Cztery scenariusze automatyzacji pracy

To, czy jakiś zawód będzie zagrożony przez automatyzację, zależy od dwóch czynników: od rodzaju wartości, jakiej dostarcza społeczeństwu, i od sposobu jej dostarczania.

Jest rzeczą bezdyskusyjną, że automatyzacja zmienia charakter ludzkiej pracy. Czy jednak roboty rzeczywiście czyhają na nasze stanowiska pracy?

Jedna z najbardziej popularnych tez głosi, że nisko płatnej pracy nie da się ocalić, natomiast zawodom wymagającym wyższego wykształcenia nie stanie się żadna większa krzywda. Analitycy często traktują płace i wykształcenie jako nadrzędne prognostyki ewolucji rynku pracy, obok potencjału firm do zwiększania efektywności i do redukcji kosztów przez zmiany stanowisk lub ich likwidację. Z przeprowadzonego przez nas badania wyłania się jednak bardziej zniuansowany obraz sytuacji.

Po zapoznaniu się z literaturą naukową i z publiczną debatą na temat automatyzacji stwierdziliśmy, że w małym stopniu uwzględniają one ryzyko dla poszczególnych profesji. Przeprowadziliśmy więc własne porównanie, kodując zawody (wiele z nich zaczerpnęliśmy z przeglądu literatury przedmiotu) według rodzaju wartości dostarczanej przez wykonawców tych zawodów i umiejętności używanych do jej generowania. W ten sposób powstał schemat, który pomaga pracownikom ocenić, jakie niebezpieczeństwa zagrażają im ze strony automatyzacji.

Wyłoniliśmy cztery kierunki ewolucji rynku pracy – stanowiska ulegną dezorganizacji, zostaną zlikwidowane, przejdą proces dekonstrukcji lub przetrwają – i ustaliliśmy, że dostarczana w wyniku pracy wartość jest lepszym prognostykiem tych zmian niż płace, wykształcenie, wydajność, koszty lub inne czynniki.       

Wbrew popularnemu przekonaniu, w nadchodzących dekadach najbardziej zagrożone przez automatyzację nie muszą być „niebieskie kołnierzyki” ani pracownicy bez dyplomu studiów wyższych. Z przeprowadzonej przez nas analizy wynika, że hydraulik może znaleźć się w lepszym położeniu niż prawnik. Ograniczanie się do zaleceń, aby wszyscy postawili na ciągłe uczenie się i rozwijania swoich umiejętności, jest pójściem na łatwiznę. Pracownicy muszą poznać cztery kierunki ewolucji rynku pracy jeśli mają nadzieję, że dostosują się do zmian.

Zrozumieć cztery kierunki

Pracownik używa podstawowego zbioru swoich umiejętności, aby w jakiejś formie dostarczyć wartość odbiorcy – albo odbiorcy zewnętrznemu, czyli klientowi, albo innemu pracownikowi swojej firmy. Stanowiska pracy ewoluują, gdyż postrzeganie wartości przez odbiorców podlega fluktuacjom na dwóch płaszczyznach: podstawowych umiejętności i mechanizmu przekazywania efektów tych umiejętności, czyli tego, co nazywamy „formą dostarczania wartości”.

Na niektórych stanowiskach podstawowy zbiór umiejętności stanowi konkretna baza wiedzy lub wyuczony fach. Na innych liczą się ludzkie umiejętności i zdolność do budowania relacji, a nie znajomość zagadnień technicznych. Największe prawdopodobieństwo automatyzacji dotyczy umiejętności, które łatwo poddają się standaryzacji, kodyfikacji lub rutynie. Natomiast te umiejętności, dzięki którym udaje się rozwiązywać różne problemy manualnie i bezzwłocznie, są mniej zagrożone automatyzacją, ponieważ stworzenie narzędzi na tyle zaawansowanych, że poradzą sobie z tą wielotorowością, jest albo zbyt drogie, albo zbyt pracochłonne, albo niewykonalne pod względem technologicznym. Umiejętności elektryka – na przykład – mogą się wydawać podatne na automatyzację, ale użycie ich zależy od unikalnych okoliczności towarzyszących każdemu zleceniu. Automatyzacja tak wysokiego stopnia indywidualizacji zadań byłaby rzeczą trudną.

