu procesu produkcyjnego. Mansfield stwierdził, że dwie trzecie aktywności japońskich działów badań i rozwoju było zorientowanych na udoskonalanie procesów, czyli zupełnie inaczej niż w USA, gdzie tak taka sama aktywność dotyczyła wymyślania nowych produktów.

Kopiowanie i ulepszanie procesu może spowodować, że kraj wypłynie na szerokie wody. I w Azji Wschodniej najwyraźniej tak się stało. Stopniowe ulepszenie metod produkcji i technologii jest jednak rozwiązaniem na krótką metę, ostatecznie prowadzącym do coraz mniejszego zysku. Można ulepszyć odtwarzacz kasetowy pod względem wyglądu i funkcjonalności, ale potrzeba radykalnej innowacji, aby stworzyć odtwarzacz CD.

Lekcje z Japonii

Wydana w 1979 roku książka Ezry Vogla Japan as Number One błyskawicznie stała się bestsellerem. Jej autor stwierdził, że japońska kultura oparta na konsensusie, scentralizowanej władzy, długoterminowym planowaniu i zaistnieniu dużych konglomeratów łączących wiele małych firm dały temu krajowi przewagę w polityce przemysłowej i wykorzystaniu nowych technologii.

Po drugiej wojnie światowej Japonia kontynuowała model rozwoju, któremu kierunek nadawało państwo i na którym kraj polegał od czasu restauracji Meiji w 1868 r. Według Chalmersa Johnsona japońskie Ministerstwo Handlu Międzynarodowego i Przemysłu (MHMP) było mocno zaangażowane w modernizację przemysłu japońskiego. Ministerstwo intensywnie przeglądało rynki zagraniczne w poszukiwaniu nowych technologii, zabiegało o ich import oraz ułatwiało wymianę wiedzy i zasobów pomiędzy różnymi firmami w różnych branżach. MHMP wywierało także presję na firmy, by te angażowały się w perspektywiczne gałęzie gospodarki i rezygnowały z tego, co wg MHMP sensu już nie miało. Jednocześnie ministerstwo dbało o to, by japońscy biznesmeni postępowali zgodnie z jego wytycznymi. Jednym z elementów tej dbałości był np. fakt, że bank mógł odmówić udzielenia pożyczki firmie, która ignorowała wytyczne MHMP. W społeczeństwie bardziej indywidualistycznym, takim jak Stany Zjednoczone, działania tego rodzaju, przynajmniej w czasie pokoju, nie byłyby możliwie.

Gdy Japonia zbliżyła się do granicy możliwości związanych z udoskonalaniem produktów i procesów produkcyjnych, jej konformistyczna postawa utrudniała wprowadzanie innowacji i zmian strukturalnych. Przykładem tego są firmy takie jak Fujitsu, Hitachi i NEC, które osiągnęły sukces w produkcji komputerów, ale już nie oprogramowania. Badania pokazują, że japońskie firmy opracowały znacznie mniej aplikacji niż amerykańskie. Jak powiedział Joe Studwell „MHMP nie był w stanie »zaplanować istnienia« geeka z uniwersytetu, który zakłada firmę programistyczną lub biznes internetowy w garażu swoich rodziców”.

Japonii nie udało się dokonać przemiany z kraju odtwarzającego w kraj twórczy częściowo z powodu braku otwartości na osoby z zewnątrz, co jest wspólną cechą społeczeństw kolektywistycznych. Na przykład restrykcyjna polityka imigracyjna Japonii oraz długa historia społeczeństwa homogenicznego etnicznie utrudniały import talentów, których pojawienie się mogłoby zrekompensować brak własnych wykwalifikowanych programistów. Tymczasem Stany Zjednoczone uznały imigrację za szansę. Niedawne badanie opublikowane przez National Bureau of Economic Research uważa, że imigracja miała pozytywny wpływ na innowacyjność gospodarki USA, biorąc za miarę liczbę udzielonych patentów.

