Streszczenie: W obliczu rosnącego deficytu talentów na rynku pracy, przedsiębiorstwa stają przed wyzwaniem utrzymania kluczowych pracowników. Utrata takich osób może poważnie zahamować rozwój firmy. Przykładem jest fikcyjna kancelaria prawnicza Kuty, Malinowski & Partnerzy, która zmaga się z tym problemem. Aby skutecznie diagnozować przyczyny odpływu pracowników i przeciwdziałać temu zjawisku, konieczne jest zrozumienie ich potrzeb oraz wprowadzenie odpowiednich działań. MIT Sloan Management Review Polska
Wielu szefów firm uważa, że osoby zatrudnione w ich organizacji wygrały los na loterii. Są przekonani, że stwarzają swoim pracownikom najlepsze warunki do pracy i zawodowego rozwoju. Patrzą na świat oczami ambitnego menedżera i uważają, że skoro stawiają trudne wyzwania, otwierają nowe możliwości kariery i rozwijania kompetencji, mogą w zamian oczekiwać pełnego zaangażowania oraz całkowitej lojalności. A gdy odchodzą od nich kluczowi specjaliści, są rozczarowani i zaskoczeni takim obrotem spraw. Nie wiedzą ani gdzie tkwi przyczyna decyzji fachowców, ani jak zareagować w stosunku do pozostałych pracowników.
Dziś, gdy w profesjonalnych zawodach powiększa się luka między popytem na talent a jego podażą, firmom coraz trudniej jest utrzymać najlepszych ludzi. Nigdy nie wiadomo, kiedy konkurencja skusi ich wyższymi zarobkami, atrakcyjniejszymi warunkami pracy, lepszymi szkoleniami, większymi możliwościami zdobywania wiedzy w różnych częściach świata. Niespodziewana utrata kluczowych i trudnych do zastąpienia pracowników może tymczasem gwałtownie zahamować rozwój przedsiębiorstwa. Jak właściwie zdiagnozować problem i co zrobić w sytuacji kryzysu? Przed takimi dylematami i wyzwaniami stanęli właściciele fikcyjnej kancelarii prawniczej Kuty, Malinowski i Partnerzy.
Kancelaria prawnicza Kuty, Malinowski i Partnerzy cieszy się uznaniem i prestiżem na rynku. Wiele znanych firm i korporacji od lat korzysta z jej usług. A to wszystko dzięki zespołowi wyjątkowych, utalentowanych i ambitnych prawników. Teraz jednak niektórzy z nich odchodzą do konkurencji. Dlaczego?
Marta Bryła, starszy prawnik w kancelarii Kuty, Malinowski i Partnerzy, cały dzień czekała na to spotkanie. Było późne czwartkowe popołudnie i zastanawiała się, czy na pewno zdąży tego dnia położyć dzieci spać jak zwykle o ósmej. Oczywiście to Kinga Smołek, odpowiedzialna w kancelarii za HR, wyznaczyła tak późną godzinę spotkania. Sama nie pojawiała się w pracy przed 11, ponieważ zawsze wszystkim przypominała, że jest typem sowy i nie lubi wstawać rano. A przecież jeszcze rok wcześniej od bladego świtu siedziała w recepcji i odbierała telefony. „Cóż – pomyślała Marta – najwyraźniej bycie lojalnym i zapatrzonym w autorytet szefów popłaca”.
– Witam Marto – powiedziała Kinga mniej wyniosłym niż zwykle tonem. – Tak mi było przykro, kiedy się dowiedziałam o twoich planach odejścia. Rozumiem, że decyzja jest nieodwołalna – wszyscy już próbowali cię odwieść od tego pomysłu. Ale mam nadzieję, że powiesz mi więcej o powodach swojego wyboru – dodała.
Tu przerwała i uśmiechnęła się zadowolona, że skonstruowała takie ładne zdanie.
– To dla nas wielka strata, ale może dzięki naszej dzisiejszej rozmowie będziemy mogli wyciągnąć z tego zajścia wnioski na przyszłość.