Zbiór umiejętności przynosi jednak korzyść tylko wtedy, gdy dociera on do odbiorcy, a mechanizm dostarczania tej korzyści może się zmienić. Oto przykład: podstawowym zbiorem umiejętności profesora jest jego fachowa znajomość konkretnej dziedziny. Taka specjalistyczna wiedza była dotąd przekazywana odbiorcom (studentom) podczas zajęć w salach dydaktycznych. Pojawiły się jednak nowe wehikuły nauczania – platformy internetowe i masowe otwarte kursy online (massive open online course – MOCC). Zbiór umiejętności pozostaje ten sam, ale technologia przeobraża formę dostarczania wartości, gdyż adaptywne oprogramowanie i wirtualni nauczyciele oferują mocno spersonalizowane wskazówki i wsparcie coraz większej liczbie studentów posiadających różnorodne potrzeby. A proces uczenia się pod dyktando komputera wraz z rozwojem automatyzacji i sztucznej inteligencji będzie nadal stawał się coraz efektywniejszy.

Wyłoniliśmy cztery rodzaje przeobrażeń stanowisk pracy wskutek automatyzacji, oceniając oddzielnie stopień zagrożenia dla: 1) podstawowego zbioru umiejętności w każdym zawodzie i 2) formy dostarczania wartości. W dalszej części artykułu opiszemy te ścieżki ewolucji i zaproponujemy strategie poruszania się po nich.

Które zawody są najbardziej narażone na automatyzację?

Oś pionowa: stopień zagrożenia związanego ze zmianą sposobu dostarczania wartości

Oś pionowa: stopień zagrożenia związanego z przekazaniem kluczowych kompetencji maszynom

Zawody zdekonstruowane

Wymagane zdolności  wciąż trudne do zautomatyzowania. Nowe formy dostarczania wartości odbiorcom mogą stanowić zagrożenie dla ludzi.
Zawody najbardziej zagrożone

Zdolności staną się nieprzydatne, a sposób dostarczania wartości zmieni się nieodwracalnie
Zawody trwałe

Zarówno zdolności jak i sposób dostarczania wartości są zbyt trudne do zautomatyzowania

Zawody, które ulegną przeobrażeniu

Wymagane zdolności są relatywnie proste, ale odbiorcy usług wciąż wolą tradycyjny sposób dostarczania wartości

Dezorganizacja. Dezorganizacja następuje wtedy, gdy umiejętności potrzebne w jakimś zawodzie są mocno znormalizowane, ale konsumenci wolą, aby wartość docierała do nich w niezmienionej formie. Z reguły dezorganizacja następuje po obniżce kosztów produkcji dóbr i usług, spowodowanej wzrostem wydajności. Na przykład podstawowe zbiory umiejętności pracowników restauracji szybkiej obsługi są zagrożone wskutek uruchamiania punktów i wdrażania aplikacji, dzięki którym klienci mogą sami składać zamówienia. Przygotowywanie żywności w tych placówkach jest także mocno znormalizowane i z biegiem czasu może ulec automatyzacji, komplikując sytuację zarówno tych osób, które przyjmują zamówienia, jak i tych, które pracują w kuchni. Mimo że umiejętności tych ludzi są zagrożone, konsument będzie nadal otrzymywał korzyść w tej samej formie – prostych posiłków przygotowywanych w niezmienny i szybki sposób.

Podobnej dezorganizacji doświadczają także niektóre profesje wymagające wysokich kwalifikacji, takie jak agenci nieruchomości lub prawnicy. Wszystko za sprawą wyszukujących domy robotów i automatyzacji procesów przeglądania dokumentów oraz innych rutynowych czynności prawniczych (choć bardziej zniuansowane zadania w rodzaju doradzania klientom i występowania w sądzie wymagają, przynajmniej na razie, udziału prawników w ludzkiej postaci). Niestety, niebezpieczeństwo czyha też na księgowych, którzy będą odczuwać skutki automatyzacji ksiąg głównych i innych form ewidencji finansowej. Forma dostarczania wartości nie jest zagrożona, gdyż konsumenci nadal muszą mieć dostęp do swoich danych finansowych, ale umiejętności używane do generowania tych danych są podatne na automatyzację.