Japonia straciła również na pomyśle MHMP, które próbując zmodernizować doprowadziło kraj do konsolidacji wielu drobnych przedsiębiorstw w olbrzymie konglomeraty, takie jak funkcjonująca do dziś federacja Keindanren, reprezentująca kilkaset największych firm w Japonii i nie mająca sobie równych na świecie. Małe firmy nie były w stanie ze sobą konkurować – a ich interesy były tak zróżnicowane, że nie dało się ich łatwo połączyć – państwo zaczęło więc faworyzować dużych producentów kosztem małych, którzy przecież ze względu na swoją większą elastyczność mają większe szanse na wprowadzanie radykalnych innowacji.

Co więcej, kolektywistyczne cechy kulturowe Japonii były silnie odzwierciedlone w kulturze korporacyjnej, która zakładała, że lojalni pracownicy tkwią w jednej firmie przez całą swoją karierę. To również miało negatywne skutki. Przejście do innego miejsca pracy, sprzyja innowacjom i umożliwia swobodny przepływ pomysłów, ale w Japonii zdarzało się to niezwykle rzadko, zwłaszcza w porównaniu z Doliną Krzemową, gdzie dziś działa większość amerykańskich firm programistycznych. Firmy z Doliny Krzemowej odniosły tak wielki sukces m.in. dlatego, że mobilność pracowników jest tam o wiele większa, nawet w porównaniu z innymi regionami USA. Kiedy Gordon Moore i Robert Noyce opuścili Fairchild Semiconductor, by w 1968 roku założyć firmę Intel, to ich prywatna decyzja zmieniła nie tylko ich życie, ale też całą gałąź gospodarki.

Firmy w Dolinie Krzemowej były i są znacznie mniej hierarchiczne niż ich japońskie odpowiedniki. Na przykład Hewlett‑Packard od samego początku miał zdecentralizowane podejście do zarządzania. Droga HP, jak ją nazwano, polegała na „zarządzaniu przez przechadzanie się”. Ludzie swobodnie poruszali się po miejscu pracy, co prowadziło do spontanicznych interakcji w całej firmie. Otwarte środowisko, połączone z chęcią zmieniania świata, stało się strategią wielu firm z Doliny Krzemowej.

Pułapka posłuszeństwa

Gospodarczy rozwój Japonii był inspiracją dla Państwa Środka. Deng Xiaoping odwiedził Japonię w październiku 1978 roku po czym powołał grupę doradczą, w skład której weszli eksperci z Japonii. Do 1992 roku trwały regularne spotkania grupy doradczej z chińskimi urzędnikami zajmującymi się gospodarką kraju. Dwie chińskie organizacje – Stowarzyszenie Kontroli Jakości i Stowarzyszenie Zarządzania Przedsiębiorstwem – wzorowały się na doświadczeniach modernizacyjnych Japonii. Oba stowarzyszenia zajmowały się m.in. szkoleniami prowadzonymi dla odpowiednich chińskich urzędów regionalnych i kierowników fabryk, przekazując rozwiązania przywiezione z Japonii.

W latach 80. XX w. Japończycy udzielili większej pomocy i zbudowali w Chinach więcej fabryk niż gdziekolwiek indziej. Oczywiście Chińczycy odwiedzali Stany Zjednoczone, by poznać najnowsze osiągnięcia naukowe, ale to nowe maszyny i technologie pojawiły się w Chinach za sprawą współpracy z firmami japońskimi. Chińscy urzędnicy byli pod szczególnym wrażeniem tego, jak MHMP zmodernizowało przemysł.

Tak jak wielu obserwatorów martwiło się, że Japonia prześcignie Stany Zjednoczone w latach 80., tak teraz wielu wierzy, że Chiny przyćmią Stany Zjednoczone. Jednak, by gospodarczo wyprzedzić USA, Pekin musi pokonać bariery, z jakimi Japonia mierzyć się nie musiała. Chiny nie zdemokratyzowały się i nie uciekły z pułapki średniego dochodu, w jaką łapie się wiele krajów gwałtownie się rozwijających. Po okresie szybkiego pościgu za krajami rozwiniętymi, państwom tkwiącym w pułapce średniego  dochodu trudno przejść od naśladownictwa do innowacji i bywa, że nie są wstanie dołączyć do najbardziej rozwiniętych gospodarek świata pod względem PKB na mieszkańca. Sukcesywne odchodzenie od pracy ludzkiej na rzecz zastosowania robotów sprawia, że przejście Chin na model gospodarki opartej na innowacje jest dla tego kraju jeszcze ważniejsze.

