Huawei kontra USA, czyli jak zyskać dzięki kryzysowi

Nie jest to (kolejny) materiał poświęcony starciu Chin i Stanów Zjednoczonych, z Huawei i Google’em w przeciwległych narożnikach ringu. Pokazujemy – na przykładzie Huawei – że firma może zyskać na sytuacji zewnętrznego kryzysu.

Zaraz, zaraz – o jakim zysku mówimy? Przecież kilkanaście dni temu Ren Zhengfei, założyciel i prezes Huawei, poinformował o przewidywanym spadku dochodów firmy na poziomie 30 mld dolarów. Plany sprzed kryzysu handlowego między Chinami a Stanami Zjednoczonymi zakładały, że w 2019 roku obroty firmy osiągną poziom ok. 130 mld dolarów, natomiast aktualne szacunki to 100 mld. Ren Zhengfei potwierdził także, że w maju sprzedaż smartfonów Huawei spadła poza granicami Chin aż o 40%. Według agencji Bloomberg oznacza to, że do nabywców trafi aż 20 mln mniej smartfonów tego producenta.

A jednak zysk. Wielu ekspertów ocenia, że choć w ujęciu krótkoterminowym zyskały Stany Zjednoczone, a przy okazji Samsung i inni producenci smartfonów, którzy nie znaleźli się na „czarnej liście”, to długoterminowym zwycięzcą będzie Huawei – i inne chińskie firmy. I będzie to zwycięstwo, które przewyższy początkowe straty.

Na chwilę jednak zostawmy zysk i zajmijmy się kryzysem. Jak mądrze do niego podejść?

Mądry Chińczyk przed szkodą

Pierwsza zasada przechodzenia kryzysu według Huawei – bądź na niego gotowy.

W przypadku chińskiego producenta smartfonów oznaczało to zrobienie zapasów podzespołów pochodzących od amerykańskich firm, zapewniających przez pewien czas ciągłość produkcji nawet po odcięciu dostaw. Według nieoficjalnych źródeł już kilka miesięcy wcześniej Huawei zwiększył wysokość zamówień od zachodnich dostawców.

Kryzysy bywają jednak różne. Nie zawsze wymagają przygotowania zapasów i nie zawsze dają się przewidzieć mimo uważnej obserwacji rynku i świata polityki. Wystarczy wspomnieć trzęsienia ziemi w Japonii w 2011 czy 2018 roku – wynikające z nich przestoje produkcyjne były dla wielu firm totalnym zaskoczeniem.

Niezależnie od branży i od charakteru kryzysu każde przedsiębiorstwo może się jednak do przygotować co najmniej w zakresie strategii zarządzania firmą. Rozwijamy się według planu A – to świetnie, ale miejmy opracowane plany B, C i D, oparte na innych możliwych scenariuszach wydarzeń, nawet tych nieprzewidywalnych. Każda firma, niezależnie od branży, jest się w stanie w ten sposób zabezpieczyć.

Usiądźmy…

Druga zasada przechodzenia kryzysu według Huawei – zachowaj spokój.

W przypadku kłótni między dwojgiem ludzi psychologowie zachęcają, aby obie strony konfliktu najzwyczajniej w świecie usiadły. Wynika to z prostej obserwacji – emocje, podniesiony ton głosu, nierozważne działania czy słowa często związane są ze stojącą postawą ciała, więc sama zmiana pozycji na siedzącą działa już uspokajająco.

I tak właśnie zachowywał się Huawei w trakcie kryzysu spowodowanego przez konflikt handlowy Chiny – USA. Politycy amerykańscy „stali”, przekazując za pośrednictwem mediów sporą ilość gróźb, pełnych emocji deklaracji i oskarżeń. Natomiast ani przedstawiciele chińskich władz, ani przedstawiciele Huawei w żadnym momencie nie eskalowali tego konfliktu. Nie dali się wciągnąć w wymianę ciosów i licytacje na zasadzie: jak wy nam tak, to my wam w zamian…

Oficjalny komunikat ze strony Huawei w sprawie blokady najpierw ze strony Google’a, a potem innych dostawców, to prawdziwe mistrzostwo świata i złoty medal w kategorii spokojnego łagodzenia napięcia:

Huawei znacząco przyczynił się do rozwoju i popularyzacji systemu Android na całym świecie. Jako jeden z kluczowych globalnych partnerów Androida, ściśle współpracujemy z ich platformą open-source w celu tworzenia ekosystemu, który przynosi korzyści zarówno użytkownikom końcowym, jak i całej branży. (…) będziemy nadal budować bezpieczny i zrównoważony ekosystem oprogramowania, aby zapewnić jak najlepsze doświadczenia dla wszystkich użytkowników z całego świata.

Zero agresji, zero gróźb, zero sankcji. I – choć łatwo to napisać, a trudniej wykonać – to naprawdę działa. Zachowanie spokoju w czasie kryzysu daje gwarancję, że będzie to kryzys możliwie minimalny. Oczywiście, nadal może być duży i ciężki, ale jeśli kierownictwo firmy doda do niego emocje i gwałtowne działania, będzie tylko gorzej.

