Streszczenie: Działalność gospodarcza podlega ocenie według trzech kryteriów: efektywności, ekonomiczności i etyczności. Efektywność odnosi się do realizacji celu, ekonomiczność do stosunku wyników do nakładów, a etyczność do społecznego przyzwolenia na dane działanie. Wielu przedsiębiorców uważa, że etyczność można analizować podobnie jak efektywność czy ekonomiczność, angażując specjalistów ds. etyki. Jednak moralność powinna być kwestią osobistego sumienia każdego człowieka. Badania z 2003 roku wykazały, że 65% polskich menedżerów uważa, iż zawsze należy przestrzegać norm moralnych, choć 58% sądzi, że etyczne zachowanie może prowadzić do niepowodzenia w biznesie. Przypadek Roberta Zielińskiego, który musi zdecydować, czy wręczyć łapówkę ukraińskim urzędnikom, ilustruje konflikt między zasadami ekonomii a etyki. Może on albo zapłacić żądaną sumę, albo przeciwstawić się korupcji, wspierając działania rządu Wiktora Juszczenki na rzecz eliminacji tego zjawiska. Dylemat wręczenia łapówki odzwierciedla sprzeczność między zasadami ekonomiki a etyki w krótkim okresie. W dłuższej perspektywie relacja między nimi jest bardziej złożona.
Działalność gospodarcza, jak wszystkie działania człowieka, podlega wartościowaniu ze względu na dwa rodzaje kryteriów: kryteria sprawnościowe, czyli prakseologiczne, oraz kryteria moralne. Prakseologicznymi wymiarami działań są efektywność i ekonomiczność, zaś wymiarem dotyczącym moralnego kontekstu działań jest etyczność. Ową triadę określa się mianem „trzech E”. Efektywność (inaczej skuteczność) służy do oceny realizacji celu działania, ekonomiczność to stosunek wyniku działania do poniesionych nakładów (bowiem wszelkie działania wymagają jakichś nakładów), zaś etyczność wskazuje na stopień przyzwolenia społecznego dla podjęcia danego działania i na ocenę środków użytych do osiągnięcia zamierzonego celu.
Prakseologiczne wymiary działania: efektywność i ekonomiczność, są na ogół wyrażane w jednostkach monetarnych, co umożliwia obiektywną ocenę przedsięwzięć gospodarczych oraz ich wzajemne porównywanie. Analiza ekonomiczna nie zależy od tego, kto ją przeprowadza, można zatem jej wykonanie zlecić specjaliście analitykowi. Wielu ludziom biznesu wydaje się, że analogicznie można postępować z trzecim E – czyli z etycznością. Uważają oni, że można zaangażować specjalistę etyka, który powie, jak postąpić w konkretnej sytuacji, by zawrzeć swoisty „kontrakt” moralny, a przy tym uczynić to po najniższych „kosztach”, uzyskując wysoki „wynik”. Stąd dbałość o fasadę zwaną wizerunkiem, czyli o makijaż „etyczny” czy – jak to kiedyś nazwałem – manikiur na niewidzialnej ręce rynku. W rezultacie społeczny ogląd biznesu jako całości tkwi w okowach stereotypu jego notorycznej nieetyczności i tzw. moralności krańcowej, która sprowadza się do balansowania na krawędzi przyzwoitości z częstym schodzeniem poniżej tej cienkiej linii.
Tymczasem dla każdego człowieka zdolnego do rozróżniania dobra i zła moralność powinna być sprawą oczywistą. On sam bowiem dokonuje wyboru moralnego i staje nie przed cudzym, ale przed własnym sumieniem. Jak wynika z badań przeprowadzonych w 2003 roku przez Centrum Etyki Biznesu, 65% szefów polskich firm uważa, że zawsze należy przestrzegać norm moralnych, a 30% – że tylko nieliczne okoliczności usprawiedliwiają niemoralne działania. Jednak aż 58% menedżerów uważa, że etyczne zachowanie może prowadzić do niepowodzenia ich działań biznesowych.
Sytuacja, w jakiej znalazł się Robert Zieliński, skłania do zastanowienia się, czy jego partnerzy, Oleg i Sasza, nie zostali przymuszeni przez urzędnika Iwana Nikołajewicza Buczkina oraz jego podejrzanych kompanów do działania na niekorzyść Zielińskiego, albo nawet czy wszyscy oni nie są w zmowie. Wcześniejsze przypadki „załatwiania” spraw z tamtejszymi urzędnikami skłaniają do przypuszczenia, że zarzut sformułowany został jedynie dla wymuszenia łapówki.