Marta nie miała ochoty na rozmowę z Kingą. Spotkanie uznawała za bezcelowe, ale nie chciała się kłócić. Cieszyła się, że za chwilę wróci do domu, do Hani i Franka, i wreszcie będzie mogła poświęcić im więcej czasu. Dobrze jednak pamiętała chwilę, w której odebrała telefon i usłyszała ciepły głos swojej koleżanki Agaty Jaros, wspólniczki w międzynarodowej kancelarii Trade & Mark. Agata, którą poznała w przedszkolu Franka, podczas teatrzyku zorganizowanego z okazji Dnia Matki, miała dla niej wyjątkową ofertę. Już wcześniej zrobiła na Marcie piorunujące wrażenie. Była młodą, spełnioną, elegancką i ciepłą kobietą, odnoszącą się do wszystkich bez cienia dystansu. Marta czuła w jej obecności zażenowanie. Sama – choć starała się dbać o swój wygląd – wyglądała raczej żałośnie: zmęczenie i szary smutny kostium nie dodawały jej uroku. Żeby być w przedszkolu na występach syna, musiała nakłamać szefowi, że ma grypę żołądkową. Wcześniej jednak do późna nanosiła poprawki do jednego z kontraktów, na które klient nie mógł już podobno dłużej czekać. Oczywiście pracowała w biurze, bo tylko tam miała dostęp do firmowego e‑maila. Teraz zostawi to wszystko za sobą i rozpocznie nowe życie.
Nie czekając, aż Kinga zarzuci ją pytaniami, odparła:
– Cóż, sama nie szukałam nowej pracy. Zgłosił się do mnie headhunter i złożył mi propozycję nie do odrzucenia. Mam zostać jednym ze wspólników w Trade & Mark.
Kinga nie była zadowolona z tego, co usłyszała. Firma Trade & Mark była ich głównym konkurentem. Ostatnio przegrali z nią kilka ważnych przetargów. W dodatku w ostatnim roku zwiększył się ich apetyt na talenty z kuźni Kuty, Malinowski i Partnerzy. To właśnie z tego powodu Paweł Kuty, wspólnik zarządzający, wysłał Kingę na dodatkowe szkolenia w obszarze HR. Pracowali razem już od trzech lat, wcześniej Kinga była asystentką Pawła. Wysoko cenił jej talenty organizacyjne, a w końcu na czym polega zarządzanie ludźmi, jeśli nie na dobrym planowaniu i koordynacji.
Przez kolejną chwilę Kinga patrzyła na Martę, wahając się, jak poprowadzić dalej rozmowę. Wiadomość o jej nieplanowanym odejściu naprawdę wszystkich zszokowała. Dotychczas kariera Marty rozwijała się znakomicie; prawniczka miała 33 lata, z kancelarią Kuty, Malinowski i Partnerzy związała się osiem lat temu. Firma była dla niej jak rodzina, nawet po tym, jak wyszła za mąż i urodziła dzieci. Dzięki jej wiedzy, profesjonalizmowi, charyzmie i wspaniałym relacjom z ludźmi prężnie rozwinęła nową linię usług – doradztwo w zakresie własności intelektualnej i przemysłowej. Cieszyła się dużym uznaniem klientów, a zespół uważał ją za świetnego szefa.
– Zapewne nie jest dla ciebie zaskoczeniem, że mogłaś w naszej firmie liczyć na awans – kontynuowała Kinga. – Jeśli nie w tym roku, to może w przyszłym. Czy podjęłabyś inną decyzję, jeżeli twoje wynagrodzenie byłoby wyższe? Jaka kwota byłaby dla ciebie satysfakcjonująca? – dla dramatyzmu zrobiła dłuższą pauzę. – Chcę tylko powiedzieć, że nie należy się wstydzić zmiany decyzji. Wiesz o tym, że naprawdę wysoko cię tu cenimy.
Marta postanowiła skończyć tę farsę.
– Miło słyszeć coś takiego, Kingo – powiedziała – ale już przyjęłam ich ofertę. Przychodzi w życiu czas wyboru i właśnie na taki trafiłam. Marzą mi się nowe wyzwania, chcę także skorzystać z możliwości, jakie daje międzynarodowa korporacja. Po prostu życie podsunęło mi szansę, której nikt by nie odrzucił.
Kinga starała się być bardziej dociekliwa i zadawała kolejne pytania, ale niewiele to dało. Marta udzielała już tylko wymijających odpowiedzi.
Wściekłość szefa
Jesteśmy świetną firmą, dlaczego więc uciekają od nas pracownicy?