Pogadajmy…

Trzecia zasada przechodzenia kryzysu według Huawei – komunikuj się.

Jeśli ktoś zaskoczył cię działaniem na szkodę twojego biznesu, staraj się utrzymać z nim dialog i negocjować.

W przypadku Huawei zachowanie dialogu przełożyło się na to, że już dwa dni po wciągnięciu firmy na „czarną listę” i ogłoszeniu blokady ogłoszona została swoista „prolongata”. Firma Google zapewniła, że przez kolejnych 90 dni dalej wspierać będzie produkty Huawei na płaszczyźnie systemu operacyjnego Android. Równocześnie umówione wcześniej dostawy podzespołów nie zostały wstrzymane.

To był tylko pierwszy, ale bardzo ważny krok, dający czas do… dalszych negocjacji. Bardzo intensywnych i zakończonych sukcesem. Mimo wcześniejszych bardzo radykalnych deklaracji podczas zeszłotygodniowego szczytu G20 prezydent Donald Trump łaskawie odwołał blokadę i kryzys został (prawdopodobnie) zażegnany.

Tu także kłania się zasada opracowana przez psychologów, ale stosowana w biznesie – tworzenie dystansu czasowego. W skrócie polega ona na tym, by już w momencie szczytu konfliktu przewidywać, jak będzie się on przedstawiał za jakiś czas, np. za miesiąc. Z jednej strony skutecznie studzi to niepotrzebne emocje, a z drugiej stanowi dodatkową motywację do likwidacji problemu. Jak pokazuje przykład Huawei – to działa.

Mój problem to także twój problem

Czwarta zasada przechodzenia kryzysu według Huawei – szukaj sojuszników.

I to nie tylko dlatego, że ich pomoc może okazać się w danym momencie przydatna. Kryzys to świetny czas na wypracowanie długotrwałych sojuszy i konsolidację rynku.

Jak to wyglądało w przypadku Huawei? Chińska firma już od lat pracowała nad rozwojem własnego systemu operacyjnego do urządzeń mobilnych (patrz „Pierwsza zasada…”), ale do tej pory nikt się nim specjalnie nie interesował. Konflikt z firmą Google, w swoich posunięciach zgodną z linią wyznaczoną przez polityków amerykańskich, mocno to zmienił. Bo tam, gdzie jeden chiński producent ma problem, tam problemy mogą mieć również inni.

I nagle nie tylko Huawei, ale także inni chińscy producenci smartfonów zajęli się… testami i rozwojem systemu mobilnego Hongmeng. Dotychczasowi rywale stali się sojusznikami. Huawei to drugi największy sprzedawca smartfonów na świecie, a dołączyli do niego: OPPO (czwarta pozycja na świecie), Vivo (piąta) i Xiaomi (szósta). Jeśli ta czwórka zdecydowałaby się na odejście od Androida, system mobilny rozwijany przez Google’a mógłby tego nie przetrwać.

Jakie firmy sprzedają najwięcej smartfonów
Światowa sprzedaż smartfonów – pierwszy kwartał 2019 r. Huawei, Xiaomi, OPPO i Vivo odpowiedzialne były za sprzedaż 41,9% smartfonów na całym świecie. Równocześnie była to niemal połowa urządzeń wykorzystujących system Android. Gdyby ci producenci zdecydowali się na zmianę systemu operacyjnego…
Grafika: MITSMR.pl, Źródło: Statista

Kryzys? To wspaniale!

Pierwotne plany Huawei zakładały, że już w 2019 firma zostanie największym producentem smartfonów na świecie i bardzo dynamicznie rozbuduje sieci 5G. Gdyby ten plan został zrealizowany, doszłoby do tego na warunkach zagranicznych, głównie amerykańskich dostawców. I to od ich łaskawej współpracy zależałoby dalsze utrzymanie tej pozycji.

Obecnie – z powodu kryzysu – wygląda na to, że Huawei pozostanie „tylko” światowym numerem dwa, przynajmniej w roku 2019. Jeśli jednak w dalszej przyszłości zdobędzie pozycję lidera, to będzie to sukces bazujący na znacznie solidniejszych podstawach.

Liczby nie kłamią – w krótkim okresie kryzys przyniósł Huawei potężne straty finansowe. Został on jednak przez tę firmę dobrze wykorzystany do tego, by zmodernizować i uniezależnić łańcuch dostaw (ten proces nie jest oczywiście zakończony, ale trend się wzmocnił), rozwinąć nowoczesne technologie, wzmocnić morale firmy oraz skonsolidować rynek. W dłuższym okresie największym przegranym tego konfliktu mogą okazać się zatem Stany Zjednoczone i amerykańskie firmy. Jeśli ktoś straszy „przykręcaniem kurka” nowoczesnych technologii, w naturalny sposób wywołuje tendencję do szukania innych źródeł.

Dlatego warto spojrzeć na ten konflikt w szerszym kontekście. Każdy zewnętrzny kryzys, z jakim zmierzyć się musi firma, może okazać się trudny do przezwyciężenia i niezwykle kosztowny. Jeśli jednak uda się go przezwyciężyć, stanowi świetną okazję do wzrostu firmy, impuls do jej transformacji i modernizacji.