Produkcja i innowacje różnią się co do potrzebnych im zasobów, rozwijają się w różnych środowiskach, a przejście z jednego do drugiego jest trudne, co widać nawet w krajach zaawansowanych gospodarczo. Świetnie niegdyś prosperujące ośrodki przemysłowe, takie jak Pas Rdzy w Stanach Zjednoczonych, Midlands w Wielkiej Brytanii i Zagłębie Ruhry w Niemczech teraz są w nienajlepszej sytuacji. Branże zorientowane na masową produkcję sprzyjały pracy polegającej przede wszystkim na wykonywaniu poleceń, co hamowało innowacje. Jak odkrył historyk ekonomii Oded Galor dzieci rodziców wywodzących się z regionów uprzemysłowionych, są mniej skłonne, by podjąć się roli samodzielnego przedsiębiorcy.

Przekaz kulturowy jest niczym miecz obosieczny: z jednej strony rodzice uczą swoje dzieci zachowań, które, ich zdaniem, pomogą im być efektywnym pracownikiem, ale rodzicielskie nawyki są też powodem marazmu i braku inicjatywy. Chiny pod tym względem nie są wyjątkiem: pracownicy składający iPhone’y na linii montażowej Foxconna opisują dyscyplinę pracy firmy jako zarządzanie „poprzez posłuszeństwo, posłuszeństwo i raz jeszcze posłuszeństwo”. Konformistyczne cechy kulturowe z pewnością ułatwiają masową produkcję, nie bez kozery są jednak nazywane przez niektórych pułapkami posłuszeństwa, mogą bowiem utrudniać postęp wymagający innowacyjnego myślenia.

Wyzwania dla Chin

Ponieważ automatyzacja osłabia komparatywną przewagę Chin w kwestii produkcji, kraj ten musi szybko przejść od eksploatacji do innowacji. Podobnie jak Japonia, Państwo Środka realizuje ambitną politykę przemysłową poprzez swoją inicjatywę „Made in China 2025”. W wielu wyznaczonych przez siebie obszarach strategicznych, takich jak zaawansowana robotyka i sztuczna inteligencja, wypełnia lukę między sobą a Stanami Zjednoczonymi. Ale gdy amerykańskie firmy technologiczne, takie jak Alphabet, Amazon, Facebook i Microsoft, są prawdziwie globalne, ich chińscy konkurenci – Alibaba, Baidu, Sina Weibo i Tencent – z trudem wychodzą poza granice Chin. To prawda, że Huawei poradził sobie lepiej. Ale jeśli Chiny chcą być liderem w dziedzinie innowacji, pytanie powinno brzmieć nie  dlaczego pojawiło się Huawei, ale dlaczego w tym kraju nie ma tuzina firm podobnych do Huawei. Trzydzieści lat po rozkwicie przemysłu w Korei kraj mógł pochwalić się już dwoma technologicznymi gigantami: Samsungiem i Hyundaiem – co doprowadziło Koreę do technologicznej granicy w dziedzinie produkcji półprzewodników, mimo że dysponowała ona,  populacją będącą ułamkiem tej, która żyje w Chinach i zdecydowanie mniejszymi zasobami.

Ogólnie rzecz biorąc, chińskie firmy przodują raczej w komercjalizacji niż w innowacjach. Według think tanku MacroPolo, aż 18 z 25 wiodących na świecie instytucji badawczych zajmujących się sztuczną inteligencją (również firm) ma siedzibę w Stanach Zjednoczonych. I chociaż w ostatnich latach w Chinach nastąpiła prawdziwa eksplozja patentów, to większość z nich ma niską wartość. Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego Chiny pozostają głównym światowym importerem własności intelektualnej, z deficytem w wysokości 30,2 mld USD w 2018 r., W większości import ten ma miejsce z USA.

