Drążki pogo – hulajnogi elektryczne będą miały konkurencję

Każdego roku pojawiają się miliony nowych startupów, przy czym bardziej konkretna liczba zależy od tego, jak dokładnie zdefiniujemy to pojęcie. Wśród tych milionów pojawiają się zaś pomysły, które zdecydowanie warto zauważyć i obserwować – takie jak szwedzki startup Cangaroo, który chce wypożyczać mieszkańcom miast… drążki pogo.

Są co najmniej dwa powody, dla których właśnie ten startup wydaje się interesujący. Po pierwsze, celuje w dynamicznie rozwijający się rynek usług mikromobilnych, takich jak rowery, hulajnogi, skutery czy samochody elektryczne. W chwili obecnej najwięcej uwagi skupiają na sobie wypożyczane na minuty hulajnogi elektryczne. W samej Warszawie możemy wybierać spośród niemal 4000 urządzeń firm takich jak Bird, Blinkee City, CityBee, Hive i Lime. Mody się jednak zmieniają. Kto wie, może za jakiś czas to właśnie drążki pogo staną się najpopularniejszym środkiem transportu miejskiego na krótkich dystansach?

Fot. materiały prasowe Cangaroo.

Drugi powód jest nieco bardziej złożony. Otóż zalety hulajnóg elektrycznych są w miarę oczywiste, natomiast drążków pogo… no cóż. Z hulajnogą idzie w parze większa szybkość przemieszczania się przy równoczesnym zmniejszeniu wysiłku, za to wykonywanie skoków na sprężynującym kijku nie wydaje się ani wyraźnie szybsze, ani lżejsze od zwykłego chodzenia. Gdyby było inaczej, już dawno z tego rozwiązania korzystaliby np. kurierzy, listonosze czy strażnicy patrolujący teren… Widzieliście może jakiegoś na drążku pogo?

Dlatego… tym bardziej warto obserwować Cangaroo. Jeśli osiągnie sukces, to będzie to przede wszystkim efekt skutecznej akcji marketingowej – stworzenia nowej mody, dzięki której nowoczesny hipster odczuwać będzie nieodpartą chęć poskakania sobie po mieście. Zamiast jeżdżenia na „niemodnych” hulajnogach czy rowerach, oczywiście.

Fot. materiały prasowe Cangaroo.

Co to jest drążek pogo?

Sam pomysł nie jest nowy – kijek, sprężyna, oparcie na nogi i uchwyt. Jeśli za twórcę tego typu urządzeń uznamy amerykańskiego konstruktora zabawek George’a Hansburga, to stuknęło mu już ponad sto lat. Przypadek startupu Cangaroo nie idzie zatem w parze z wprowadzeniem innowacyjnej technologii czy rozwiązaniem popularnego problemu. Nie wróży temu projektowi najlepiej. Żeby była jasność – w przypadku drążków Cangaroo do przemieszczania się zaangażowane są nadal wyłącznie ludzkie mięśnie.

Unowocześnienie drążków pogo dokonane przez założycieli startupu polega na czymś innym. Tak jak w przypadku hulajnóg, drążki możemy zlokalizować i odblokować za pomocą specjalnej aplikacji na smartfony. Zmierzy ona także przebyty przez nas dystans. Ciekawostką jest również wbudowane oświetlenie.

Cangaroo nie podaje parametrów technicznych swoich drążków, więc nie wiemy na przykład, z jaką prędkością można się na nich przemieszczać, albo jak wysokie skoki da się z ich pomocą wykonać. W przypadku innych, bardziej wyczynowych urządzeń tego typu mogą to być naprawdę długie i wysokie „susy”– do wysokości ponad 3 metrów. Na filmie przedstawionym przez startup wygląda to jednak znacznie spokojniej i skromniej:

Cangaroo – premiera już w te wakacje

Samo wypożyczenie drążka pogo udostępnianego przez Cangaroo kosztować będzie 1 dolara – plus 30 centów za każdą minutę wypożyczenia. Już w tym miesiącu usługa pilotażowo dostępna będzie w dwóch szwedzkich miastach, Malmö i Sztokholmie, zaś w kolejnym etapie ekspansji przewidziane są Londyn i San Francisco.

Twórcy startupu podkreślają cztery najważniejsze zalety tego projektu:

  • wygodny – „parkowanie” drążka jest wyjątkowo łatwe;
  • zabawny – wspólne skakanie na kijku ze sprężynką rzeczywiście dostarczyć może wiele radości;
  • zdrowy – każda minuta skakania oznacza spalenie ok. 15-20 kilokalorii;
  • ekologiczny – w ogóle nie wymaga ładowania, a żywotność drążka pogo obliczana jest na od 16 do 24 miesięcy, czyli wielokrotnie dłużej, niż w przypadku hulajnóg.
Cangaroo
Fot. materiały prasowe Cangaroo.

Równocześnie warto spojrzeć na jego potencjalne wady:

  • ryzyko własnej kontuzji, zwłaszcza jeśli użytkownik przemieszczać się będzie bez kasku (a mało kto nosi przy sobie kask…);
  • ryzyko zderzenia z pieszymi – osoba skacząca na drążku pogo traktowana jest w świetle prawa jako pieszy, co może skutkować wypadkami (podobnie jak w przypadku hulajnóg);
  • wspomniany już brak wyraźnego zysku w postaci szybszego przemieszczania się lub zmniejszenia związanego z tym wysiłku.

Czy zatem Cangaroo odniesie sukces? Twórcy tego projektu w pierwszej kolejności muszą przekonać do niego inwestorów, choć finansowanie pierwszej, pilotażowej fazy jest zapewnione. Ostatecznie zdecydują jednak klienci, którzy powinni stanowić od początku serce każdego projektu – także tego. Jeśli twórcy startupu dobrze rozpoznali ich potrzeby, sukces jest gwarantowany. Można jednak odnieść wrażenie, że działają w typowo startupowy sposób – najpierw wdrażają projekt, by dopiero później w praktyce sprawdzić jego wartość.