Następnego dnia Kinga Smołek zapukała do drzwi Pawła Kuty. Starała się uchwycić jego spojrzenie, ale Paweł był wyraźnie rozdrażniony, nawet nie obrócił fotela, żeby zobaczyć, kto śmiał go niepokoić. Od kilku dni zastanawiał się nad sytuacją w zespole prawników. Nie mógł zrozumieć, dlaczego kancelaria Trade & Mark zaproponowała Marcie Bryle stanowisko wspólnika. „Czy dostrzegli w niej coś, co my przeoczyliśmy?” – zastanawiał się gorączkowo. Tak naprawdę przejście Marty do konkurencji stawiało pod znakiem zapytania przyszłość działu doradztwa w obszarze własności intelektualnej. Paweł zupełnie się na tym nie znał, podobnie jak inni wspólnicy.
– Czym ją tam zwabili? Wynagrodzeniem? Dlaczego nie zaproponowaliśmy jej więcej? – wyrzucił z siebie.
Kinga cofnęła się. Już dawno jej szef nie był tak wściekły.
Gdy w 1996 roku Paweł zakładał kancelarię, wszystko było takie proste. Potencjalni klienci – nowo powstające firmy – łaknęli profesjonalnego doradztwa. Młodzi prawnicy byli gotowi do pracy nawet 24 godziny na dobę. W dodatku byli lojalni i oddani sprawie. Teraz zaś borykał się nie tylko z klientami i swoimi prawnikami, ale też z szacownym gronem wspólników, gotowych zmarnotrawić każdy grosz na nikomu niepotrzebne zabawki. Do furii doprowadzały go niekończące się dyskusje o wymianie aparatów komórkowych na drogie komunikatory, zagrażające poufności danych w przypadku instalacji zdalnego dostępu do poczty. Jak również zwiększenie puli służbowych aut. Na szczęście to on miał decydujący głos.
Od początku Paweł stawiał przed kancelarią jasne cele: świadczenie profesjonalnych, kompleksowych usług, gwarantujących bezpieczeństwo prawne klientów. Firma rozwijała się dynamicznie, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom rynku, i miała już wyrobioną markę, gdy do Polski weszła międzynarodowa konkurencja. Kiedy na przykład inne, większe kancelarie dopiero zaczynały budować swoje zespoły ds. własności intelektualnej, ich firma miała już na swoim koncie obsługę najważniejszych spraw w tym obszarze.
Uważam, że traktujemy ludzi naprawdę dobrze. Mają przecież wszystko: prestiż, ciekawe, pełne wyzwań projekty dla największych graczy na rynku, zdobywają unikalne doświadczenie. Aż dziw, że nie każemy im za to płacić.
Teraz Paweł patrzył na Kingę z wyrzutem. Żałował, że nie może na nią zrzucić winy za odejście Marty – albo na kogokolwiek innego.
– Odkąd założyłem firmę, starałem się, żeby była wspaniałym miejscem pracy – powiedział. – Uważam, że traktujemy ludzi naprawdę dobrze. Mają przecież wszystko: prestiż, ciekawe, pełne wyzwań projekty dla największych graczy na rynku, zdobywają unikalne doświadczenie. Aż dziw, że nie każemy im za to płacić. Wynagrodzenie też jest bardzo atrakcyjne.
Kinga nie wiedziała, co powiedzieć.
– Postaram się dowiedzieć czegoś więcej. Może to nie jest żaden trend, a tylko niefortunny zbieg okoliczności. Ludzie zmieniają pracę z wielu powodów – odparła ostrożnie.
Paweł w ogóle jej nie słuchał.
– Wiesz, co ci powiem – oni i tak nie byli warci naszego zachodu. Przykładowo taki Damian Sterny odszedł rzekomo z „powodów rodzinnych” do jakiejś ledwo znanej firmy konsultingowej na Pomorzu, a Bartek Zaleski postanowił działać na własny rachunek. Teraz Marta złamała kodeks etyczny i odchodzi do konkurencji. Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że sama ich rekrutacja była porażką. Kto nie jest z nami, jest przeciwko nam!
Kinga słuchała z niedowierzaniem.
– Sprawdź, czy czasem nie ma wśród nas więcej takich nieudaczników, którzy planują jakiś skok w bok – powiedział i na tym zakończył spotkanie.