Chiny to oczywiście ogromny kraj, a niektóre regiony są bardziej innowacyjne niż inne. Jednak za Xi Jinpinga przywództwo Chin dowiodło silnego zaangażowania we wzmacnianie wartości kolektywu przy jednoczesnym ograniczaniu przepływu idei. Chińskie władze nadzorujące już i tak ocenzurowany internet, wraz z funkcjonującym za Wielkim Murem systemem kredytu społecznego, który promuje konformizm, powodują, że jest mało prawdopodobne, aby kraj ten przejął inicjatywę w dziedzinie innowacji. Decyzja Xi o przekazaniu przedsiębiorstwom państwowym większej kontroli nad gospodarką również spowolni ich rozwój: chińskie przedsiębiorstwa, zwłaszcza przedsiębiorstwa państwowe, pozostają w tyle pod względem wydatków na badania i rozwój sektora prywatnego. Jak napisał chiński obserwator Lingling Wei: „Coraz więcej urzędników Partii Komunistycznej znajduje, dzięki presji władz, które mają wpływ np. na udzielane przedsiębiorstwom kredyty, posady w prywatnych firmach i wymusza na menedżerach dostosowywania celów biznesowych do celów państwowych”. Jak pokazuje przypadek Japonii, istnieją ograniczenia możliwości wpływu państwa na politykę związaną z przemysłem.

Sposób, w jaki Komunistyczna Partia Chin kontroluje proces innowacji jest najbardziej widoczny w przypadku pojazdów autonomicznych. Chińskie prawo dotyczące cyberbezpieczeństwa klasyfikuje dane zbierane z pojazdów jako „krytyczną infrastrukturę informacyjną”, co czyni ten kraj mało atrakcyjnym miejscem testów tej technologii. Ponadto centralizacja gromadzenia danych tworzy model, w którym firmy stają się zależne od instrukcji z węzłów miejskich, kontrolujących wybór tras i przepływ ruchu. Jeśli czegoś nauczyliśmy się z historii, to między innymi tego, że zdecentralizowany system, który sprzyja eksperymentom, ma większe szanse na przesunięcie granicy technologicznych możliwości.

W XIX wieku rywalizacja Niemiec i Wielkiej Brytanii wywołała na kontynencie europejskim coś, co historycy określili jako „odgórną rewolucję”. Nasilenie konkurencji między europejskimi państwami narodowymi zmusiło rządy do zniesienia barier dla innowacji. Choć rywalizacji na linii Chiny‑USA może doprowadzić do tego samego, to w istocie konkurencja między mocarstwami nie jest czymś czego można by sobie życzyć. W Europie zakończyła się dwiema wojnami światowymi i powszechnym zniszczeniem. Ponieważ przewaga komparatywna Chin jest inna niż Stanów Zjednoczonych, to świat znalazłby się w lepszej sytuacji, gdybyśmy zrezygnowali z tego zero‑jedynkowego myślenia, tak charakterystycznego dla rywalizacji wielu narodów, z jakim mieliśmy do czynienia przez ostatnie wieki. Jeśli Stany Zjednoczone i Chiny będą mogły kontynuować pokojową wymianę handlową, to skorzystamy na tym wszyscy.

.

O autorach
Tematy

Może Cię zainteresować

Zarządzanie w cieniu EU AI Act. Dlaczego polskie innowacje uciekają z Europy (i jak to zatrzymać)

Adopcja AI w Polsce rośnie szybciej niż w wielu dojrzałych gospodarkach. Problem w tym, że wraz z nią rośnie koszt regulacji, niedobór kompetencji „tam, gdzie trzeba” i ryzyko ucieczki najbardziej obiecujących firm za granicę.

Czego odpowiedzialna sztuczna inteligencja wymaga od ludzkich ekspertów

Rozwój odpowiedzialnej sztucznej inteligencji (RAI) rodzi fundamentalne pytanie: czy zaawansowane algorytmy mogą ostatecznie wyeliminować potrzebę ludzkiego nadzoru? Międzynarodowy panel ekspertów MIT Sloan Management Review oraz BCG jednoznacznie dowodzi, że jest wręcz przeciwnie. Odkryj, dlaczego ludzki osąd pozostaje fundamentem zrównoważonego wdrażania innowacji oraz jak organizacje powinny inwestować w kompetencje swoich zespołów, aby w dobie powszechnej automatyzacji nie utracić instytucjonalnej kontroli nad własną przyszłością i bezpieczeństwem biznesu.