Jednym z adaptacyjnych rozwiązań jest znalezienie przejściowych ról, w których udział człowieka będzie nadal niezbędny. W miarę dalszego rozpowszechniania się zakrojonych na dużą skalę procesów automatyzacyjnych konsumenci będą musieli nauczyć się wchodzenia w interakcje z urządzeniami (nonhuman providers) i przyswajania sobie nowych rutynowych procedur. „Wysadzeni z siodła” pracownicy mogą funkcjonować jako pomost, upewniając się, że w miarę automatyzacji procesów wartość dociera do końcowych użytkowników w jej obecnej formie. Na przykład roboty wykonujące prace murarskie są o wiele szybsze i bardziej wytrzymałe od ludzi murarzy. Jednak na razie murarze są wciąż niezbędni do uzupełniania i zabezpieczania operacji przeprowadzanych przez roboty, do zapoznawania się z projektami budowlanymi i wykonywania prac narożnych.

Likwidacja. Do likwidacji dochodzi wtedy, gdy podstawowe umiejętności wymagane w danej pracy zostają uznane za przestarzałe, a forma dostarczania wartości ulega nieodwracalnym zmianom. Likwidacja miejsc pracy dotknęła już poborców opłat i operatorów central telefonicznych, ale nawet zawody wymagające wysokich kwalifikacji nie są wolne od ryzyka. Dotyczy to choćby aptekarzy, którzy wypisują recepty, dostarczają je konsumentom i odpowiadają na ich pytania w aptekach mających postać fizyczną. W miarę jak coraz więcej recept jest wystawianych elektronicznie i dostarczanych pocztą, podstawowe umiejętności aptekarzy są zastępowane przez procesy automatyczne, zautomatyzowaną jest również forma dostarczania wartości. Z podobnych przyczyn likwidacja zagraża prawdopodobnie zawodowi bibliotekarza. Niepewny jest też los osób wykonujących zawód programisty komputerowego (ponieważ pisanie kodu można łatwo zestandaryzować, przez co zmianie ulega forma dostarczania wartości – jej źródłem nie są już firmy tworzące oprogramowanie, a raczej otwarte platformy ulokowane w chmurze). 

Ludziom z likwidowanych stanowisk pracy często zaleca się przekwalifikowanie, co nie musi oznaczać zdobycia formalnego wykształcenia w innej dziedzinie. Ludzie ci powinni skupić się na szybkim nabyciu umiejętności, które są poszukiwane w obszarach ze stosunkowo stabilną formą dostarczania wartości. Dla tych pracowników podejmowanie długiej, kilkuletniej edukacji (na przykład kolejnych studiów licencjackich) prawdopodobnie nie jest najlepszym wyjściem. Programy służące zdobyciu mikroreferencji – dyplomów potwierdzających opanowanie konkretnej umiejętności, ministopni czy cyfrowych odznak – umożliwiają szybsze dokształcenie się i oferują więcej opcji na drodze do uzyskania kwalifikacji. Dają zarazem poczucie realizacji celu, wynikające z szybkiego opanowania atrakcyjnych rynkowo umiejętności. Naszym zdaniem, przedstawiciele zawodów zagrożonych likwidacją powinni wziąć na cel sektory o wysokim tempie wzrostu, które potrzebują pracowników. Obecnie przykładem takiego sektora jest cyberbezpieczeństwo – szybko rozwijająca się dziedzina, w której istnieje zapotrzebowanie na wyszkolonych pracowników (którzy mogą zdobyć kwalifikacje dzięki programom kończącym się uzyskaniem certyfikatu).

Dekonstrukcja. W przypadku dekonstrukcji podstawowemu zbiorowi umiejętności nic nie grozi, natomiast w niebezpieczeństwie jest forma dostarczania wartości. Taki los czeka choćby kierowców taksówek i limuzyn lub każdego, kto zajmuje się przewozem osób. Umiejętności taksówkarzy stanowią sedno wartości dostarczanej klientom – polegającej na przedostaniu się z miejsca A do miejsca B w bezpieczny i sprawny sposób. Wprawdzie można uznać, że do pewnego stopnia umiejętności te są zagrożone przez pojazdy autonomiczne, ale w bliskiej przyszłości kierowcy będą prawdopodobnie niezastąpieni. Zmieniła się jednak forma dostarczania wartości. Do tej pory wartość przejazdu taksówką była dostarczana w ramach scentralizowanej floty pojazdów – kierowcy byli pracownikami kilku przedsiębiorstw taksówkowych działających w danym mieście. Obecnie tę samą wartość dostarczają firmy reprezentujące zdecentralizowaną gospodarkę współdzielenia się, takie jak Uber czy Lyft. Podobna dekonstrukcja zawodu grozi fotografom i wykładowcom uniwersyteckim. Ich umiejętności pozostają ważne, ale preferencje konsumentów co do sposobu dostarczania wartości zmieniają się.