Plotki, ploteczki
Kolejny dzień nie przyniósł większych zmian. Zespół Marty właśnie szykował dla niej pożegnalną niespodziankę. Odkąd współpracownicy dowiedzieli się o jej planowanym odejściu, nastroje były minorowe. Nikt nie chciał powiedzieć tego na głos, ale większość chętnie poszłaby razem z Martą. Chodziły plotki, że pensje w Trade & Mark są porównywalne, a atmosfera pracy dużo lepsza. Biuro tej kancelarii mieściło się w wieżowcu blisko metra. Ktoś słyszał, że nawet na stanowisku młodszego prawnika pracownicy dostają służbowe komórki z limitem wystarczającym na rozmowy prywatne. Mają też możliwość udziału w szkoleniach w centrali firmy w Stanach Zjednoczonych.
– Ciekawe, co z nami będzie – zagadnęła Beata Kozłowska, bezpośrednia podwładna Marty. – Ona naprawdę wierzyła, że tę firmę można zmienić od wewnątrz. Było w niej tyle entuzjazmu i chęci działania, a klienci wprost ją uwielbiali. I wszyscy myśleliśmy, że w tym roku zostanie wspólnikiem. Dlaczego nie zaczekała?
Robert Zagórny przytaknął:
– Trudno nam będzie zdobyć bez niej tak ciekawe i duże projekty w naszej niszowej działce.
A ściszając głos dodał:
– Szkoda, że nikt nie pomyślał o tym zawczasu i nie starał się jej zatrzymać.
Do rozmowy włączył się Igor Leski, który pracował przy transakcjach na rynkach kapitałowych.
– To chyba taki trend. Decyzję o odejściu nasi szefowie traktują jak wypowiedzenie wojny. Czy wspólnicy naprawdę myślą, że jesteśmy tu z nimi na dobre i na złe? Praca to nie małżeństwo!
To nie jest zbieg okoliczności
Miesiąc później Paweł przeglądał raport ze wskaźnikami wykorzystania personelu, kiedy zadzwonił telefon. Telefonował Miłosz Zarębski, jeden ze wspólników w kancelarii.
– O co chodzi, Miłosz? – rzucił Paweł do słuchawki.
– Będę potrzebował twojej pomocy. Obawiam się, że kolejna osoba chce odejść z firmy. Chodzi o Adę Solską. Jak dotąd to tylko plotka, ale nie chcę tego tak zostawić – powiedział Miłosz.
Paweł skrzywił się:
– O Adę? Masz rację, nie chcemy jej stracić. Najlepiej przyjdź do mnie od razu i weź ze sobą po drodze Kingę, może na coś się przyda.
Gdy wszyscy zebrali się już w gabinecie, Miłosz zaczął:
– Jeżeli stracimy Adę, to może oznaczać nie lada problem dla firmy. Zastąpiła Damiana i jest zaangażowana w dużą transakcję. Poza tym klienci ją uwielbiają. Jej nie mam już kim zastąpić – spojrzał poważnie na Kingę.
– Czy wiesz, o co chodzi? Co tu się w ogóle dzieje? To tak jakby zdjęcia naszych najlepszych ludzi pojawiły się z numerami telefonów w internecie z informacją: „tanio sprzedam”.
Kinga była wstrząśnięta i zaskoczona.
– Czy wie pan coś więcej na ten temat? – spytała.
– Ludzie mówią, że Ada może iść w ślady Marty Bryły i przejść do Trade & Mark. Obie nadawały na tych samych falach. Nie zdziwiłbym się, gdyby Marta chciała tam ściągnąć Adę – zastanawiał się Miłosz.
Paweł spojrzał lodowato na Kingę i wycedził:
– Zadzwoń, proszę, do Ady i zapytaj, czy ma teraz czas. Chciałbym się z nią jak najszybciej zobaczyć.
Mamy problem w dziale własności intelektualnej. Istnieje ryzyko, że stracimy ludzi na rzecz konkurencji.
Dlaczego nie chcą z nami zostać?
Dziesięć minut później Ada Solska, odpowiedzialna za transakcje kapitałowe, z niepokojem przemierzała pusty korytarz. Na tym piętrze znajdowały się jedynie gabinety wspólników. Rzadko zapraszano tu kogokolwiek z dołu. Czuła zaniepokojenie. Nie co dzień była wzywana do gabinetu wspólnika zarządzającego. Kilka pierwszych minut rozmowy o pogodzie tylko pogłębiło jej zdenerwowanie. Wreszcie Paweł przeszedł do sedna.