Sztuczna inteligencja w polskich firmach: Jak agenci i roboty zmieniają biznes?

Sztuczna inteligencja i automatyzacja redefiniują polski rynek pracy. Według najnowszego raportu McKinsey, do 2030 roku synergia ludzi, cyfrowych agentów i robotów może wygenerować dla naszej gospodarki nawet 105 miliardów dolarów dodatkowej wartości. Dowiedz się, jak skutecznie zintegrować nowe technologie z kapitałem ludzkim, aby zbudować trwałą przewagę konkurencyjną w dobie cyfrowej transformacji.

Multimedia
Dlaczego sen lidera to strategiczna inwestycja w efektywność

Zarywanie nocy w imię lepszych wyników to biologiczna pułapka. Dowiedz się, dlaczego niewyspany lider podejmuje impulsywne decyzje , jak codzienne używki rujnują architekturę wypoczynku i w jaki sposób świadome zarządzanie rytmem dobowym przekłada się na realne sukcesy Twojego biznesu.

Multimedia
Sykofancja i psychoza AI. Czym grozi uczłowieczanie maszyn?

Czy uczłowieczanie sztucznej inteligencji to prosta droga do dehumanizacji nas samych? W najnowszym odcinku podcastu „Limity AI” Iwo Zmyślony i Izabela Lipińska biorą pod lupę zjawisko antropomorfizacji maszyn. Dowiedz się, czym jest sykofancja modeli językowych, dlaczego algorytmy potrafią nas psychicznie uzależniać oraz jak unikać niebezpiecznych pułapek w relacjach z technologią.

Dlaczego wchodzenie w nieznane ma znaczenie w długim życiu zawodowym

Długie życie zawodowe nie wymaga wyłącznie odporności i produktywności. Wymaga także gotowości do wchodzenia w nieznane, które odnawia sposób myślenia, działania i postrzegania siebie.

cyberodporność Iluzja cyberodporności. Jak AI weryfikuje podejście do ochrony danych

90% zarządów wierzy, że odzyska dane po cyberataku. Tylko 28% naprawdę to potrafi. Dlaczego firmy żyją w iluzji cyberodporności — i jak AI oraz nowe regulacje brutalnie to weryfikują?

Miliardowa wartość, zwinność startupu. Fenomen modelu Argenx

Jak zbudować organizację wartą 40 miliardów dolarów, zatrudniając niespełna 2000 osób?. Karen Massey, CEO Argenx, zdradza, dlaczego tradycyjna hierarchia i biurokracja dławią innowacyjność. Poznaj sekrety zarządzania opartego na radykalnym zaufaniu, interdyscyplinarnych zespołach i odrzuceniu sztywnych budżetów na rzecz elastycznego planowania.

Premium
Zbuduj most międzypokoleniowy w zarządzie

Różnice pokoleniowe w zarządach mogą być źródłem napięć, ale też przewagi konkurencyjnej. Firmy, które skutecznie łączą doświadczenie starszych liderów z perspektywą młodszych pokoleń, podejmują trafniejsze decyzje i szybciej adaptują się do zmian.

Premium
Od wartości do działania. DROGA mBanku

Historia powstania mBanku to nie tylko opowieść o przełomowej innowacji technologicznej, która zmieniła rynek finansowy, lecz przede wszystkim studium świadomego przywództwa. Sławomir Lachowski, twórca mBanku, zdradza, w jaki sposób wartości stały się fundamentem trwałego sukcesu jego organizacji i dlaczego akronim DROGA okazał się kluczem do zaangażowania zespołu. Poznaj kulisy budowy lidera bankowości internetowej i dowiedz się, jak w praktyce wdrożyć zarządzanie przez wartości.

Materiał dostępny tylko dla subskrybentów

Jeszcze nie masz subskrypcji? Dołącz do grona subskrybentów i korzystaj bez ograniczeń!

Subskrybuj

Otrzymuj najważniejsze artykuły biznesowe — zapisz się do newslettera!