Strona główna > Autorzy > Adrian Domański
Head of Sales-Driven Marketing wMonday Group
Firmy takie jak SpectraCorp są i będą praktycznie bezbronne w starciu z atakami hakerskimi, wykorzystującymi najnowsze technologie. W opisanym przypadku nie zagrało wiele rzeczy – od kultury organizacyjnej, przez edukację, po systemy zabezpieczeń. Niestety, nawet wdrożenie najnowszych technologii z zakresu cyberbezpieczeństwa na niewiele by się zdało. Dlaczego?
Przede wszystkim pracownicy muszą mieć pewność, że mogą zgłosić każdą, nawet najmniejszą, anomalię do odpowiednich osób w firmie bez strachu o to, że zostaną obwinieni o złe intencje, nieuwagę czy działanie na szkodę firmy. Taki strach może spowodować, że ludzie będą chcieli na własną rękę poradzić sobie z problemem z obawy przed ewentualnymi konsekwencjami czy nawet utratą pracy. A to tylko pomoże przestępcom.
Prezes, zarząd i kadra zarządzająca nie mogą w obecnych czasach oszczędzać na bezpieczeństwie. O ile przed rewolucją AI głównym zagrożeniem, jakiego mogliśmy się spodziewać, były różnego rodzaju phishingi, dzisiaj mamy dodatkowo deepfake (wideo/obraz) czy spoofing (podszywanie się pod nadawcę maila lub konkretny numer telefonu). Brzmi to wręcz jak historia science fiction, ale tak – obecnie można podrobić już praktycznie wszystko i w przyszłości będzie tego tylko więcej. I gdy mówimy o inwestycji w bezpieczeństwo, to sama edukacja jest równie ważna jak technologia. Bez odpowiedniego przeszkolenia pracowników nawet najnowocześniejsze systemy nie uchronią nas przed wyciekiem danych czy wyłudzeniem.
Dla przykładu, technologia, na bazie której działają operatorzy telefonii komórkowej, jest na tyle przestarzała, że nie ma możliwości zabezpieczenia się przed spoofingiem. Potrzebne są wielomiliardowe inwestycje, które zmienią sposób identyfikacji nadawcy połączenia. W tym momencie każdy może podszyć się pod dowolny numer telefonu, wysyłając sygnał do serwera – „Hej, to ja” (dowolny ja). Jedyną możliwością uniknięcia ataku tym kanałem jest zakończenie podejrzanego połączenia i samodzielne oddzwonienie do osoby, która się z nami skontaktowała. Przestępcy nie mogą podszyć się pod odbiorcę – „jedynie” pod nadawcę.
Zmienia się sposób, w jaki klienci B2B dokonują zakupów. Dobre relacje biznesowe, o które kiedyś tak zabiegali handlowcy, przestają mieć decydujące znaczenie w wyborze dostawcy. Kupujący nie chcą też tracić czasu na zbędne spotkania. Do tego decyzje podejmują zespoły zróżnicowane wiekowo, geograficznie i funkcjonalnie. Złe wiadomości? Wręcz przeciwnie. To szansa dla nowej, cyfrowej sprzedaży B2B.
Czego pragną klienci B2B? Potrzebują przede wszystkim rozwiązania swoich problemów. Szukają więc ekspertów od konkretnych wyzwań biznesowych. Dlatego też często zakup nowych rozwiązań w B2B ma więcej wspólnego z procesem innowacji niż zastosowaniem gotowego produktu z półki. To szansa dla sprzedawców. Nowa sprzedaż umożliwia dotarcie do klientów, którzy byli poza zasięgiem klasycznej sprzedaży, do decydentów na wysokich poziomach organizacji (tzw. C‑level), a także do klientów z rynków zagranicznych. Sięgnięcie po te korzyści wymaga transformacji cyfrowej sprzedaży, a social selling jest dobrym kołem napędowym tejże zmiany.
To jest komentarz eksperta. Przeczytaj tekst główny STUDIUM PRZYPADKU »
Polska firma informatyczna eksperymentuje z wykorzystaniem potencjału social sellingu w sprzedaży. Efektywność tej strategii zależy od jakości współpracy między działami marketingu i sprzedaży. Jednak okazuje się, że ich pracownicy mówią innymi narzeczami, a to generuje szereg wyzwań.
W teorii i w trakcie szkoleń social selling wydaje się prostym i tanim narzędziem. Niestety, strategia i wiedza stanowią zaledwie 2% wartości social sellingu. 98% efektów wynika z właściwego i długoterminowego wdrożenia tej metody w życie – o czym przekonali się pracownicy ITomatic.
Newsletter
Otrzymuj najważniejsze artykuły biznesowe — zapisz się do newslettera!