Strona główna > Autorzy > Mirosław Kachniewski
Prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.
Pozorna spójność zespołów zarządzających może dawać komfort decyzyjny, ale często odbywa się to kosztem głębi analizy i odporności organizacyjnej. To właśnie zderzenie odmiennych doświadczeń, punktów widzenia i kontekstów kulturowych – także tych wynikających z różnic geograficznych – zwiększa zdolność organizacji do adekwatnego reagowania na złożone wyzwania. Różnorodność w radach nadzorczych i wykonawczych nie jest źródłem chaosu, lecz warunkiem dojrzałego przywództwa i gwarantem lepszych decyzji.
Z moich obserwacji popartych logicznym myśleniem od dawna wynika, że bardziej zróżnicowane zespoły na szczytach władzy korporacyjnej lepiej radzą sobie z zarządzaniem i nadzorowaniem działalności spółek. O ile osobiste obserwacje wskazywały po prostu na korelację tych dwóch czynników, o tyle logika podpowiadała już pewien związek przyczynowo-skutkowy – zwłaszcza w odniesieniu do rady nadzorczej, gdzie wszelkie decyzje podejmowane są in gremio, a zatem każda z osób wchodzących w skład rady może wnieść swoją perspektywę do procesu decyzyjnego.
Jednym z największych wyzwań, z którymi musi zmierzyć się lider, jest sprostanie wymogom cyfrowej transformacji oraz umiejętność skupienia się na działaniach długoterminowych. Takie kompetencje mają prezesi, których cechuje tzw. podejście założycielskie. I właśnie tacy liderzy zajęli najwyższe pozycje w nowym rankingu „ICAN Management Review”..
Polskie spółki giełdowe często muszą zmierzyć się z innymi wyzwaniami niż firmy notowane na giełdzie na Zachodzie. Mimo że ładowi korporacyjnemu w polskich spółkach bardzo daleko do ideału, to ze względu na jego specyfikę należy przyjąć inne rozwiązania niż na rynkach rozwiniętych.
Podstawowy problem spółek notowanych na warszawskim parkiecie w kontekście ładu korporacyjnego polega na tym, że zdecydowana większość z nich w rozumieniu kryteriów przyjętych na rynkach rozwiniętych nigdy nie powinna znaleźć się na giełdzie. Ich stosunkowo małe rozmiary, dominacja jednego właściciela, niskie rozproszenie akcji i niewielkie obroty powodują, iż akcenty są rozłożone w diametralnie inny sposób niż w przypadku dużych, płynnych spółek o rozdrobnionym akcjonariacie, jakie notowane są na większych rynkach.
Potrzeba nadzoru korporacyjnego na rynkach rozwiniętych wynikała ze stopniowego ograniczania zaangażowania akcjonariuszy i coraz dalej idącego uwłaszczania się zarządów na majątku spółek…
Przy obecnym poziomie prowadzenia relacji inwestorskich Holding Wydobywczy będzie miał spore problemy ze znalezieniem lojalnych inwestorów. Spółka popełniła całą masę błędów: nie komunikowała się właściwie z mediami, analitykami ani z inwestorami i założyła na dodatek, że inwestorzy nie mają do roboty nic lepszego niż wertowanie opasłego raportu rocznego. Tego typu podejście jest niedopuszczalne i wymaga niezwłocznej korekty.
Zarząd i rada nadzorcza Holdingu Wydobywczego stawiają sobie za cel pozyskanie stabilnych inwestorów długoterminowych, jednak zanim spółka zacznie do nich docierać, powinna wyeliminować popełniane wcześniej błędy i utrzymać obecnych akcjonariuszy. Już pobieżna analiza studium przypadku pokazuje, że w Holdingu Wydobywczym panuje niewłaściwe podejście do relacji inwestorskich i albo ten zatrudnia niewłaściwych ludzi, albo nie ma dostatecznego umocowania i siły przebicia w przedsiębiorstwie. Świadczy o tym choćby fakt, że dopiero po kilku dniach spadków spółka wpadła na „odkrywczy” pomysł, aby wzmocnić komunikację.
Co więcej, w spółce wyraźnie szwankuje system wewnętrznego przepływu informacji i monitoringu mediów – wygląda na to, że Ilona jedynie przypadkiem obejrzała „wieczorny program biznesowy”. W efekcie w programie, w którym mowa o spółce i jej przedmiocie działalności, pojawiają się analityk i „dwóch znanych ekonomistów”, a nie ma przedstawiciela spółki, ani nawet zaprezentowanego poglądu spółki. Przecież autorzy programu z pewnością wiedzieli wcześniej, na jaki temat będą prowadzić dyskusję, i jeśli nie uzyskali stanowiska spółki, to najprawdopodobniej stało się to w wyniku zaniechania ze strony holdingu – być może, dziennikarz usłyszał, żeby „zadzwonić później”, że „takich informacji nie udzielamy” lub że „wszystkie ważne informacje zawarte są w raportach giełdowych”.
…
Komunikacja spółek z rynkami kapitałowymi zawsze zależy od krajowych standardów i wymogów prawnych. Jeśli standardem na rynku jest określona ilość danych i informacji, firma, która ich nie publikuje, stawia się na przegranej pozycji. Jeśli bowiem spółka nie wysyła inwestorom oczekiwanych informacji, rodzą się podejrzenia i wątpliwości.
Dla określenia właściwej polityki informacyjnej ważne jest wyjaśnienie, jakiego typu informacji inwestorzy potrzebują i w jaki sposób będą je wykorzystywali. Coraz popularniejszy staje się na przykład tzw. algotrading, czyli dokonywanie transakcji w oparciu na algorytmach, które przetwarzają dostępne dane i same na ich podstawie podejmują decyzje giełdowe. Algorytmy „podejmują decyzje” w ciągu mikrosekund, co wymaga płynnego dostępu do podstawowego zestawu najważniejszych danych. Niestety, często uwzględniają one dane niedotyczące wprost spółki, ale np. transakcji zawieranych przez innych uczestników rynku. Im więcej będzie zatem danych ilościowych ze spółki, tym większa szansa, że zostaną uwzględnione w procesie „podejmowania decyzji inwestycyjnej” także przez algorytmy. Ten rodzaj transakcji, mimo niewielkiego obecnie wpływu na ruch giełdowy na warszawskim parkiecie, na pewno zyska na popularności w najbliższym czasie.
Newsletter
Otrzymuj najważniejsze artykuły biznesowe — zapisz się do newslettera!