Strona główna > Autorzy > Włodzimierz Schmidt
Ten artykuł dostępny jest także w wersji audio. Zaloguj się lub zostań prenumeratorem i słuchaj bez ograniczeń!
Popularna polska internetowa firma modowa musi zmierzyć się z zagrożeniem, jakim jest wejście na polski rynek znacznie większego brytyjskiego rywala. Prezes firmy zastanawia się, jak zmienić ofertę i zmodyfikować przekaz marketingowy, by nie stracić klientów na rzecz międzynarodowego potentata.
Anna Krzyżewska, prezes firmy Pomysł na Szycie, prawie biegła ulicą w poszukiwaniu taksówki. Musiała szybko dotrzeć do bydgoskiego Biznes Parku przy ulicy Kraszewskiego. Właśnie tam mieściła się siedziba jej firmy, która od pięciu lat z powodzeniem sprzedawała w modelu e‑commerce stroje dla mężczyzn, kobiet i dzieci, sprowadzane z zagranicy, ale też dostarczane przez lokalne zakłady krawieckie.
Mimo wczesnej pory Anna miała już za sobą jedno spotkanie przy Starym Rynku. Teraz musiała zdążyć na telekonferencję z jednym z niemieckich dostawców lekkich kurtek. Kwiecień okazał się wyjątkowo ciepły i choć Anna miała w magazynach sporo ubrań na tę porę, ich zapas szybko się wyczerpywał. Niemiecki dystrybutor, którego poznała na zeszłorocznych targach Modenmesse w Berlinie, miał w ofercie nowe, proste, atrakcyjne wzory. Rozmowę z nim miała umówioną za dwadzieścia pięć minut. Na szczęście na Jezuickiej zauważyła stojącą wolną taksówkę. Wsiadła i popędziła do firmy. W samochodzie sprawdziła jeszcze maila i nie zauważywszy żadnych wiadomości wymagających natychmiastowej interwencji, odetchnęła. Była zadowolona z tego, jak jej firma rozwinęła się w ciągu ostatnich pięciu lat. Pomysł na Szycie był rozpoznawalną marką. Sklep internetowy sprzedawał odzież w całej Polsce, zbudowała sprawnie działającą sieć dystrybucyjną, wynegocjowała dobre umowy z firmami transportowymi i maksymalnie skróciła czas dostawy. Była nieustannie w biegu, ale widok rozkwitającego przedsiębiorstwa dodawał jej sił.
W dzisiejszych czasach kluczowa jest oferta spersonalizowana. Jeśli klient będzie czuł, że firma rozumie jego potrzeby, nie odejdzie do konkurencji.
Cieszyła się na rozmowę z niemieckim kontrahentem. Wpadła do biura, zdążyła jeszcze poprawić makijaż, włosy i włączyła Skype’a. Einhart Lehman był mniej więcej w jej wieku. Mówił po angielsku z silnym niemieckim akcentem, ale Annie to nie przeszkadzało. Na targach od razu się dogadali. W rozmowie miał uczestniczyć dyrektor handlowy Grzegorz Kobryn, który też przyszedł w ostatniej chwili. Szybko przeszli do konkretów, tym bardziej że większą część planowanej transakcji omówili już w mailach. Anna wyjaśniła niemieckiemu kontrahentowi, jakie wzory i rozmiary ją interesują, dopytała o ewentualne modyfikacje kroju i rozpoczęła negocjacje cenowe. Kobryn poprowadził je dalej. Miał kilkunastoletnie doświadczenie i w zbijaniu ceny był naprawdę dobry. Po chwili dobili targu, a obie strony nie kryły zadowolenia. Już mieli się żegnać, gdy Lehman się zawahał.
W niedalekiej przyszłości czeka nas znaczne upowszechnienie Internetu Rzeczy. To dobry powód, by zainteresowały się nim firmy, gdyż nowe rozwiązania technologiczne mogą okazać się pomocne w lepszym dostosowaniu oferty do oczekiwań ich klientów. Konsumenci natomiast zyskają możliwość oszczędzenia czasu i pieniędzy.
O Internecie Rzeczy w Polsce zaczęto rozmawiać w kontekście tzw. inteligentnych sieci, dzięki którym dostawcy energii mogą m.in. przewidywać zapotrzebowanie odbiorców na energię. Internet Rzeczy umożliwia więc opracowanie pewnych wzorców zużycia energii, które mogą mieć wpływ na taryfy energetyczne. Gospodarstwa domowe odczują tu korzyść, ponieważ system będzie mógł automatycznie uruchamiać niektóre sprzęty, na przykład pralki czy zmywarki, by cykl ich pracy umieścić w godzinach, w których energia jest najtańsza. Głównym zainteresowanym będzie jednak przemysł, bo to jego zapotrzebowanie na prąd jest największe. Dzięki Internetowi Rzeczy będzie więc można na przykład uruchamiać określone procesy przemysłowe w godzinach, w których ceny energii są niższe. To możliwe, bo przecież już dziś bardzo często udział ludzi jest w nich minimalny. Umiejętne zarządzanie bilansem energetycznym okaże się również korzystne z perspektywy gospodarki całego kraju.
Zawieranie z góry określonych czasowych kontraktów może być rozwiązaniem atrakcyjnym dla polskich pracodawców i pracowników. Jednakże pracodawcy nie są skorzy obdarzać zatrudnionych na takich warunkach wystarczającym zaufaniem, a potencjalni pracownicy preferują bezpieczeństwo umów o pracę na czas nieokreślony.
W branży internetowej i reklamowej często spotykamy pracowników kontraktowych lub tzw. freelancerów. Są to jednak rozwiązania wynikające z okresowego natężenia pracy, z którym regularni pracownicy nie dają sobie rady, a nie z przemyślanej, długofalowej strategii, mającej przynieść w przyszłości określone efekty dla obu stron. Model współpracy oparty na kilkuletnich kontraktach, z zakresem zadań i celów, a nie sztywno określonym harmonogramami codziennych zajęć i obowiązków, godzin i dni pracy, nie jest szeroko rozpowszechniony wśród polskich przedsiębiorców. Mimo że od niedawna obserwujemy proces uelastycznienia relacji pracodawca – pracownik, w naszych obyczajach biznesowych nadal brakuje obustronnego zaufania…
Newsletter
Otrzymuj najważniejsze artykuły biznesowe — zapisz się do newslettera!