– Adrianno, doszła do mnie niepokojąca plotka, że zastanawiasz się nad zmianą pracy. Oczywiście, mam nadzieję, że to nieprawda.
Ada bezwiednie spuściła wzrok i starała się zebrać myśli.
– Plotki się tu strasznie szybko rozchodzą, ale ma pan nieprawdziwe informacje – wydusiła z siebie wreszcie.
– Chciałbym, żebyś była ze mną szczera; możesz mi zaufać, cenię lojalność i potrafię ją wynagrodzić – powiedział przymilnym głosem. – Czy Marta Bryła nadal się z tobą kontaktuje?
Ada zrobiła lekko zdziwione oczy i chwilę ważyła słowa.
– Nie planuję zmiany pracy, szanuję naszą firmę i doceniam możliwość całościowego zarządzania transakcjami, co jest możliwe w naszej kancelarii. Natomiast – zawahała się – wiem, że koledzy z byłego działu Marty są z nią w stałym kontakcie.
– Ach, więc to ich chce do siebie ściągnąć? – Paweł postanowił tym razem nie dać się wyprowadzić z równowagi. Musiał działać natychmiast. – Ada, przeszłaś pozytywnie mój test. Widzę, że jesteś osobą, której mogę zaufać. Gratuluję, właśnie dostałaś awans.
Chaos czy nowe reguły gry?
Paweł nie chciał zwlekać. Na następny dzień wyznaczył spotkanie wspólników.
– Panowie, zwołałem to nadzwyczajne zebranie, aby podzielić się z wami kilkoma przemyśleniami – zaczął bardzo oficjalnie. – Mamy problem w dziale własności intelektualnej. Istnieje ryzyko, że stracimy ludzi na rzecz konkurencji, czyli Trade & Mark.
Na sali zaczęto szeptać.
– Dlatego chciałem wam zakomunikować, iż jutro zaproponujemy wszystkim osobom w tym dziale podwyżki pensji o 15 procent, a kilku kluczowym prawnikom przyśpieszymy ścieżkę kariery. Tak jak postąpiłem wczoraj z Adą, jedną z tych wychudzonych dziewczyn od transakcji kapitałowych.
– Paweł, nie możesz tego zrobić! Ada nie poradzi sobie na stanowisku starszego prawnika. Poza tym nie jest warta tych stawek – zdenerwował się Miłosz.
Pozostali wspólnicy również nie byli tym zachwyceni. Awanse i zmiany wynagrodzenia ogłaszali tylko raz w roku i wszystkim jednocześnie. W dodatku zawsze decydowali o tym wspólnie.
Paweł przewidział, że szybkość, z jaką podjął decyzję o awansie Ady, nie spodoba się innym, więc nie był tym zaskoczony i nie zamierzał się wycofać. W końcu udało mu się zatrzymać ją w firmie.
– Trudne czasy wymagają trudnych decyzji – powiedział na swoją obronę.
– Ale właśnie o to chodzi – odparł kolejny ze wspólników. – To będzie wyglądało na akt desperacji dla każdego, kto słyszał tę plotkę. A co gorsza, to nieuczciwe. Jeżeli te stanowiska są do wzięcia, mogą być jeszcze inni ludzie, którzy powinni mieć możliwość ubiegania się o nie. Jaki sygnał wysyłamy, podejmując takie decyzje?
– Powiem ci, jaki moim zdaniem damy sygnał. Ludzie dowiedzą się wreszcie, że ich cenimy i wsłuchujemy się w ich oczekiwania. To pozytywny przekaz, na który wszyscy teraz czekają. A jeżeli chodzi o Adę, nie martwcie się. Poradzi sobie – Paweł zakończył rozmowę.
W jaki sposób wspólnicy kancelarii Kuty, Malinowski i Partnerzy mogą poznać prawdziwe przyczyny odejść pracowników i zatrzymać najlepszych ludzi w firmie? • Rad udzielają trzej specjaliści i praktycy: Jarosław Sobczyk, dyrektor P&O (Personnel and Organization) w Mars Polska; Piotr Gałuszyński, partner w departamencie bankowym kancelarii White & Case; Marek Moczulski, prezes ZPC Mieszko.