Robert Zieliński musi to sprawdzić. Może więc wziąć dyktafon do kieszeni i udać się do biura Ukraińskiej Izby Skarbowej, by wysłuchać tego, co mają do powiedzenia urzędnicy, i nagrać przebieg tej rozmowy. Potem może wybrać dwie drogi. Albo pójść po linii najmniejszego oporu i zapłacić żądaną „wziątkę”, albo przeciwstawić się takim praktykom, wspomagając tym samym działania rządu Wiktora Juszczenki, który przecież zapowiedział uwolnienie urzędów od raka korupcji. Ktoś kiedyś musi zacząć coś zmieniać. Tym bardziej że obywatele Ukrainy, występując masowo przeciw sfałszowaniu wyniku drugiej tury wyborów prezydenckich, pokazali, że chcą tych zmian.
Dylemat: „dawać łapówkę czy jej nie dawać”, w krótkim okresie odzwierciedla często spotykaną sprzeczność między zasadami ekonomiki a zasadami etyki. W dłuższym okresie relacja między tymi zasadami jest bardziej złożona.
Robert Zieliński powinien więc zapewne zadać sobie pytanie, czy sytuacja na Ukrainie jeszcze usprawiedliwia działania nieetyczne, czy już ich nie usprawiedliwia?
Na wykładach z etyki biznesu przedstawiam tzw. test słoneczny (tak ten test nazywa Centrum Doskonalenia Etyki z Hongkongu – niegdyś będącego synonimem korupcji, a dziś wysoko i pozytywnie notowanego przez Transparency International). Test polega na gotowości do publicznego, w blasku słonecznego światła, przedstawienia wyboru, jakiego się dokonało. Myślę, że szef Farboksu nie jest na takie działanie gotowy.
Richard T. De George – amerykański etyk biznesu, założyciel i pierwszy prezes International Society of Business, Economics and Ethics oraz organizator I Światowego Kongresu Etyki Biznesu – tłumaczył amerykańskim biznesmenom, że uczciwa firma musi być skłonna do odważnego działania, gdy jest to niezbędne, i musi być gotowa ponosić koszty, jeśli wymaga tego integralność, czyli jedność słów i czynów.
W walkę z korupcją i tworzenie mechanizmów przeciwdziałania jej są zaangażowane prawie wszystkie organizacje międzynarodowe. Opracowują one właśnie w tej kwestii wiele zaleceń i wiążących dokumentów. W 1997 roku Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju przygotowała Konwencję o zwalczaniu przekupstwa zagranicznych funkcjonariuszy publicznych w międzynarodowych transakcjach handlowych. Mimo wielu obostrzeń konwencja dopuszcza jako wyjątek odstąpienie od pociągania do odpowiedzialności za czyny polegające na wręczaniu tzw. drobnych płatności ułatwiających. Koncepcja ta została przeniesiona z amerykańskiej ustawy „facilitating payments” i odnosi się do płatności mających zachęcać urzędników do większej aktywności i podjęcia przez nich rutynowych czynności (np. wydanie wizy, podłączenie telefonu, dostawa wody), które mogą ułatwić przedsiębiorstwu prowadzenie normalnej działalności. Nadal jednak kwestią sporną pozostaje ocena tych działań. Czy owe gratyfikacje bliższe są łapówce czy napiwkowi? Wyznaczenie tej granicy między dopuszczalnymi płatnościami wymaga zawsze odpowiedzi na kilka pytań:
Kogo płatność wzbogaca, a komu szkodzi?
Czy płatności będą wykazywane w bilansach firmy?
Czy płatności będą zgłaszane do opodatkowania, czy też dokumenty podatkowe będą fałszowane?
Jak wielkie są to kwoty, zarówno w liczbach bezwzględnych, jak i w stosunku do sumy transakcji?
Czy płatność następuje przed zawarciem transakcji, czy po nim?
Czy stanowi ona upust wykazywany w dokumentach?
Odpowiedzi na te pytania ułatwią także Robertowi Zielińskiemu analizę etycznej dopuszczalności płatności, jakiej żądają UIS‑owcy.
Powinien on jednak pamiętać, że nieetyczne są takie płatności, które podważają uczciwość procesu negocjacji i zawierania transakcji i że są one podejrzane zawsze wtedy, gdy nie są faktyczną, powszechną i jawną praktyką, jak na przykład dawanie napiwku taksówkarzowi czy kelnerowi, których w innych krajach się nie stosuje.
Robert Zieliński musi więc liczyć się z konsekwencjami swojej decyzji nie tylko dla siebie i Farboksu, ale także dla krajowych i zagranicznych partnerów swojej firmy. I to nie tylko teraz, ale także w przyszłości.