Jeśli twojej profesji grozi dekonstrukcja, dopasuj swoje umiejętności do nowych form dostarczania wartości. Chociaż może się to wydawać łatwe, największą przeszkodą jest opór wobec zmian. Istnieje na przykład wiele dowodów na to, że pracownicy naukowi bronią się przed e-learningiem jako nowym modelem dzielenia się ze studentami wiedzą oraz doświadczeniem. Taksówkarze postąpiliby mądrze, gdyby zamiast iść w ślady tych pracowników naukowych, dostosowali się do zmian standardów w transporcie. Gdy nowa forma wartości staje się głównym elementem oczekiwań klientów, mamy dwa wyjścia: dostosować się lub odejść do lamusa.

Trwałość. Analizy rynku pracy często pomijają fakt, że w dającej się przewidzieć przyszłości wiele zawodów, w tym niektóre zawody nisko płatne, będą funkcjonowały w niezmienionej formie. „Trwałymi” nazywamy te zawody, w których ani podstawowy zbiór umiejętności, ani forma dostarczania wartości nie są poważnie zagrożone. W tej kategorii zawodów mieszczą się elektrycy i hydraulicy, ponieważ wykonywana przez nich praca ma rzadko rutynowy charakter, a koszty stworzenia technologii, która mogłaby dostarczać wartość w takiej samej formie – manualnego rozwiązywania problemów – są zbyt wysokie. Innym przykładem jest praca asystenta lekarza. Umiejętności wymagane na tym stanowisku – wykształcenie medyczne, znajomość branży ubezpieczeniowej, podejście do chorego – prawdopodobnie zyskają na znaczeniu, gdyż dzięki szerzej pojmowanemu postępowi technologicznemu mniejsza liczba lekarzy może zadbać o większą liczbę pacjentów. Wykonując tę samą pracę za mniejsze pieniądze, asystenci lekarzy mogą po prostu spowodować, że profesja lekarska ulegnie dezorganizacji.

Dla ludzi wykonujących trwałe zawody najważniejszą wskazówką jest wystrzeganie się samozadowolenia i uważne wpatrywanie się w przyszłość. Te osoby powinny zastanowić się, czy przyszłe preferencje klientów mogą zagrozić podstawowemu zbiorowi umiejętności i formie dostarczania wartości w ich zawodzie. Trzeba mieć świadomość, że każda praca (w tym profesje wymienione w tym artykule) może z biegiem czasu przejść z jednej ścieżki ewolucji na drugą. Z tego powodu opisany przez nas schemat jest narzędziem, po które trzeba sięgać regularnie, nawet jeśli twoja praca ma obecnie trwały charakter.

TRUDNO POWIEDZIEĆ, które zawody ulegną w przyszłości dezorganizacji, zostaną zlikwidowane, przejdą proces dekonstrukcji lub okażą się trwałe, sądzimy jednak, że przedstawiony przez nas podstawowy schemat wytrzyma próbę czasu. O ile inni przyznają, że automatyzacja w różnoraki sposób wpływa na rynek pracy, o tyle nasze rozumienie pracy jako funkcji kreowania wartości, wyjaśnia główne aspekty tego zjawiska. Uznanie podstawowych umiejętności i formy dostarczania wartości za kluczowe kryteria analizy pomoże przedstawicielom wszelkich zawodów zareagować na zmiany, jakie zachodzą obecnie na rynku pracy – i zmierzyć się ze zmianami, których nie sposób przewidzieć.

Scott Latham jest profesorem nadzwyczajnym strategii w Manning School of Business (University of Massachusetts Lowell). Beth Humberd jest adiunktem zarządzania na tej samej uczelni.